Piotr Kaczorowski


News
Forum


Brydż - http://brydz.piotrkaczorowski.pl
Strona Główna - http://piotrkaczorowski.pl Szachy Chess - http://chess.piotrkaczorowski.pl Nauka szachów - http://szachy.piotrkaczorowski.pl Forum - http://forum.piotrkaczorowski.pl
Skomentuj na forum

Witam na mojej edukacyjnej stronie brydżowej. Zawiera ona materiały szkoleniowe do nauki gry w brydża, do doskonalenia umiejętności brydżowych, pogłębiania wiedzy. Systematycznie zapełniam stronę informacjami. Swoimi uwagami możesz się podzielić w specjalnie przeznaczonym do tego miejscu jakim jest Forum brydżowe. Brydż jest grą, która rozwija logiczne myślenie, daje nam wrażenia estetyczne, jest miłym spędzeniem czasu. Sport, sztuka i nauka, to dziedziny, do których ta cudowna gra jest zaliczana. Aby grać lepiej, trzeba poświęcić sporo czasu na zdobycie umiejętności taktycznych i strategicznych, na zdobycie wiedzy z trzech dziedzin, jakimi są licytacja, rozgrywka i wist. Brydż jest sportem walki. I to walki bezpośredniej dwóch przeciw dwóm. Kto wygrywa, czuje radość przyjemność. Kto przegrywa, czuje gorycz, wściekłość. Ta strona pomoże Ci wygrywać.

Cezar zaskoczony


20.01.2010 10:30
Nowy system współzawodnictwa w tytułach brydżowych został wprowadzony od 1 września. Przez 3 miesiące był testowany na stronie związku. I co się okazało 1 stycznia? Że system nie działa, że nie jest gotów. Jak to, kolega Wachowski został zaskoczony? A może nie dostał pieniędzy? A może się targuje?
Przy okazji nowego regulaminu dowiedzieliśmy się, iż:
Zrobiono tak przy reformie RK w 2003r. Ale wówczas rzetelność dokumentowania zdobytych PKL była nie taka, jak obecnie w Cezarze, więc nie było problemem dopisanie niektórym nawet kilkaset PKL, by „wyrównać na starcie szanse” tym, którzy nie zdążyli awansować według starych norm. Teraz, dodawanie takich „wirtualnych PKL” byłoby w dwójnasób niesprawiedliwe, bo wypaczałoby przebieg kariery zawodnika, jakim niewątpliwie są zdobywane PKL (skwapliwie odnotowywane w Cezarze), a także preferowałyby (w ilości dopisanych PKL) zawodników o wyższych tytułach.
Prawdą jest, iż niektórym brydżystom przybyło na rankingu i zamiast WK=4 mieli nawet WK=12. Stan ustalano na koniec 2002, więc w nowym CEZARze już były nowe punkty. Nie wszystkim od razu zwiększono tytuł, niektórym dano tylko pulę punktów, która pozwalała zaklepać tytuł w 2002 lub w 2003 roku. Niektóre operacje wykonano znacznie później, na przykład w 2005 czy 2007 roku, ale naniesiono poprawki do CEZARa na koniec 2002 roku.
Kto pamięta tytuły z 2004 roku może się zdziwić. Ale mało kto to pamięta.
Obecnie wprowadzono dodatkową nowość - zaliczkowanie udziału w lidze. Kiedyś dodawano punkty na koniec ligi. I było dobrze. Ale punkty trzeba zdobywać szybko.
Tylko nie wiadomo, jaki kto ma tytuł. Zmiany weszły w życie czy nie?
Piotr Kaczorowski

Mija rok, dobry rok...


20.12.2009 10:30
Idą zmiany na lepsze. Rezygnacja z rozgrywek kadrowych open i seniorów to bardzo dobry pomysł. Wolna ręka trenera czy kapitana drużyny powinna iść w parze z odpowiedzialnością - w przypadku sukcesu reprezentacji, nagrodę otrzymuje także prowadzący ją szkoleniowiec. Natomiast po dwóch kolejnych porażkach - trener leci z automatu.
Rozsądek tej decyzji wynika także z uniknięcia przypadkowości składu drużyny reprezentacyjnej - czasami jedno rozdanie decyduje o kolejności końcowej rozgrywek kadrowych. Trzeba mieć także na uwadze, iż rozgrywki kadry trwają kilka dni, natomiast drużynowe mistrzostwa często ponad dwa tygodnie, wymagają więc także wydolności fizycznej i odporności psychicznej. Dobrze byłoby zrobić zgrupowanie kondycyjne, ale o tym chyba związek jeszcze nie myśli.
Zupełnie inna jest sytuacja u naszych pań. Trzy silne zawodniczki, Ewa Banaszkiewicz, Małgorzata Jeleniewska i Ewa Miszewska od kilku lat słusznie krytykują zarząd za złe traktowanie brydża kobiecego w Polsce. Więc trzeba zachować pozory demokracji, żeby nie krytykowały decyzji personalnego doboru reprezentacji. Sprytnie napisany regulamin rozgrywek kadrowych pozwolił już wyeliminować parę Banaszkiewicz - Jeleniewska. Pozostał jeszcze problem Ewy Miszewskiej, ale odpowiednie dobranie par do meczu - doświadczone pary przeciwko młodszym, powinno rozwiązać ten problem. Wtedy rezerwową parą będzie Maj - Szczepańska. Jeśli natomiast wyniki byłyby złe, to rezerwowa para w ostatniej chwili pozwoli osunąć Miszewską z drużyny reprezentacyjnej.
Zresztą regulamin jest tak sprytnie skonstruowany, iż trener zawsze może wybrać trzy ulubione pary. Brewiak - Sarniak są wybrane z założenia. Pozostałe pary wystarczy wystawić do różnych drużyn w meczu finałowym. Jedna para zawsze wygra mecz, a druga zostanie dokooptowana jako rezerwowa. Później wystarczy znaleźć jakikolwiek pretekst to ostatecznej podmianki. A czasem wyniki przypadkiem są takie, jak być powinny i manipulacja jest zbyteczna.
Piotr Kaczorowski

Szczęśliwy szlem


11.10.2009 17:35
Lubię dostawać silną rękę, tym razem dostałem bardzo silną.
A K W 9
A K 10
A K 8
D 6 3

Gdy mam taką rękę, rzadko mogę ją sprzedać, ponieważ pozostali nie mają za wiele. Nie inaczej było tym razem.
Przeciwnik z prawej pasuje. Otwiera 1, co oznacza silną rękę bezatutową. Małgosia licytuje 1, co jest relayem 7+ pc na dowolnym składzie. Sprzedaję nadwyżkę siły i dokładny skład 4333 silną odzywką 2. To forsuje do końcówki. Małgosia nie ma siły na kolejny relay i licytuje 3, co powinno oznaczać sześciokart z dwoma starszymi honorami lub niezły siedmiokart. Z mojej karty widzę, iż zachodzi druga ewentualność, więc pytam o asy. Gdy się dowiaduję o asie trefl, dziarsko licytuję 7. Planuję wyrzucić trefle na kiery lub piki. Pojawia się wist i stolik. Nikt nie skontrował, co jest dobrym znakiem.














6 3
W
D W 9 7 6 4 3
A W 4


7



A K W 9
A K 10
A K 8
D 6 3

Wist daje mi łatwe 13 lew. Zabieram atuty i wynoszę trefle ze stołu na pika i dwa kiery. Wist kierowy też dawał natychmiastowe 13 lew. Cały rozkład jset następujący:














6 3
W
D W 9 7 6 4 3
A W 4

D 10 8 7 5
8 7 4 2
10
9 8 2

4 2
D 9 6 5 3
5 2
K 10 7 5

A K W 9
A K 10
A K 8
D 6 3

Po wiście treflowem, wziąłbym pierwszą lewę asem, zabrał atuty, ściągnął dwa górne piki (ewentualnie przebił trzeciego, patrząc, czy nie spadnie dama. Następnie pociągnięcie kar stawiało E w przymusie kierowo treflowym. Tym razem decyzja licytacyjna miała kluczowe znaczenie.
Piotr Kaczorowski

Brydż klasowy


05.10.2009 12:04
Nowe pomysły na klasy sportowe kompromitują zarząd. Wiceprezes od regulaminów i od spraw sportowych powinni wypisać się z zarządu. Ale nie zrobią tego, bo po co się zapisywali? Jedno, co trzeba zrobić, to wyrzucić regulamin nadawania klas sportowych i napisać go od nowa.
Należy zacząć od tego, iż za zdobycie mistrzostwa Polski nadaje się klasę mistrzowską. Wtedy łatwiej będzie pociągnąć w górę i w dół.
Obecna wersja robocza (tak ją nazwijmy), ułatwia czołówce zdobywanie dwóch najwyższych klas i utrudnia pozostałych brydżystom wypełnianie norm na klasę pierwszą i drugą. Zawiera liczne błędy, ponieważ pozwala zdobywać klasy międzynarodowe w rozgrywkach krajowych oraz klasy mistrzowskie w otwartych turniejach. Nie zauważono, iż klasa trzecia jest klasą młodzieżową.
Czemu tylko ja to zauważyłem? Nie wiem, może dlatego, iż interesuję się sportem od lat, może dlatego, iż myślę, a nie przyjmuję wszystko na wiarę. A poza tym czytam dokumenty i myślę. Przede wszystkim myślę.
Piotr Kaczorowski

Klasy sportowe - niewypał


04.10.2009 16:29
Klasy sportowe służą ocenie poziomów poszczególnych dyscyplin sportowych, ich prowadzenie jest narzucane przez ministerstwo sportu. Brydżyści wprowadzili je po raz pierwszy i źle wykonali swoje zadanie. Widać, iż nie sprawdzili, jak to wygląda w innych dyscyplinach sportu.
Klasa mistrzowska międzynarodowa zwalnia z egzaminu wstępnego na uczelnie wychowania fizycznego. Powinna być zdobywana przez wąskie grono wybitnych graczy w zawodach najwyższej rangi. Tak jest, można zgodzić się lub polemizować z zakresem pierwszych miejsc, to jest drobiazg. Dziwi premiowanie tą klasą za wyniki w zawodach rangi szkolnej. A już olbrzymim nieporozumieniem jest nadawanie tej klasy za zajęcie pierwszych dwóch miejsc w pierwszej lidze brydżowej. W innych dyscyplinach sportu tylko mistrz kraju (wicemistrz już nie), otrzymuje klasą mistrzowską. Tak, mistrzowską.
W brydżu klasę mistrzowską będzie można zdobyć za wygranie dużego turnieju ogólnopolskiego. Mówiąc obrazowo, klasa mistrzowska powinna odpowiadać sile gry równej WK=25 lub za podobne wyniki. Powinna być dostępna dla 5-15 zawodników. Odpowiednio, klasę mistrzowską międzynarodową powinno zdobywać mniej niż 8 arcymistrzów.
Z kolei normy na klasę pierwszą są mocno zawyżone. Powinna być ona dostępna dla około setki brydżystów w Polsce. Analogicznie, kategorię drugą, powinno posiadać 600-800 zawodników. Klasa trzecia jest klasą młodzieżową, a tu mogą ją zdobywać uczestnicy kadry seniorów. Gdzie tu sens, gdzie tu logika?
Najwięcej kontrowersji i śmiechu budzi tabelka ostatnia. Podaje ona normy punktowe na poszczególne klasy sportowe. Okazuje się, iż klasę mistrzowską mogą zdobyć wyłącznie brydżyści z tytułem arcymistrza krajowego i wyższym. Kolejnym absurdem jest różnica w wielkości zdobyczy punktowych - arcymistrzowie światowy i międzynarodowy muszą zdobyć w ciągu roku 5000 punktów, natomiast krajowemu wystarczy 4000. A przecież to jest ta sama klasa sportowa. Świadczy to o tym, iż zarząd nie miał pojęcia, co uchwala. Smutne, przecież w zarządzie są trenerzy, są instruktorzy, są działacze sportowi, którzy coś o sporcie powinni wiedzieć. Jeszcze większa jest rozpiętość norm na pierwszą klasę sportową - od 1000 punktów dla mistrzów krajowych do 4000 dla arcymistrza światowego. Problem wynika z akumulacyjnego systemu rankingowego, który jest po prostu kiepski. Ale o nim, innym razem.
Zarząd powinien szybko zmienić system klasyfikacji sportowych przed zatwierdzeniem przez ministerstwo sportu. Tak, to nie zarząd ustala zasady zdobywania klas sportowych. Związki sportowe składają tylko propozycję do ministerstwa sportu, a ono zatwierdza. Trzeba zmienić regulamin nadawania klas sportowych, żeby wszedł w życie z nowym rokiem.
Piotr Kaczorowski

Dwa renonse


28.09.2009 20:57
Rzadko dostaję renons, tym razem dostałem dwa.
=
=
D W 10 9 5
A D W 10 8 7 5 3

Gdy mam taką rękę, rzadko mogę ją sprzedać, ponieważ muszę licytować na poziomie czterech lub pięciu. Nie inaczej było tym razem.
Przeciwnik z lewej otwiera 1. Małgosia wchodzi 2, co oznacza średnią rękę w sile około 9-11 pc, raczej bez krótkości w kolorze wroga. To mnie nie dziwi, bo ileż oni mogą mieć kierów? Piki powinni być niezłe, na marne piki miała odzywkę o szczebel niższą. Wrogowie mają więc 7-8 pików. Nie mam czasu na długie rozważania, ponieważ z prawej pojawia się odzywka 3. Czyli mają też 8-9 kierów. Ciekawe, czy moja ma jakąś figurę w młodszym kolorze? Powinna coś mieć. Ponieważ trefle mamy uzgodnione i zawsze zgłoszę w nich końcówkę, mówię na razie 4. Z lewej oczekiwany pas, Małgosia zgłasza 5. To dobra wiadomość, ma fit i to raczej z figurą. Myślę o szlemiku, gdy nagle z prawej pojawia się kontra. Jesteśmy przed partią, oni po, więc szybki rachunek poleca mi zrekontrować. Nikt więcej nie ma nic do dodania.














A 10 7 6 2
D 6 5 2
A 7 3
2


K



=
=
D W 10 9 5
A D W 10 8 7 5 3

Pojawia się wist K. Rozgrywka jest krótka, przebijam 5, ściągam A, przebijam trefla małym karem(obaj dokładają), ściągam A i mało karo ze stołu. Z prawej pojawia się K, z lewej małe, więc rękę mam dobrą. Jedna lepiej.














A 10 7 6 2
D 6 5 2
A 7 3
2

D 9 8 4
A K W 8 7
8 6
K 9

K W 3 2
10 9 4 3
K 4 2
6 4

=
=
D W 10 9 5
A D W 10 8 7 5 3

Zapis +1000 jest lepszy od szlemika karowego. Jeśli nie idzie szlemik, to i tak lepiej zagrać 5 z rekontrą. Rozdanie jest bardzo niesprawiedliwe. Obie strony mają taką samą siłę, po 20 pc. WE mają mocno sfitowane oba starsze kolory i dobrze ulokowane młodsze króle. A mimo to wpadają na obie końcówki w starszy kolor. NS ma szlemika w kara, ale przegrywa go w trefle. Intuicja mnie nie zawiodła, wybrały lepszy kolor do gry.
Piotr Kaczorowski

Gdzie ci juniorzy?


27.09.2009 11:48
Wiele słyszymy o sukcesach naszych juniorów. O znakomitym systemie szkolenia. Spojrzyjmy więc na właśnie się odbywające mistrzostwa Polski juniorów. Wyniki są bardzo smutne.
W turnieju dziewcząt 19-20 lat wystartowało tylko 11 par. To bardzo mało. Rewelacyjne mistrzynie Polski seniorek Aleksandra Jarosz i Danuta Kazmucha tym razem w środku stawki. Z juniorkami tak łatwo się nie wygrywa?
Jeszcze gorsza frekwencja jest w turnieju 21-25 lat, w którym wystartowało tylko 7 (siedem) par. Oznacza to, iż jedna para pauzowała, a wyniki porównywano na 3 stołach. Trudno uznać je za wiarygodne. Lepiej już było połączyć oba turnieje dziewcząt w jeden, a wynik podać osobno.
Niewiele lepiej było w turniejach open, gdzie grało po 27 par w obu grupach wiekowych. Przecież grały tam również dziewczęta. Par mikstowych było tyle, ile dziewcząt. Skąd taka słaba frekwencja?
Mistrzostwa Polski juniorów są imprezami wysoko punktowanymi przez urzędy sportowe. Za wyniki w MPJ przyznawane są punkty, później przeliczane na dotacje do poszczególnych sekcji brydżowych. Jest to więc impreza, na której trzeba zaistnieć. Wniosek jest prosty, szkolenie brydżowe leży, poza kilkoma ośrodkami w kraju. Jak temu zaradzić? Są dwie możliwości, które trzeba wykonywać równolegle - wspierać istniejące placówki brydża szkolnego oraz stymulować powstawanie nowych.
Piotr Kaczorowski

Dochodowy interes


13.09.2009 13:05
Zarząd wymyślił mistrzostwa Polski powiatów. Każdy powiat ma wystawić po 8 par:
- 2 par open,
- juniorzy - urodzeni w 1984 i młodsi
- juniorzy - urodzeni w 1989 i młodsi
- parę kobiecą,
- parę mixt,
- parę seniorów - urodzeni w 1950 i starsi
- para popularna
Władze powiatu mają zapłacić za każdą parę stówkę. Policzmy, ile pieniędzy chce skasować zarząd. W Polsce mamy 305 powiatów i 68 miast na prawach powiatu. Razem 373. Każdy powiat wystawi 8 par. W turnieju zagrają więc 2984 party. Do kasy związku wpłynie 298.400 złotych. Tak, blisko trzysta tysięcy złotych. Ponadto uczestnicy, poza juniorami, wpłacą po 10 złotych opłaty rejestracyjnej. Da to kwotę 44760, która zostanie podzielona między związki okręgowe, proporcjonalnie do liczby powiatów w każdym związku okręgowym. Na co zostaną przeznaczone te pieniądze? Nie wiadomo. Jakie będą nagrody? Puchary i dyplomy. Czyli jakieś grosze przy zakupie hurtowym.
Nie ma regulaminu imprezy, nie wiadomo, ile czasu będzie na dwa rozdania, nie wiadomo, czy obowiązują restrykcje systemowe, czy trzeba mieć kartę konwencyjną, co z sytuacją, gdy przeciwnicy sztucznie zużywają czas. Ale kto by się przejmował takimi drobiazgami, gdy kasa popłynie do zarządu...
Turniej ma się odbyć w technologii BBO. Ten zapis wcale nie jest taki debilny, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Należy się spodziewać zerwań transmisji, wyrzucanie uczestników z turnieju z powodu zaniku sieci. Wreszcie cały turniej może zablokować serwer, będą opóźnienia w grze. Grozić będzie wysypanie całego turnieju. Winę za to zrzuci się na BBO. Nikt nie będzie zwracał pieniędzy uczestnikom.
A czemu zarząd nie chce zrobić mistrzostw gmin? Wszak gmin mamy w Polsce 2489. Przy takiej imprezie do kasy zarządu wpłynęłoby 1.991.200. I to praktycznie za friko. Można dać gminom więcej dyplomów.
Piotr Kaczorowski

Szkółka brydżowa


05.09.2009 11:57
Nauka brydża od podstaw oraz doskonalenie gry. Preferujemy młodzież w wieku gimnazjalnym i licealnym. Najlepsi wystartują w Mistrzostwach Polski Juniorów w odpowiedniej grupie wiekowej.
Prowadzący: mgr Jan Chodorowski arcymistrz międzynarodowy, trener brydża sportowego II klasy. Zajęcia — w środy i piątki w godz. 16.00-17.30 przy ul. Skarżyńskiego 5 — centrum Ochoty — na wprost hal Banacha tel. 224252463 Istnieje możliwość dodatkowych zajęć dla seniorów oraz rozgrywek towarzyskich.
Piotr Kaczorowski

Majówka dla bogaczy


02.05.2009 13:14
PZBS poniósł klęskę organizacyjną. Polityka brydża dla bogaczy się nie sprawdziła. Wielkim błędem była organizacja MP mikstów w formule Grand Prix open, czyli 8 turniejów eliminacyjnych, potem finał. Zmuszanie par do udziału w takich 8 turniejach jest jeszcze większym grzechem niż wcześniej granie w hotelach 500. Tu udało się zebrać 16 par. Gorzej w turnieju kobiecym. 15 par to absolutne minimum od wielu lat. Panie powyżej 25 lat szybko rezygnują z brydża, juniorek nie ma za wiele. Zresztą, mimo faworyzowania, juniorki grają słabo i starsze panie ogrywają je lekutko.
Kiepska i mało liczna jest obsada turnieju otwartego, więc wszyscy, którzy grają awansowali do półfinału. No nie wszyscy, ponieważ 4 pary rozegrały turniej dodatkowy. To też rekord.
Nie tędy droga, wpisowe nie może być wysokie, koszty pobytu także powinny być przystępne. Liczba zawodowych brydżystów w naszym kraju nie jest wielka, więc niewielu stać na horrendalne wydatki. Mistrzostwa Polski powinny być powszechnie dostępne, bez barier finansowych dla biedniejszych zawodników, których jest większość. Najprościej dwukrotnie zmniejszyć wpisowe i znaleźć prawdziwych sponsorów w hotelach.
Piotr Kaczorowski

Ranking brydżowy


04.01.2009 12:11
Od nowego roku miał wejść w życie nowy regulamin klasyfikacyjny, rozmnażający liczbę tytułów do 45. Liczne protesty spowodowały jego zawieszenie. A szkoda, ponieważ większy podział zawodników na grupy o zbliżonej punktacji byłby ciekawy. Zachęcałby do wzmożonego uczestnictwa w turniejach, płacenia bez szemrania co raz wyższego wpisowego, lepsze uhonorowanie beneficjentów brydża sportowego, czyli sędziów. Tak, tylko sędziowie zarabiają na naszej dyscyplinie. Jednak nie należy im tego zazdrościć, ponieważ mają stawki niższe od nauczycielskich. Kto nie wierzy, niech podzieli stawkę sędziowską przez czas trwania turnieju.
Wracając do rankingu to trzeba przyjąć założenie, iż preferuje on tych, co grają więcej oraz juniorów. Czy to dobrze? Kto wie, może i dobrze. Kto gra dużo nabywa doświadczenia, które procentuje w następnych turniejach. To wprowadzać zmiany czy nie?
Najpierw trzeba ustalić, do czego służy ranking i jakie daje przywileje. Odpowiedź jest szokująca - nie służy do niczego nie daje żadnych (poza szacunkiem lub dobrym samopoczuciem) przywilejów. Wyjątek stanowi dopuszczanie do szczebla MP par open.
Jakie zmiany należy więc wprowadzić w rankingu? Odpowiedź jest oczywista - zlikwidować ranking. Proste jest piękne. Znikną zarzuty, iż ktoś sobie dopisał punkty w 2002 roku. Zniknie system CEZAR, na którym zarabia pan Wachowski. Tak, właśnie on i zupełnie nie rozumiem, czemu próbuje ukryć swoją tożsamość. Przecież program liczący ranking dobrze działa. To powód do dumy, a nie do wstydu. Jako programista wysoko oceniam jakość wykonania CEZARa.
Niestety znikną też ligi okręgowe, które są jedynym źródłem pkli dla większości graczy. Zmniejszy się liczba zawodników, na ten rok brakuje jeszcze sporo do pięciu tysięcy, którzy zapłacili haracz. W zeszłym było takich półtora tysiąca więcej. To może lepiej niczego nie zmieniać?
Piotr Kaczorowski

4 czy 5 ?


02.11.2008 19:14
Od wieków bulwersuje nas problem, czy otwierać w kolor cztero czy pięciokartowy? A każdy wybór ma swoje konsekwencje. Gdy weźmiemy 13 i podzielimy na 4 kupki, to może okazać się, iż w żadnej nie będzie 5 kart. Oznacza to, iż wcale nie musimy otrzymać 5 i więcej kart w jednym kolorze. Mało tego, może się zdarzyć, iż 4 karty będziemy mieli tylko w jednym kolorze. Wynikają z tego swoiste konsekwencje.
Zacznijmy od tego, iż 5 kart chcemy mieć w kolorze starszym, czyli lub w . Otwieranie w starszy kolor pięciokartowy ułatwia jego sfitowanie (czyli dopełnienie łącznie do ośmiu kart w obu rękach), ponieważ partnerowi wystarczą do tego tylko 3 karty, co jest znacznie mniejszym wymogiem, niż 4. Z kolei, gdy mamy tylko 4 karty w starszym kolorze, otwieramy kolorem młodszym, czyli 1 lub 1. Dzięki temu, partner może zgłosić starszą czwórkę na wysokości jednego, co doprowadzi do sfitowania koloru podzielonego 4-4.
Wadą otwierania z piątki są sytuacje, w których mamy mało kart w młodszych kolorach. Przykładowo, gdy mamy obie starsze czwórki, to w kolorach młodszych mamy tylko 5 kart, które zwykle się dzielą 2-3 lub 4-1. Przy podziale 2-3 można otworzyć sztywno 1, jak to się dzieje w sztucznych systemach polskich Wspólny język czy Strefa lub zastosować zasadę systemów Lepszy Młodszy i otworzyć w kolor trzykartowy. Układ młodszych kolorów 1-4 wywołuje kolejny problem w polskich systemach, które decydują się na konwencję Lepszy Młodszy.
Tych problemów nie ma przy otwieraniu z czwórki. Tu zawsze otwieramy w kolor najdłuższy, chociaż niektórzy teoretycy Acola przy składzie 4333 i 3433 zalecają rozpoczynać licytację1, gdy jakość starszego kolor jest marna. Otwieranie z czwórek też ma swoje zalety i wady. Bardziej szczegółowe porównanie opiszę następnym razem.
Piotr Kaczorowski

Nowy zarząd PZBS


01.10.2008 11:47
Nowy prezesem został wybrany Radosław Kiełbasiński. Otrzymał 67 głosów za i 2 przeciwne. Myślę, iż obie czarne owce zostaną szybko namierzone i usunięte ze stada.
W zarządzie znaleźli się ponadto Andrzej Biernacki, Rudolf Borusiewicz, Włodzimierz Buze,Piotr Dybicz Stanisław Gołębiowski, Sławomir Latała, Leszek Nowak, Jan Rogowski, Piotr Walczak, Marian Wierszycki.
Zdzisław Romaniszyn został Przewodniczącym Komisji Rewizyjnej.
Życzę nowemu zarządu wytrwałości, pracowitości, sukcesów sportowych. Roboty jest dużo, zaległości spore.
Powodzenia.
Piotr Kaczorowski

Czego się boi prezes Kiełbasiński?


26.09.2008 16:37
Zbliża się walny zjazd. Niczego on nie zmieni. Obecny zarząd ma za sobą większość delegatów, a o wszystkim decydują rację, a nie fakty. Wynik wyborów jest oczywisty.
Jednak Radosław Kiełbasiński boi się, nawet bardzo się boi. Boi się zadawanych pytań, boi się na nie odpowiadać. Nawet wygłasza herezje, iż nie musi odpowiadać na żadne pytania, ponieważ komisja rewizyjna go skontrolowała.
Otóż nie ma racji, ponieważ pełni funkcję publiczną, dysponuje pieniędzmi publicznymi i musi odpowiadać na pytania. Szczególnie, gdy pytanie zadaje dziennikarz. Ale przecież może odpowiadać byle co i tak właśnie czyni.
Z kolei powoływanie się na dokumenty komisji rewizyjnej wywołuje ból u śmiejących się z prezesa, ponieważ mają zajady. Jeden z trzech członków komisji rewizyjnej, Piotr Walczak został trenerem kadry męskiej i jest pracownikiem prezesa. Powinien zrezygnować z funkcji w komisji rewizyjnej, przynajmniej tak nakazuje przyzwoitość. Ale mamona wzięła górę nad przyzwoitością, przynajmniej w tym przypadku.
Piotr Kaczorowski

Nokaut w Pau


03.07.2008 20:01
Drużynowe mistrzostwa Europy w Pau zakończyły się naszą klęską. Nasza drużyna kobieca w składzie Grażyna Brewiak – Anna Sarniak, Ewa Harasimowicz – Małgorzata Pasternak, Ewa Kater – Ewa Kozyra zajęła siódme miejsce. DME Pierwsze miejsce przypadło Francji, drugie - Włochom, trzecie - Hiszpanii. Nasze panie broniły drugiego miejsca. Ewidentnie najlepsza była para Ewa Banaszkiewicz - Małgorzata Jeleniewska,które nie znalazły miejsca w reprezentacji kraju. Nie potrafię wskazać, którą z trzech par powinny zastąpić, ponieważ reprezentują podobny poziom. Ale rezygnacja z najlepszej pary jest skandaliczna. Za to powinien odpowiedzieć utratą stanowiska kolega Krzemień. Tak dzieje w normalnych dyscyplinach sportu, tak się dzieje w życiu codziennym. Za błędy i porażki trzeba ponosić odpowiedzialność.
Open wygrała Norwegia przed Rosją i Niemcami. Reprezentacja Polski Open zakończyła na 14 miejscu. To jeszcze większa klęska niż w turnieju pań. Zawodnicy uczciwie walczyli, nie można mieć do nich pretensji. Odpowiedzialność ponosi nieudaczny trener Walczak. Wina leży też po stronie zarządu, że nie potrafiono zmobilizować i zmotywować do gry najlepszych naszych graczy.
Mistrzostwa Europy Seniorów wygrała Turcja przed Szwecją i Belgią. Nasi zawodnicy, rzutem na taśmę, zajęli czwarte miejsce. Dzięki temu zagrają w mistrzostwach świata. Trudno to uznać za sukces, ponieważ w ostatnich latach mieliśmy kilka medali.
Poziom naszej czołówki nie rokuje nadziei na poprawę wyników. Winny jest zarząd, który nie stwarza naszej czołówce możliwości do treningu, nie finansuje kosztów uczestnictwa w najważniejszych zawodach.
Piotr Kaczorowski

Szykany najlepszych brydżystek


09.05.2008 20:23
Zakończyły się konsultacje szkoleniowe kadry kobiet. Ewidentnie najlepsza była para Ewa Banaszkiewicz - Małgorzata Jeleniewska,które nie znalazły miejsca w reprezentacji kraju. Jest to zwykły chamski kant zarządu. Obie te urocze panie, wielokrotne reprezentantki kraju, znakomite zawodniczki, walczyły o swoje prawa zawodnicze, krytykowały politykę zarządu w sprawie brydża kobiecego. Ich pomysły są rozsądne, logiczne. To mądre, wykształcone inteligentne kobiety. Cała szopka z kadrą kobiet miała na celu wyeliminowanie ich i Ewy Miszewskiej.
W drużynie znalazły się Grażyna Brewiak – Anna Sarniak, Ewa Harasimowicz – Małgorzata Pasternak, Ewa Kater – Ewa Kozyra. Życzymy medalu w mistrzostwach Europy.
Piotr Kaczorowski

Brydż z przymusem


06.05.2008 11:42
Brydż jest ekscytujący, gdy gramy pierwszy raz z nową partnerką. Zapisałem Judytę do turnieju. Gramy żółtym amerykańcem z minimalnymi ustaleniami. Już pierwsze rozdanie było niezwykle ciekawe.
A 10
9
A K W 10 8 6 4
A 6 5

Przeciwnik z lewej otwiera 1. Lubię to otwarcie, ponieważ pozwala wejść każdym kolorem. Tymczasem dochodzą do mnie dwa pasy i już mam trudną decyzję. Możemy wygrać szlemika, może też nic nam nie iść. Gdybym miał D, to może bym wrzucił hazardowe 3BA. Ale nie mam. Pozostaje mi kontra, w domyśle objaśniająca. Z lewej pas, Judyta mnie zaskakuje odzywką 2. Ma dobrą piątkę kierową, czemu pasowała? Zgłaszam kończące 3BA. Może uważa, iż nie ma za dużo siły.
Pojawia się wist i stolik.














D 9 6 5
A D W 10 7
=
10 4 3 2

4



A 10
9
A K W 10 8 6 4
A 6 5

Wist jest przychylny, kontrakt wydaje się pewny. Mogę wstawić D, ale po co? Puszczam, z prawej W. Biję, ponieważ to daje mi pewne dwie lewy pikowe. Gram trzy razy Kara górą, co daje mi sześć lew w tym kolorze. Ze stołu usuwam chytrze trzy małe Trefle. W bierze D i niespodziewanie odwraca K. Puszczam, pojawia się 8, przejęta Waletem. Biorę Asem, ze stołu mały kier. Przyszła chwila refleksji. Ten po prawej pokazał już dwa Walety, więc pozostałe 13 oczek powinno być po lewej. Na 99,99% są tam K x x K x D 9. Można wziąć osiem lew w czerwonych kolorach przy pewnym impasie K. Ale lepiej mieć 100% szans, a poza tym pozostało tylko siedem kart, więc można wziąć o jedną mniej. Przeciwniczka z lewej znajduje się w przymusie oczyszczającym, musi swoimi zrzutkami rozjaśnić sytuację. Zgrywam trzy Kara, usuwając ze stołu trzy Piki. Z lewej wypadły dwa małe Piki i z wielkim bólem 9. Wyrzucenie lewy jest jednoznaczne. Teraz gram w widne karty. Sytuacja jest następująca:














=
A D W 10
=
=
K
K 3
=
D

=
8 6 5 4
=
=

10
9
10
6

Zgrywam 10, z lewej pojawia się 3, a więc w następnej lewie, jak w cyrku, pojawia się K. Biorę dwie nadróbki, bo mam pogłębioną groźbę w stole. Nie pomagało wyrzucenie czarnej karty, ponieważ odegrałbym fortę w tym kolorze i przymus by się powtórzył. Wszystkie ręce były następujące:














K 10 5 4 3
9 2
8 7 6 5
A W
D 9 6 5
A D W 10 7
=
10 4 3 2

W 3 2
8 6 5 4 2
5 3 2
W 7

A 10
9
A K W 10 8 6 4
A 6 5

Zarobek 2.9 impa cieszy, choć wszyscy wygrywali końcówkę. Trudność stanowi nazwanie zrealizowanego przymusu. W części przygotowawczej było oczyszczenie, a potem . . . No właśnie. W Polsce używa się nazwy przymus kaskadowy, na zachodzie progresywny, ponieważ nastąpił kolejny przymus dwukolorowy. Wynikało to z faktu, iż w Kierach była pogłębiona groźba, która dawała więcej niż jedną lewę. Ogólniejszą nazwą jest przymus potrójny z powtórnym przymusem prostym.
Piotr Kaczorowski

Brydż z reprezentacją


26.04.2008 14:47
Rafał Jagniewski, Michał Kwiecień, Bogusław Pazur, Sławomir Zawiślak pokonali 233 – 155 pretendentów w składzie Jerzy Skrzypczak, Bogusław Gierulski, Krzysztof Martens, Krzysztof Jassem i pozostali aktualną reprezentacją kraju. Takiego wyniku nikt się nie spodziewał. Wygrali lepsi, wygrał zespół. Grali równo, zrobili mało błędów. Wśród pretendentów tylko Krzysztof Martens grał na wysokim poziomie. Pozostała trójka się nie popisała.
Reprezentację czeka za kilka dni prestiżowy mecz przeciwko Holandii. Zostanie on rozegrany w kategoriach open, kobiet i seniorów. Największe szanse na pozytywny bilans meczu mają seniorzy.
Piotr Kaczorowski

Brydż kadrowy


23.04.2008 10:57
Rafał Jagniewski, Michał Kwiecień, Bogusław Pazur, Sławomir Zawiślak pokonali aktualną reprezentację kraju w składzie Jacek Kalita, Krzysztof Kotorowicz, Piotr Lutostański, Piotr Tuszyński 206:140. Zwycięzcy zostali nową reprezentacją Polski. Ale niedługo będą się cieszyć sukcesem. Jutro nowa walka przeciw zwycięzcom Vanderbildta, jakimi są Jerzy Skrzypczak, Bogusław Gierulski, Krzysztof Martens, Krzysztof Jassem.
W całym tym przedsięwzięciu chodzi o to, żeby pojechali z góry wybrani. Jerzy Skrzypczak, Bogusław Gierulski wygrali rok temu rozgrywki kadry, ale przepadli w tym roku. Z kolei Krzysztof Martens, Krzysztof Jassem przepadli w kadrze rok temu. Więc nie wiadomo, czy wygrają. W razie czego zostanie rozegrany jeszcze jeden mecz, czyli aż do skutku.
Trudno wskazać faworyta meczu. Wszystkie cztery pary mają znakomicie dopracowane systemy licytacyjne, a technicznie grają prawie nienagannie. Wiadome jest jedno, aktualna od tygodnia reprezentacja nie jest lubiana przez związek. Michał Kwiecień kiedyś został zmuszony do ustąpienia miejsce w drużynie olimpijskiej sponsorowi. Natomiast Sławomir Zawiślak pisze, co myśli o działalności PZBS. A że myśli bardzo logicznie, to prawda boli prezesa Radosława Kiełbasińskiego. Osobiście nie lubię kolegi Sławomira Zawiślaka, ale prawda i racja jest po jego stronie. Natomiast prezes Radosław Kiełbasiński jest mi zupełnie obojętny.
Wracając do meczu, należy stwierdzić, iż są to cztery najlepsze pary z tych, które chcą grać w reprezentacji kraju. Bogusław Pazur, Sławomir Zawiślak grają systemem o nazwie Dwururka. Jest system Bogusław Pazura o nazwie Kości wtłoczony w zaproponowane przeze mnie otwarcia dwutransferowe. Niestety same otwarcia to nie wszystko, trzeba w osobny system wpleść w niego osobną filozofię. Dwururka nie jest więc niczym genialnym, ot taki sobie wodotrysk, który obciąża niepotrzebnie pamięć. Dla przykładu wspomnę rozdanie z ostatniej sesji, gdy chłopcy po 8 alertowanych odzywkach byli w 3ba i skoczyli do 6ba. Nic nie wiedzieli o rękach partner, wybrali losowy kontrakt. Ale nie będę analizował Dwururki, jest ona dostępna w sieci, każdy może się z nią zapoznać. Nie płacą mi za poprawianie cudzych systemów licytacyjnych.
Piotr Kaczorowski

Brydż bez honoru


19.04.2008 16:28
Prezes Radosław Kiełbasiński chwali się, iż finanse związku są bez zarzutu, ponieważ na bieżąco i dogłębnie kontroluje je komisja rewizyjna. No tak, są trzy osoby w niej. Ale nie wyobrażam sobie, aby taka komisja rewizyjna rzetelnie wypełniała, ponieważ już nie reaguje na nieprawidłowości. A podstawą nieprawidłowością jest zatrudnienie Piotra Walczaka jako trenera kadry OPEN. To, iż on nie wypełnia swoich obowiązków, bo nikogo nie trenuje, to drobiazg. To, iż wozi się po świecie za społeczne pieniądze, to już nie jest drobiazgiem, podobnie jak jego wynagrodzenie. Ale prawdziwym skandalem, jest fakt, iż Piotr Walczak jest jednym z trzech członków komisji rewizyjnej. Oznacza, iż jednocześnie jest podwładnym zarządu i Radosława Kiełbasińskiego, więc może być zawsze wyrzucony z pracy. Ponadto powinien kontrolować sam siebie.
Nic dziwnego, iż pieniądze wyprowadzone z kasy związku przez byłego skarbnika Witolda Wąsaka, nie zostały zauważone przez komisję rewizyjną. Krążą plotki, iż Witek zagroził, iż gdy sprawa zostanie oddana do prokuratury, to sypnie wspólników przestępstwa. Kto za to odpowiada? Co o tym myśli komisja rewizyjna?
Inny były wiceprezes PZBS, parlamentarzysta partii rządzącej, Paweł Abramski, przez dłuższy czas przebywał w miejscu odosobnienia. Czy dalej ogląda słońce w kratkę? Nie wiem, ponieważ każdy przestępca, prędzej czy później, wychodzi na wolność.
To jak z tymi finansami związku? Są czyste czy brudne? Jak myślisz?
Piotr Kaczorowski

Brydż i pieniądze


15.04.2008 21:54
Wychodząc naprzeciw konstruktywnej krytyce, prezes Radosław Kiełbasiński udaje, iż złożył sprawozdanie finansowe. Nie złożył. Zajmę się dwiema sprawami.
Chwalipięta napisał Od dobrych kilku lat jesteśmy dobrze postrzegani w ministerstwie. Bełkot bez znaczenia. Brydż pod względem sportowym najlepiej jest porównywać do szachów. Taki sam wysiłek sportowy, taki sam brak udziału w igrzyskach olimpijskich. Czyli dyscyplina trzeciego rzędu. Otóż 20 szachistów ma stypendia sportowe. Od wielu lat ma. Wysokość stypendium zależy od klasy sportowej. Brydżyści nie mają stypendiów. I to jest wystarczający powód do dymisji nieudolnego prezesa Radosława Kiełbasińskiego. Cóż to za prezes, który nie dba o swoją dyscyplinę, nie walczy o swoich zawodników? Tchórz? Leń? Fajtłapa? Warto wspomnieć, iż za prezesury Andrzeja Orłowa stypendia były. I nie tylko stypendia.
Radosław Kiełbasiński chwali się, iż zarząd główny ma umowy ze sponsorami. Ale nie wymienił ani jednego sponsora, nie mówiąc już o podaniu wysokości sponsoringu. Wstyd. Prezes podał tylko, iż w latach 2004 – 2007 zarząd załatwił nagrody za 400.000 złotych. I jednocześnie ściągnął haracz z zawodników (składki) tylko w roku 2007 – 850.000 złotych. Tu rachunek jest prosty, druga kwota jest 8.5 większa od pierwszej. To jeszcze większy wstyd dla prezesa. A jak dodamy wpisowe do turniejów, to włos się zjeży. Najlepszymi sponsorami są sami gracze. I to jest wystarczający powód do dymisji nieudolnego prezesa Radosława Kiełbasińskiego.
Piotr Kaczorowski

Brydż ze Stalinem


09.04.2008 09:49
Dawno temu w Rosji sowieckiej. Przy stoliku siedzi czterech mocno skupionych mężczyzn.
Licytację otwiera Stalin 2.
Na to Mołotow wchodzi 3.
Siedzący naprzeciw Stalina Beria pasuje.
Następny po nim, Kalinin trwożnie podnosi do 4.
Nic nie zakłóca spokoju chorążego pokoju, który z kamienną twarzą licytuje 2.
Następują trzy pasy i po krótkiej grze, rozgrywający kasuje dziewięć lew. Wszyscy są zadowoleni, gdy towarzysz Stalin żartuje: A wy, Beria, czemu nie pokazaliście fitu?
Piotr Kaczorowski

Kradzione nie tuczy – ciąg dalszy do mego tekstu z 13 listopada 2007


07.04.2008 22:19
Dziś znalazłem na stronie mazowieckiego związku następujący dokument:
Uchwała Zarządu
Warszawskiego Związku Brydża Sportowego dotycząca naruszenia Regulaminu Czarnej Księgi przez parę Halina Borewicz – Andrzej Borewicz
Zarząd WZBS po zapoznaniu się:
1. z trzema skargami na grę pary Halina Borewicz – Andrzej Borewicz odnotowanymi w Czarnej Księdze,
2. Orzeczeniem Komisji WGiD WZBS z 11-03-2008r w w/w sprawie,
3. opiniami brydżystów wyrażonymi w konsultacji zawodniczych,
uznaje zasadność w/w wpisów do Czarnej Księgi, co narusza jej Regulamin, oraz uznaje, że na ich podstawie istnieje uzasadnione domniemanie korzystania przy grze przez parę Halina Borewicz - Andrzej Borewicz z nielegalnie pozyskanej informacji.
W związku z powyższym Zarząd WZBS zakazuje:
- wspólnej gry w parze: Halinie Borewicz i Andrzejowi Borewicz w okresie 1 roku od chwili opublikowania poniższej Uchwały tj. od dnia 26 marca 2008r. Ponadto Zarząd WZBS uchwala karę dodatkową w postaci:
- publikację niniejszej Uchwały,
Od niniejszej Uchwały przysługuje Halinie i Andrzejowi Borewiczom prawo odwołania do Walnego Zebrania Delegatów WZBS.
Za Zarząd WZBS
Prezes WZBS
Tadeusz Luzak
Warszawa, 25 marca 2008

Cóż, kara składa się z dwóch elementów – napiętnowania i zakazu wspólnej gry. To chyba dobra decyzja. Są to ludzie już nie młodzi, więc bezpośrednia dyskwalifikacja byłaby bardzo sroga. Cieszę się, że zarząd związku ukarał oszustów. Zawsze tego typu zarzuty i działania muszą być stuprocentowe, bo łatwe kogoś skrzywdzić.
Piotr Kaczorowski

Brydż nikczemny


04.04.2008 20:29
Są takie sytuacje, które gdy się przydarzają, to zniechęcają do gry. Zniechęcają do gry ludzi nikczemni, z którymi się spotykamy sieci, głównie podczas turniejów. Oto kilka dni temu, zaprosiła mnie Ania do ptasiego turnieju. Dawno nie graliśmy, zdążyliśmy ustalić tylko żółty standard amerykański, czyli SAYC i DONT jako obronę po otwarciu 1ba przeciwnika. Grało nam się średnio, aż przyszło rozdanie.
K 9 7 6
A W
K 10 5
K 10 7 5

Moja karta to bardzo ładne 14 hcp na równym składzie. Otworzyłem więc 1ba, przeciwnik z lewej wszedł alertowaną kontrą. Dosłownie było napisane 54 i nic więcej. Z prawej 2. Po zmiennym przebiegu 11 lew.
Po rozdaniu, przeciwnik z lewej, mający kobiecy przydomek Windy21, zaczyna marudzić, iż nie alertowałem swojego otwarcia. Tłumaczę spokojnie, iż nie mogę alertować, bo nie mam takiego ustalenia z partnerką, a alert nie polega na pokazaniu przeciwnikom, co się ma w karcie. Windy21 na to, że jak im idzie 4, to zawoła sędziego. Za chwilę woła, oczywiście nie widzę jego roszczenia, ponieważ pisze do sędziego prywatnie. Na to sędzia o muzycznym przydomku A-mol czy C-dur, już nie pamiętam, że powinienem alertować. Tłumaczę tak samo, dodaję, iż nie mam takiego ustalenia z partnerką, a poza tym mam ładnie podpięte Dziesiatki i Dziewiątkę, więc moje śliczne 14 jest tak samo dobre jak brzydkie 15, a czasem więcej. I że to jest ocena karty. B-mol jest nieugięty Masz alertować każde 14. Zachowuję spokój i piszę grzecznie Nie gniewaj się, ale może byś skonsultował z Jasiorem, który właśnie gra w tym turnieju, to Jan Romański. Na to H-mol ostro Nie będę radził się Twoich podejrzanych autorytetów, jak będziesz ze mną dyskutował, to zdejmę rozdanie.. Ja dalej spokojnie Jan Romański to wybitny sędzia PZBS, więc to nie tylko mój autorytet. A rozdanie możesz zdjąć, gram dla przyjemności. Spojrzałem, miałem z niego 19%, a zdjęcie to 50% :) Napisał, żebym dał mu spokój.
Nikczemnością się wykazał Windy21, który sam błędnie alertował – było to wejście na piątce młodszej i czwórce starszej, a nie zwykłe 54. Ponadto jego partner nie alertował odzywki, której znaczenie było Spasuj, albo skoryguj, czyli przenieś na piki. To oni popełnili wykroczenie. Czepiać się braku mego alertu na 1ba może tylko idiota lub człowiek nikczemny. Alertuje się bowiem ustalenia z partnerem, które odbiegają od normy lub od zasad alertowania. Alertuje się po to, aby przeciwnicy dysponowali tymi samymi informacjami, co my z partnerem. Alertowanie, które prowadzi do sytuacji, gdy przeciwnicy mają więcej informacji niż partner, nie ma sensu.
Osobną sprawą jest postawa sędziego. Niekompetencja to jedno. Buta to drugie. Ale straszenie zawodnika to już szczyt. Sędzia ma spokojnie uzasadnić swoją decyzję. A trochę pokory też by mu się przydało.
Piotr Kaczorowski

Prima aprilis


01.04.2008 22:26
Zakończyły się konsultacje szkoleniowe kadry kobiet. I co teraz? Ewidentnie najlepsza była para Ewa Banaszkiewicz - Małgorzata Jeleniewska, które do spółki z parą Jolanta Krogulska z koleżanką wygrały zdecydowanie kadrę. Jolanta Krogulska to wspaniała brydżystka, ale potrzebna jest jej dobra partnerka. Najlepsza by była Ewa Miszewska, ale . . .
Ostatnie miejsca zajęły reprezentantki i pupilki trenera. Bardzo dobrze grała para Ewa Kozyra - Ewa Kater, które też już były reprezentantkami kraju. Na podstawie wyników powinni znaleźć się w drużynie. A co zrobić z zeszłorocznymi wicemistrzyniami Europy? Nie wiem, trener wybrał takie chore formy kwalifikacji, niech sobie radzi. Najlepiej byłoby wysłać dwie drużyny, nowe zwyciężczynie kadry i zeszłoroczną reprezentację.
Piotr Kaczorowski

Kto jest dobry, a kto zły?


29.03.2008 14:47
Zakończyła się kolejna kadra open. Tym razem przepadli i nie błyszczeli Gierulski – Skrzypczak. A rok temu wygrali. W tydzień temu wygrali wiosenne mistrzostwa USA. To są dobrze i powinni być w reprezentacji, czy powinni zwolnić miejsce innym. Nowy selekcjoner nie rozwiąże tego problemu, który sam stworzył. Jest to dla niego za trudne.
Piotr Kaczorowski

Wredny partner


22.03.2008 21:20
Gdy partner jest wredny, należy go wychować. A gdy partner, którego już tyle lat uczę gry w brydża, i wychowuję, zachowuje się ciągle tak samo, to nachodzi mnie refleksja, iż uczeń sam sobie robi krzywdę. Czy powinienem wysłać go do młodej psycholożki?
10
A K W 9
K 10
K 9 7 6 5 3

Przeciwnik z prawej otworzył 1. Teraz nie mam wielkiego wyboru, ponieważ gramy preferencją starszych kolorów. Co prawda, mam takie cztery Kiery jak pięć, ale. Wchodzę spokojnie 1, co może być lekkim wejściem. Z lewej PAS, co jest dobrym znakiem, Jędrek mówi 1. Oznacza to, iż raczej nie ma fitu kierowego i chce go znaleźć w Pikach. Na razie nic złego się nie dzieje. Z prawej przeciwnik skacze w 3, co musi oznaczać gęsty kolor sześciokartowy co najmniej 16 oczek. To każde dziecko wie, każdy początkujący brydżysta. Za chwilę okazało się, iż nie każdy. Daję kontrę, która obiecuje nadwyżki honorowe, brak fitu pikowego i wartości treflowe. Nie chciałem wrzucać końcówki bezatutowej. Obiegło, co mnie ucieszyło, gdyż wskazywało jakieś lewy asowe lub atutową. Zawistowalem K, co żąda sygnału parzystości. Ukazał się dziadek:














6 4 2
10 8 4
8 6 5 4
W 4 2



10
A K W 9
K 10
K 9 7 6 5 3

Trochę się zdziwiłem widząc cztery atuty. Jędrek rzucił Trójkę, z prawej Dwójka, a więc ma parzystą liczbę Kierów, czyli dwa. Zagrywam 10, którą Jędrek bije Asem i posyła mi małego pika do przebitki. Trochę mnie dziwi, iż nie ma K. Ściągam A i podaję Kiera do przebitki. Jędrek dokłada, za to przebija rozgrywający. Co jest? Za chwilę ściąga A, co kończy grę. Minus 13.6 impa.
Cały rozkład był następujący:














A 9 8 7 5
D 7 6 3
9
D 10 8
6 4 2
10 8 4
8 6 5 4
W 4 2

K D W 3
5 2
A D W 7 3 2
A

10
A K W 9
K 10
K 9 7 6 5 3
.
Co się stało? Ano wszystko jasne. Jędrek chciał rozgrywać. Zgłosił Piki, licząc na mój fit. Miał odzywkę 2, która wskazywała kolor i fit kierowy. Miał odzywkę 3, która wskazywał fit i krótkość karową. Mógł znieść kontrę. Można było wygrać 4, a nawet 5, ponieważ lokalizacja A była oczywista.
Zamiast grać w brydża, Jędrek dał odzywkę, która dawała mu szansę na rozgrywkę. Było to szóste rozdanie turnieju, a Jędrek zdążył już zrobić podobne numery w rozdaniach pierwszym i trzecim. Za każdym razem wybierał odzywkę, która dawała mu szansę rozgrywać, a fałszowała obraz jego karty. Szczyt osiągnął w pierwszym rozdaniu, gdy singlowego K sprzedał jako singla i jako trzy oczka.
Żeby on jeszcze rewelacyjnie rozgrywał . . . Ale jego rozgrywka to zwykłe rzemiosło. Zero subtelności.
Piotr Kaczorowski

Niebywały sukces


19.03.2008 22:12
Turniej Vanderbilta wygrała nasza reprezentacja w składzie Jerzy Skrzypczak Bogusław Gierulski Krzysztof Martens Krzysztof Jassem. Jest to sukces niewyobrażalny. Moim zdaniem, wiosenne mistrzostwa USA mają silniejszą obsadę niż mistrzostwa świata, czy olimpiada brydżowa, ponieważ gra w nich multum znakomitych zawodników amerykańskich i śmietanka obcokrajowców. Tam nie ma słabeuszy.
I chociaż można wskazać błędy, które nasze asy popełniły, to jednak rywale mieli ich znacznie więcej. Co ciekawe, Polacy stanowili drugi liczebnie kraj, reprezentowany w turnieju. Jest to znakomitą wróżbą dla naszej drużyny. Te dwie pary zapewniły sobie miejsce w reprezentacji, trzecią parą będą Gawryś Chmurski, którzy też rzecz jasna tam grali.
Za tydzień będzie drugi etap kadry, ale sens tych rozgrywek jest znikomy. No bo co się stanie, jak jakiś mniej znany tim ogra naszych mistrzów USA? Mamy wyraźny dowód, iż reprezentację trzeba wybierać, a nie selekcjonować. Ja to mówię od zawsze.
Piotr Kaczorowski

Czemu służy cenzura?


11.03.2008 12:50
PZBS założył forum dyskusyjne poświęcone nowemu prawu brydżowemu.
Zanim na ten temat coś napiszę, muszę zamieścić małe sprostowanie. Często używamy terminu PZBS w znaczeniu oni. Tymczasem PZBS to jesteśmy my, czyli wszyscy brydżyści, zarejestrowani w związku. Natomiast oni są zarządem PZBS, czyli wykonują służebną rolę względem nas. Tak, właśnie służebną. Oni mają nam służyć, czyli działać dla naszego dobra.
Wracając do forum, to trzeba od razu powiedzieć, iż jest ono cenzurowane. We współczesnym świecie cenzura nazywa się moderacją. Cenzor ocenia, czy to, co my chcemy napisać na forum, może tam pójść czy nie. On lepiej wie. Główny cenzor PZBS, Radosław Kiełbasiński wie najlepiej. Jest najmądrzejszy, zna się na wszystkim. Efekt jest taki, iż na forum pojawiły się tylko dwa wpisy, w tym jeden mój. Co ciekawe, wysłałem cztery wiadomości, założyłem dwa nowe tematy, ale 75% mojej twórczości wcięła cenzura.
A cóż takiego napisałem? Ano prosiłem, by tłumaczyć prostym językiem, dokładnie tak, aby nawet najprostsi ludzie, tacy jak ja rozumieli. Wnioskowałem też o założenie działu odpowiedzi na proste i oczywiste pytania. Ale cenzura się przestraszyła. Wreszcie ostatni był niezwykle merytoryczny. Zapytałem, czemu w naszej polityce systemowej brak działu, który mają WBF i EBL, czyli:
2. DEFINITION
2.1. General
Average Hand - Hand a hand containing 10 high card points (Milton Work) with no distributional values
Weak - high card strength below that of an average hand
Strong - high card strength a king or more greater than that of an average hand
Natural- a call or play that is not a convention (as defined in the Laws)
Length - three cards or more
Shortage - two cards or less
Long Match - a match of 17 or more deals
Short Match - a match of less than 17 deals


Zadałem też pytanie, jak rozumieć pierwszą linijkę, która jest nową definicją ręki przeciętnej. Czy oznacza ona 10 pc bez wartości układowych, jak mówi zapis? Bo jeśli tak, to wartości układowe będą pozwalać z siłą mniejszą niż ustawowe 8 pc. Jest bowiem zakaz otwierania z rekami przeciętnymi pomniejszonymi o króla, czyli tłumacząc na nasze z 7pc. Ale mając rękę
D W 10 9 8
D W 10 9 8 7
2
7

spokojnie możemy otworzyć 1.
To moje pytanie okazało się zakazane. Nie wolno zadawać takich pytań. Nie wolno dyskutować o polityce systemowej, ponieważ to wyjaśniłoby sytuację i sędziowie nie mogliby podejmować ani mętnych, ani sprzecznych z prawem czy logiką decyzji.
Piotr Kaczorowski

Trudny partner


09.03.2008 21:36
Gra w brydża polega na partnerstwie. Dwie osoby prowadzą wspólne przedsięwzięcie. Dążą do jednego celu. Więc nie mogą zakładać u siebie złej woli, wręcz przeciwnie, powinny sobie ufać. Zaufanie rośnie powoli, a pryska jak bańka mydlana.
Dobry partner nie robi uwag przy stoliku, nie stara się ośmieszyć go przed przeciwnikami. Natomiast zły partner mądrzy się, zwraca uwagę partnerowi, iż źle gra, popisuje się przed przeciwnikami, bierze ich na świadków debilizmu swego partnera, wyznacza im rolę sędziów, przyznających mu rację. Myśli, jaki to jest wspaniały. Tymczasem wychodzi na zwykłego głupka, na bufona, na człowieka bez czci i honoru. Przeciwnicy nie dają się omamić jego uśmieszkami, a partner szuka sobie kogoś poważniejszego, rozsądniejszego, kogoś, na kim można polegać.
Czegóż to ja nie słyszałem . . . Przytoczę jeden cytat. Jesteś brydżowym debilem krzyczy męski głos. Jesteś brydżowym debilem krzyczy ponownie. Uczestnicy turnieju rozglądają się z zaciekawieniem, kto o kim wypowiada tę interesującą opinię. Za chwilę słychać głos kobiecy Jestem tego samego zdania o tobie. To znana para mieszana, grająca ze sobą około dwudziestu lat. Noszą różne nazwiska. Zarzut jest subtelny, bowiem nie dotyczy całego intelektu partnera, a tylko jego brydżowej składowej. Rozstali się? Za tydzień zagrali znowu. Zdarzenie miało miejsce ponad rok temu. Dalej grają razem, nazbierali już mnóstwo punktów. Kilka dobrych tysięcy. A może nawet kilkanaście.
Piotr Kaczorowski

Rozgrywający w przymusie


08.03.2008 13:17
Gdy partner zawodzi robi się smutno. A gdy zawodzi partner, którego już tyle lat uczę gry w brydża, to nachodzi mnie refleksja, czy aby jestem dobrym trenerem, czy uczeń siebie nie przeskoczy. Najbardziej smutno jest, gdy wykonujemy arcymistrzowskie, bardzo rzadko spotykane zagranie, a partner je psuje.
A W 9
A K D 8 5 4 3
=
9 7 3

Rękę dostałem śliczną. Oceniłem ją, iż sama warta jest dziewięć lewek. Końcówkę przesądziłem, przymierzałem się do szlemika. Humor mi popsuł przeciwnik z lewej, który zalicytował 1BA. O ile pas Jędrka specjalnie mnie nie zmartwił, o tyle kolejny pas mnie ucieszył. Jędrek musi coś mieć w karcie. Oczywiście nie mamy konwencji, do której pasuje moja karta. Mogę powiedzieć 4, co pewnie skończy licytację. Teoretycznie można tego nie ugrać. Policzyłem swoje lewy jeszcze raz i wyszło mi, iż sam obkładam. A jeśli Jędrek coś ma w karcie, to będzie bez więcej. Spojrzałem na założenia – równe, obie po. Dałem więc kontrę. Ma ona u nas charakter 50%, czyli wybieraj. Jędrek nie może spasować z niczym, musie mieć ze 2 lewy, czyli 6-8 oczek. Spasował! A jednak.













2


10 3
10 9 7
A 9 8 3
10 5 4 2

A W 9
A K D 8 5 4 3
=
9 7 3

Widok stołu mnie nie poraża. Raczej się czegoś takiego spodziewałem. Zdziwiłem się tylko, iż lewę wzięła 4. Dorzuciłem 3, wskazując wartości w kierach. A bierze lewę, na którego rzucam 9, sugerując wartości pikowe. W trzeciej lewie rozgrywający zaimpasował K, a którego wziął lewę Jędrek. Chwila prawdy, w końcu zagrał kiera, którego wziąłem Damą, żeby go to zastanowiło. Następnie pociągnąłem Kiery od góry, znowu sygnalizując wartości pikowe. Ustawiło to rozgrywającego w prostym przymusie pozycyjnym.














K 7 4
=
D 6
=
D 8 6
=
K W
=

10 3
=
9
10 5

A W 9
4 3
=
=

Na przedostatniego Kiera rozgrywający wyrzucił W i gdyby teraz Jędrek pozbył się 6, to ostatnie Kier niszczyło rozgrywającego. Niestety, zadanie było dla Jędrka za trudne i wyrzucił się pika. Położyliśmy tylko bez czterech za 1100, zamiast bez pięciu za 1400. Cały rozkład był następujący:














K 7 4 2
6
D 10 7 6 2
K 8 6
D 8 6 5
W 2
K W 5 4
A D W

10 3
10 9 7
A 9 8 3
10 5 4 2

A W 9
A K D 8 5 4 3
=
9 7 3
.
Gdyby Jędrek pomyślał, to wiedziałby, iż moja ręka nie może bazować wyłącznie na pełnym siedmiokartowym kolorze kierowym. Mówiąc językiem Jęrka, A miałem wypisanego na twarzy i gdy partner nie trzyma Pików, to go się po rozdaniu lutuje. Koniec cytatu. Jędrek grał w widne karty, a oprócz tego dostawał moje sygnały. Po rozdaniu tłumaczył się, iż powinienem odegrać K, to by wiedział. Cóż, tak, byłoby mu łatwiej, ale nie trudno sobie wyobrazić, iż mogło to także puścić lewę. Przecież rozgrywający też wiedział, co mam w Pikach, a układ figur karowych mógł być odwrotny.
Każde dziecko też widzi, iż Jędrek od razu w pierwszej lewie powinien zagrać w Kiera. Łatwo było wyobrazić sobie, układ mojej ręki. No, ale to wymaga także myślenia. Zdradzę tajemnicę. Wybór karty wistu przez Jędrka nie wynika z wniosków z licytacji, ale z potencjalnych możliwości brania lew przez niego. Największe szanse miał na wyrobienie koloru karowego, więc w niego zawistował. Jeszcze nie rozumie, iż powinien wistować w kolor partnera, a ja mu podegram i Kara, i Trefle, i Piki.
Piotr Kaczorowski

Kradzione nie tuczy


07.03.2008 17:44
Kadra kobieca, zwana dla zmylenia przeciwnika, konsultacjami szkoleniowy weszła w nową fazę. Według własnego widzimisię, tak zwany kapitan wyznaczył 4 drużyny do walki meczowej. Uzasadniał, iż oparł się na wynikach selekcji, na turniejach, na obserwacjach. Walczyć będą:

1.Cathy Baldysz – Jolanta Krogulska; Ewa Banaszkiewicz – Malgorzata Jeleniewska
2.Grażyna Brewiak – Anna Sarniak; Ewa Kater – Ewa Kozyra
3.Ewa Harasimowicz – Małgorzata Pasternak; Ewa Sobolewska – Anna Szczepańska
4.Joanna Krawczyk – Natalia Sakowska; Kamila Wesołowska – Justyna Żmuda

Jak widać okiem nieuzbrojonym, wyeliminowano Ewę Miszewską, która miała dobre wyniki w eliminacji. Stworzono tim nr 4, którego jedna para nie grała w selekcji. Można w zasadzie powiedzieć, iż drużyna juniorek odbiega poziomem i ta faza kadry będzie dla nich nauką. Tylko nie o to chodzi. To nie jest miejsce na naukę. Powinien je uczyć trener, a on tego nie robi, przynajmniej nie widać efektów. W ogóle od wielu lat, zarząd zamiast trenować brydżystki, stawia na młodzież. Selekcja wykazała totalny brak umiejętności wśród młodzieży. Oznacza to, iż zarząd wyrzuca pieniądze w błoto.
Układ pozostałych par też jest wredny i ma na celu wyeliminowanie pary Ewa Banaszkiewicz – Malgorzata Jeleniewska. Obie te zawodniczki do spółki z Ewa Miszewską, krytykowały politykę zarządu w sprawie kobiet. I teraz są szykanowane. Ich drużyna ma małe szanse na dobry wynik w selekcji. Chociaż Jolanta Krogulska jest znakomitą zawodniczką, uczennicą Zbigniewa Szuriga, to jednak jej partnerka reprezentuje mierny poziom i para jako całość nie jest silna.
Układ pozostałych par też jest wredny, ponieważ służy wyeliminowaniu pary Ewa Sobolewska – Anna Szczepańska. Trener wydumał sobie, i może mieć rację, iż kwalifikacje wygra tim numer 2, który składał z dwóch bardzo dobrych par. I potem dobierze sobie jedną parę z timu numer 3. Dziwią mnie takie machlojki, ponieważ jestem zwolennikiem zasady, aby trener sam ustalał skład drużyny narodowej, ale brał za to odpowiedzialność. Ale on odpowiedzialności nie ponosi nawet za plagiaty książek anglojęzycznych autorów, których teksty drukował jako własne w publikacjach szkoleniowych związku i Świecie brydża. Brał za to pieniądze, zyskał pewne uznanie. Jakby odliczyć to, co ukradł innym autorom, to niewiele by zostało.
Natomiast, jeśli już kobiety mają się eliminować, to powinny grać długie mecze, jak w kadrze open. Wtedy nie można by nikomu prawie niczego zarzucić.
Piotr Kaczorowski

Brydżowa wpustka


21.02.2008 19:28
Brydż może być zaskakujący, szczególnie gdy Jędrek zapisał nas do turnieju i gramy tak sobie, czekając aż system wystartuje. Przychodzi miłe rozdanko.
W 7
A D 3
A W 3
K 8 5 4 3

Mam ładną rękę, z którą mogę spokojnie otworzyć 1. Jędrek licytuje ostro 2, co oznacza 5 Pików w sile 7-9 oczek. Dodaję sobie 3 oczka za dobrą rozgrywkę i wrzucam 3BA.
Pojawia się wist i stolik.














K 10 5 4 3
9 2
8 7 6 5
A W

4



W 7
A D 3
A W 3
K 8 5 4 3

Czarno to widzę. Ma tylko 4 górne lewy, muszę wyrobić pięć. Przegrać tego nie mogę, bo Jędrek będzie na mnie wrzeszczał, z czym dołożyłem. Piki dają mi szansę na 4 lewy. Wist z czwartej najlepszej odejmuję od 11 i wychodzi mi, iż po prawej jest tylko jedna karta starsza od karty wistu. Pojawia się Dziesiątka i biorę lewę W. Mam już pięć lew. Puszczam W. Bierze. Ki diabeł? Z lewej Dwójka, z prawej Ósemka. No to puszczam 7. Z lewej As, z prawej Dziewiątka. W pikach wszystko jasne, po lewej zostały D6. I tam są kara. Tylko ile? Z lewej K, z prawej Dwójka. A więc tylko cztery. Biorę Asem, impasuję trefle. Znowu nieudacza, z prawej pojawia się Dama. Jeszcze nie doszedłem do siebie, gdy z prawej dostrzegam 6. Nie mam wyboru, muszę impasować. Uff, D bierze lewę. Mam cztery lewy i pewne następne cztery. Ale Pików już nie wyrobię. Chyba że . . . Zgrywam A, potem A i K. Wszyscy dokładają. Sytuacja jest następująca:














K 10
=
8 7
=
D 6
=
D 9
=

=
K 7 5 4
=
=

=
3
3
8 5

Wiem, co ma przeciwnik z lewej strony. Nie jestem pewien, ile Trefli spadło. Czy warto je przeliczyć? Trefle mogą dać brakujące dwie lewy. Może i warto, ale przecież wezmę dwie lewy pikowe. Gram 3 i piszę na stół komunikat I jak grałem? Jędrek milczy, czyżby życzył mi klęski? Za to Turek z lewej chyba znał nasz język, ponieważ napisał wdo. Wszystkie ręce były następujące:














K 10 5 4 3
9 2
8 7 6 5
A W
A D 6 2
10 8
K D 9 4
10 9 7

9 8
K W 7 6 5 4
10 2
D 6 2

W 7
A D 3
A W 3
K 8 5 4 3

Dopiero następnego dnia otrzymałem pochwałę. Bez pochwał Jędrka moje życie nie miałoby sensu.
Piotr Kaczorowski

Brydż daltonisty


12.02.2008 13:45
Kadra seniorów ma też inne ciekawostki. Czytamy punkt siódmy.
7. DOPUSZCZONE SYSTEMY LICYTACYJNE
1.Zastosowanie ma Polityka Systemowa EBL i Polityka Systemowa PZBS. Drużynowe Mistrzostwa Europy są zawodami kategorii 3 wg Polityki Systemowej EBL, w związku z tym dopuszczone są tylko systemy zielone, niebieskie i czerwone (także w licytacji obronnej).
2.Zabronione są Systemy Żółte i Konwencje Brązowe (w tym konwencja Wilkosza).
3.Wszelkie wątpliwości dotyczące kwalifikacji systemów rozstrzyga Przewodniczący Komisji Systemowej PZBS – Wojciech Siwiec (wojteksiwiec@poczta.onet.pl).
4.Psychologiczne otwarcia sztuczne lub konwencyjne są zabronione.

Zacznijmy od punktu trzeciego. To dobra wiadomość, iż ewentualne problemy i wątpliwości rozstrzygnie Wojciech Siwiec. To kompetentna osoba, z pewnością sobie poradzi. Przez kilkanaście lat prowadził reprezentację i poznał mnóstwo systemów. Jest człowiekiem olbrzymiej wiedzy, dużej kultury brydżowej. Tylko po co go wysławiać? Po co nadawać mu stanowisko przewodniczącego jakiegoś ciała poza statutowego? Ciała, którego prawdopodobnie nie ma. Przynajmniej związek nigdy się nie chwalił i nie zamieścił informacji na ten temat.
Przejdźmy do punktu czwartego. Psychologiczne otwarcia sztuczne lub konwencyjne są zabronione. Cóż to znaczy? Nie bardzo wiadomo. Wynika z tego, iż psychologiczne otwarcia naturalne nie są zabronione. A jakież to? Czy jak otworzę 1 mając skład 2533 z siłą 8 oczek na pierwszym ręku, to mi wolno czy nie? A jak będę miał z tym składem 25 oczek? Czy otwarcie 2 podlimitowe na szóstce karowej jest psychologiczne? Oczywiście, że jest, bo wywiera nacisk psychologiczny na przeciwników, gdy reszta sali nie ma tego otwarcia. Nawet twierdzę, iż ozorkowe otwarcie 1 wymaga nie tylko pomocy psychologa, ale także psychiatry. Koniec kpin, po prostu blef po angielsku nazywa się psyche. Czy to takie trudne napisać, iż zabrania się blefów otwarciami sztucznymi lub konwencyjnymi? Ale czy są otwarcia, które nie są konwencyjne? Ja takich nie znam. Czy wolno blefować otwarciami naturalnymi? Ślepa uliczka.
Ktoś by pomyślał, iż przeczyta, jakie są dopuszczone systemy licytacji. A tu rozmowa ze ślepym o kolorach. Polityka systemowa EBL jest sprzeczna z polityką systemową PZBS, więc pierwsze zdanie jest piramidalną bzdurą. Powinno być napisane, iż EBL narzuca swoją politykę systemową w eliminacjach do mistrzostw EBL. Sprzeczności jest wiele, część wynika z błędów tłumacza. Wystarczyłoby napisać, iż dozwolone są wszystkie systemy z wyjątkiem żółtych (SSO) oraz konwencje brązowe zwane HUM, czy wysoce niezwykłe.
Właśnie konwencja Wilkosza jest HUM. Tak, sztuczna i zakazana na całym świecie! Jak to? Przecież mówiono i pisano, iż jest naturalna jak uśmiech dziecka? Kłamano, ordynarnie kłamano.
Podano, iż dopuszcza się systemy zielone, niebieskie i czerwone. Czerwone, czyli wysoce sztuczne jak WJ i NS(Strefa). Jak to? Przecież mówiono i pisano, iż są naturalne jak uśmiech dziecka? Kłamano, ordynarnie kłamano. Czerwone systemy to takie, które zawierają trójznaczne (lub więcej znaczeń) otwarcie 1. Niebieskie bazują na silnym otwarciu (13/14/15/16176/+ skład dowolny) 1 lub 1.
Na koniec jest perełka czerwone (także w licytacji obronnej). Nie ma czegoś takiego. Po prostu nie ma. W obronie jest zakaz konwencji brązowych, ale tylko po naturalnych otwarciach. Czyli po otwarciu 1 na treflach, jako kolorze podstawowym nie wolno stosować konwencji brązowych. Wniosek, po otwarciu z WJ i NS (Strefa) 1 wolno stosować wszelkie, absolutnie wszelkie obrony. Jak to? Przecież mówiono i pisano, iż otwarcie z WJ i NS (Strefa) 1 naturalne jak uśmiech dziecka i nie wolno po nich bronić się konwencjami brązowymi? Kłamano, ordynarnie kłamano.
Piotr Kaczorowski

Wesołe jest życie staruszka


11.02.2008 14:39
Kadra seniorów nabiera rozpędu. Już przed rozgrywkami wprowadza się zawodnikom pułapki. Mamy założenia kadry, regulamin oraz ustalenia regulaminowe. Jakby nie można było tego zawrzeć w jednym dokumencie. Czytamy punkt ósmy.
8. KARTY KONWENCYJNE
1.Odstępstwa lub pomyłki przy stosowaniu nietypowych, skomplikowanych sekwencji licytacyjnych (łącznie z konwencyjnymi otwarciami silnymi) będą traktowane jako błędna informacja i mogą spowodować orzeczenie wyniku rozjemczego.

Tytuł mówi o kartach konwencyjnych. A o czym mówi treść? Z pewnością nie o kartach konwencyjnych. Spróbujmy zrozumieć. Jest to nakaz gry bezbłędnej. Nie wolno się zawodnikowi pomylić. A jak się pomyli, i jego partner przykładowo nie zalicytuje szlemika to co? Będzie wynik rozjemczy. A może lepiej niech sędziowie od razu ustalą wyniki. Nie dość, że zawodnik się pomyli, przez co jego partner będzie wprowadzony w błąd, co spowoduje stratę, to jeszcze ma być dodatkowo ukarany? W rozumie się nie mieści. Zakaz odstępstwa jest jeszcze bardziej zadziwiający. Żaden system licytacji nie pozwala znaleźć gotowych odzywek w każdej sytuacji. Trzeba wybierać mniejsze zło, przybliżać opis karty. Już zgłoszenie koloru czterokartowego jest odstępstwem, gdy pokazujemy piątki. Paranoja. To ograniczanie praw konstytucyjnych, iż jednym się pozwala blefować, a innym nie.
O co tu chodzi? O podejrzenie, iż blefiarze oszukują? To niech sędziowie trochę się wysilą i przyłapią ich na oszustwie, a potem stosownie ukarzą. Sędziowanie nie polega na tępym gapieniu się w ekran własnego komputera przenośnego i zabawianiu się, tylko na śledzeniu przebiegu zawodów. Tak, sędziowie powinni obserwować zawody brydża sportowego, za to biorą pieniądze. Sytuacja wygląda tak, jakby sędziowie zrobili wszystko, by nie można było oszukiwać. Nie można zakładać, iż wszyscy brydżyści oszukują, bo tak nie jest.
Zastanówmy się jeszcze, co to są nietypowe, skomplikowane sekwencje licytacyjne. Bo typowe skomplikowane i nietypowe nieskomplikowane restrykcjom nie podlegają. Czy pomyłka w odpowiedzi na RKCB podpada pod to, czy trzeba stosować wariant 1403? A bubrotka? A konwencja Multi? A obrona przeciw konwencji Multi? Czy poziom skomplikowania mierzony jest siłą WK? Czy to samo jest skomplikowane dla inżyniera, co dla humanisty? Jak widać nie ma jasnych kryteriów, wszystko zależy od widzimisię sędziego. Zapis jest chory i kryminogenny.
I na koniec skupmy się na konwencyjnych otwarciach silnych. Jak sama nazwa wskazuje, sekwens oznacza po kolei, w domyśle przynajmniej trzy, chociaż wyróżnia się sekwensy dwukartowe. Czy więc otwarcie może być sekwencją licytacyjną? Moim zdaniem nie może. Sekwencja powinna składać się przynajmniej z otwarcia i odpowiedzi? A czy otwarcie i odpowiedź mogą być skomplikowane? Moim zdaniem, również nie mogą. To czemu autor zakazu tak napisał? Nie wiem. Nie chce wiedzieć, chcę spokojnie dożyć wieku staruszka, wiele mi nie brakuje.
Piotr Kaczorowski

Brydż polityczny


06.02.2008 20:14
Zmieniło się prawo brydżowe. Bardzo dobrą robotę robi zarząd związku, który siłami aktywniejszych członków komisji sędziowskiej błyskawicznie przetłumaczył przepisy i udostępnił wszystkim na stronie związku. Mało tego, Sławomir Latała zamieszcza komentarze przepisów, czyli dodatkowe wskazówki objaśniające. Są one niezwykle fachowe i pomocne, ale dla mnie za ubogie. Mam się za człowieka inteligentnego i rozumiejącego tekst czytany, ale prawo brydżowe jest dla mnie skomplikowane. Myślę, iż nie tylko ja mam tego typu problemy. Więc mam prośbę o bardziej szczegółowe komentarze, ponieważ obecne pisane są dla fachowców, a nie dla ludzi z ulicy, czyli większość graczy.
Martwi mnie coś innego. Sławomir Latała zapowiedział zmiany w polityce systemowej, w związku ze zmianą prawa. Mam nadzieję, iż zmiany będą niewielkie, bo ani WBF, ani EBL nie zmieniło swojej polityki systemowej. Mam nadzieję, iż chodzi wyłącznie o kosmetyczne dostosowanie polityki do prawa. Jest jednak jedna rzecz, która została zmieniona, ale chyba już ponad rok temu. Zmieniła się definicja ręki przeciętnej. Nowa definicja jest bardziej elastyczna, myślę, że warto ją wprowadzić do Polski.
Warto też poprawić stare błędy tłumaczenia, które zmieniają istotę kilku przepisów. Polityka WBF i EBL dopuszcza dwa rodzaje otwarć MULTI, czyli w postaci 2 oraz 2. Polski tłumacz, Kazimierz Chłobowski zostawił nam tylko drugą możliwość. Ktoś złośliwy mógłby napisać, iż nieszczęśliwy tłumacz, albo nie zna języka angielskiego, albo nie zna języka polskiego, albo nie zna się na brydżu. Ja nie jestem złośliwy, więc tak nie napiszę. Jednakże pierwsza forma otwarcia dopuszcza relay 2, co umożliwia bezpośrednie wskazanie koloru bloku. Za granicą wolno tak licytować.
Piotr Kaczorowski

Brydżowa kadra kobiet


05.02.2008 10:10
Odbyła się druga tura kadry kobiet. Trener wyłączył się dotychczasową reprezentację, która grała w pierwszym kryterium. Zdecydowanie wygrała para Ewa Banaszkiewicz Małgorzata Jeleniewska. Panie pracują systematycznie od kilku lat. Często można je spotkać w tak zwanym pokoju licytacji w parze na serwerze BBO.
(Niedawno został pobity nowy rekord liczby brydżystów, jednocześnie obecnych na serwerze. Fred Gitelman ogłosił liczbę 15.000. Natychmiast mu kongratulowałem.)
To jest ważna sprawa, wspólny trening. W zasadzie wyniki mają wyłącznie pary, które długo grają ze sobą i samodoskonalą się. W brydżu jak w życiu – przypadkowy partner to duże ryzyko.
Najważniejszą podstawą wyboru reprezentacji będą rozgrywki meczowe. Ale tu decydujące może być wybór drugiej pary. Osobiście nie robiłbym kolejnych rozgrywek parowych, tylko wytypował 8 par i rozpoczął mecze. Do następnego kryterium powinny przejść tylko 4 pary celu zagrania trzech długich meczów według schematu AB-CD, AC-BD, AD-BC. To najbardziej obiektywne kryterium wyłonienia trzech najlepszych par do reprezentacji.
Jako ciekawostkę należy zauważyć słabą postawę par juniorskich. Kolejny raz przegrywają rywalizację z doświadczonymi przeciwniczkami. Obala to politykę zarządu i komisji kobiecej, stawiania na młodzież. Trzeba wybierać najlepsze zawodniczki, a nie młode. Czemu tak się dzieje? To proste, nasze juniorki niewiele umieją. Wykucie na pamięć Ozorka i trochę praktyki wystarcza, aby ogrywać rówieśniczki z Europy. Ale żeby grać dobrze w brydża, trzeba znacznie więcej. Trzeba systematycznie trenować.
Piotr Kaczorowski

Brydż bez mostów


04.02.2008 00:31
Mecz drużynowy jest ważny. Szczególnie, gdy gramy przeciwko kolegom z naszej drużyny. Trzeba im dokopać, żeby było jasne, kto jest lepszy. A jeszcze mamy dodatkową przyczyną – oni są jakimś cudem w strefie awansowej, a my nieszczęśliwym przypadkiem – w spadkowej. Każde rozdanie jest niezwykle ważne. No i jak coś popsuję, to Jędrek będzie głośniej krzyczał.
2
A 10 6 4 2
K 3
K 10 9 5 4

Bardzo podoba mi się moja karta. Tak ofensywna. Zastanawiam się, jak otworzyć, żeby na mnie krzyczał. Albo 2, albo 1. I nagle ten z prawej otwiera 2. Akurat coś, czego nie chciałem usłyszeć. Pytam ich obu, czy to 55 czy szóstka. Odpowiadają zgodnie, że to sześć Kierów. Pasuję i czekam na kontrę Jędrka. Z lewej też pas. Jędrek jednak mówi 2. Tego też nie chciałem słyszeć, bo widzę misfity. Podejmuję walkę, mówiąc 2BA, a Jędrkowi trzeba chwili, by powiedzieć 3BA. Myślę sobie, że może nie być dobrze, o czym upewnia mnie kontra z lewej. Nic już nikt nie ma do dodania, pojawia się wist i stół.













K D W 9 5
W 8
A 10 9 2
D 6

6


2
A 10 6 4 2
K 3
K 10 9 5 4

Widok dziadka wprawia mnie w zachwyt, ponieważ Jędrek wysoko ceni moje umiejętności rozgrywkowe. Nie mogę go zawieźć. Mam trzy górne lewy i raczej trzy dodatkowe w czarnych kolorach. Co dalej? Sumuję Kiery, wychodzi mi, iż ten z lewej nie ma żadnego. Żeby obłożyć musi liczyć na 4 własne lewy, więc musi mieć oba czarne Asy i raczej W, ale to nie jest pewne. Po lewej jest chyba skład 4054, ponieważ raczej nie ma pięciu Trefli. Jeśli to jest 6 Kar, to po lewej będzie singlowa figura. Albo figura z Piątką. Kładę więc chytrze 2, przecież ten z prawej nie domyśli się, iż Piątka wystarczy. On pewnie ma skład 3622. Rzeczywiście, pojawia się W. Biorę lewę K. Dzięki regule jedenastu, wiem, iż stoi impas D. Ach, jak ja kocham, gdy przeciwnicy wistują z czwartej najlepszej. Mam już cztery pewne lewy. Mam ogromne trudności komunikacyjne, więc nie mam wyboru, muszę grać w Pika. Z lewej Trójka, Dama bierze, z prawej Siódemka, co powinno oznaczać nieparzystość. Lubię, jak przeciwnicy czytelnie rzucają. A raczej jest po lewej. Znowu nie mam wyboru, nie mogę ruszać trefli. Ponieważ ten z prawej może nie wiedzieć, iż znam rozkład Kierów, gram ze stołu 8. Wskakuje Damą, biję Asem, z lewej pojawia się 4. Cudowna wiadomość, jak się spodziewałem, ten z lewej jest w przymusie oczyszczającym. Uznał, iż nie może wyrzucić czarnej karty i widzi sytuację karową. Impasuję 9. Z prawej pojawia się oczekiwana Piątka. Pora wyrobić lewę kierową i poddusić tego z lewej. Gram W, z prawej pojawia się Król, z lewej spada 8. Tylko pozornie mnie to dziwi, mam potwierdzenie problemów przeciwnika z lewej strony. Teraz mam już osiem lew, odwrót kierowy i pikowy daje mi dziewiątą. Pojawia się 3. Jest to kolejne potwierdzenie, iż nie ma dojścia do swoich Kierów. Od tej pory będę grał tylko z przeciwnikiem z lewej. Podkładam Dziewiątkę. Już wygrałem. Nie ma znaczenia, co zrobi W. Wskakuje Asem i odwraca Trefla. Biorę w stole Damą i zagrywam K. Przeciwnik z lewej nie poddaje się, chwyta się ostatniej szansy, bierze Asem i odchodzi Treflem. Nic to nie pomaga, ale ostatnią lewę bierze zdziwiony przeciwnik z prawej na 9. Cały rozkład był znany od początku rozdania.














K D W 9 5
W 8
A 10 9 2
D 6
A 10 9 3
=
D 8 7 6 4
A W 7 2

7 6 4
K D 9 7 5 3
W 5
8 3

2
A 10 6 4 2
K 3
K 10 9 5 4

Pytam się Jędrka, czemu nie zrekontrował. Kontra z lewej była fatalną kontrą. Gdybym wpadł bez jednej, to by podwoiła zapis z 50 na 100. A dzięki niej, otwarciu 2 i pierwszemu wistowi, praktycznie grałem całe rozdanie w widne karty. Nie byłem tylko pewien lokalizacji W, ale to nie miało wielkiego znaczenia. Okazuje się, iż mogłem wygrać prosto, kładąc w pierwszym okrążeniu Pików Ósemkę. Ale tego już nie mogłem wiedzieć.
Brydż po angielsku oznacza most. Tym razem tylko przeciwnicy go nie mieli. Ja miałem komunikację przez przeciwników, którzy musieli zagrywać do mnie.
Rozdanie jest rzadkim przypadkiem, pokazującym, iż czasem można rozliczyć całkowicie ręce przed zagraniem pierwszej karty z dziadka.
Piotr Kaczorowski

Brydżowa kadra


28.01.2008 22:54
Zakończył się pierwszy etap kadry otwartej. W finale spotkały się dwa najlepiej dysponowane zespoły. Pewnie, w sposób niezagrożony, zwyciężyła doborowa czwórka Jacek Kalita, Krzysztof Kotorowicz, Piotr Lutostański, Piotr Tuszyński. Reprezentowali solidnego brydża, tylko raz widmo porażki zajrzało im w oczy, gdy dopiero w ostatnich dwóch rozdaniach przełamali młodą drużynę Kajetana Olewicza. Słabo, żeby nie powiedzieć blado, wypadli arcymistrzowie z Olsztyna, którzy rok temu zdemolowali przeciwników. Bardzo dzielnie grała czwórka kobieca, złożona z aktualnych reprezentantek kraju.
Niestety, zwycięzcy mają nikłe szanse start w mistrzostwach świata, ponieważ muszą pokonać etatową reprezentację. Moim zdaniem, różnica klasy jeszcze za duża. Trzecia para zostanie dowolnie wybrana przez trenera i zarząd.
Martwi mnie coś innego. I to jest bardzo niepokojące. Na niskim poziomie stała ostatnia dwunastka rozdań meczu finałowego. Wynikło to ze zmęczenia. Obie drużyny wykazały się słabą kondycją fizyczną. Żeby dobrze grać w brydża przez długi czas, trzeba mieć wysoką wytrzymałość fizyczną. A ją się osiąga systematycznym treningiem fizycznym, czysto sportowym. Pływanie, bieganie, tenis, gry zespołowe są najlepsze. Przed mistrzostwami świata, zgrupowanie kondycyjne jest niezbędne.
Kadrę seniorów wygrali kolekcjonerzy samochodów, czyli najlepsza para w Polsce. To dobrze wróży.
Piotr Kaczorowski

Brydż na chybcika


26.01.2008 10:38
Rozpoczęła się kadra męska. Pierwszego dnia walczyło 12 zespołów. Rozegrali aż 80 rozdań, aby wyłonić z siebie 8. Czyli odpadły tylko cztery. Gdzie tu sens, gdzie tu logika? Wyniki były bardzo zbliżone, czyli poziom wyrównany. Ostatnie rozdanie decydowało o wszystkim. Był więc duży element loterii. Mecze było 16-rozdaniowe.
A przecież można było rozstawić cztery najsilniejsze drużyny, na przykład według WK. Pozostałe osiem mogły zagrać mecze 32 rozdaniowe. Po dwóch szesnastkach pozostałoby 8 drużyn. Znowu mogłyby zagrać mecz z 32 rozdania lub nawet 48. Dłuższy mecz daje sprawiedliwsze wyniki. Na mecze półfinałowy i finałowy byłoby całe dwa dni, więc mogłyby trwać odpowiednio dłużej. Jakby ktoś miał fantazję, to mógłby zrobić turniej pucharowy kontrolowany, czyli taki, z którego się odpada po dwóch porażkach. To wcale nie jest takie trudne.
Osobiście mam subiektywne wrażenie, iż system rozgrywek dobiera się pod hotel. Chodzi o to, by było jak najwięcej noclegów i posiłków. Podobnie było z niesławnymi mikstami rok temu. W tym roku nic nie wiadomo o mikstach.
Na razie sensacji nie ma, odpadły słabsze czwórki.
Piotr Kaczorowski

Kadrowe dziwolągi


23.01.2008 22:57
Miałem rację, tak zwane konsultacje szkoleniowe kobiet są wyłącznie parawanem dla zaklepania wcześniej wybranej reprezentacji. Potwierdził to sam tak zwany trener kadry, który do drugiego etapu powołał 18 par. I co z tego, iż miał powołać 14-16? Przecież żadne regulaminy nie obowiązują. Są tylko na pokaz. Jednocześnie z drugiego etapu zostały wyłączone trzy pary zeszłorocznej reprezentacji. Są faworyzowane czy już wybrane? To po co grały w pierwszym etapie?
O co będą Panie walczyć w drugim etapie? Nie wiadomo, ponieważ nie jest określona liczba par awansujących. No bo po co ma być określona, żeby jakieś oszołomy się mogły czepiać? A po co zawodniczki mają wiedzieć, ile par awansuje? One mają grać do upadłego. Szkolenia i konsultacji znowu nie będzie.
Jeszcze śmieszniej jest w kadrze męskiej. W założeniach podano termin zgłoszeń do 20 stycznia. Nie wiadomo w jakim celu. Ze strony związku można się dowiedzieć, iż cały czas drużyny się zgłaszają i wycofują. Oto cytat: Z uwagi na zmieniającą się liczbę zgłoszonych teamów system gry i harmonogram mogą ulec zmianie. Ktoś tu nie jest poważny, ktoś lekceważy drużyny zgłoszone w regulaminowym trybie.
Jeszcze mniej fachowo opisany jest system rozgrywek. Brzmi to tak Formuła rozgrywek jest zbliżona do systemu Bermuda Bowl. W momencie gdy zostaje 8 teamów zaczyna się faza knock-out. Dalej jest jeszcze gorzej. Napisano, iż wystartuję 14 drużyn według załączonej listy. Tylko, iż na liście jest 13 zespołów. Jest nowy opis systemu rozgrywek: najpierw round robin, potem play-off . A czy to tak trudno napisać językiem polskim, zrozumiałym dla wszystkich? Na przykład tak: Drużyny zostaną podzielone na dwie grupy, w których rozegrają turnieje kołowe, czyli każda z każdą. Osiem najlepszych drużyn przystąpi do turnieju pucharowego, czyli przegrywający odpada. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze tajemniczy punkt 17, który brzmi: Obowiązuje ślepy line-up w fazie RR oraz standardowy line-up w fazie P/O. Kto wie, o co chodzi?
Piotr Kaczorowski

Konsultacje szkoleniowe – etap pierwszy


22.01.2008 19:10
W sobotę i niedzielę odbyło się, co jest opisane w tytule. Tytuł jest zwodniczy, ponieważ nie były to konsultacje tylko dwa turnieje na impy w dwóch osobnych grupach. Ze szkoleniem to też nic nie miało wspólnego, ponieważ kibice nie dopisali i nie mogli doskonalić swojego brydża na podstawie znakomitej gry pań.
Określono cel: kontynuacja ubiegłorocznego cyklu szkolenia. Jak najlepsze przygotowanie par kobiecych do ewentualnych imprez międzynarodowych, a w szczególności do Drużynowych Mistrzostw Europy. . Wniosek jest prosty, iż w roku ubiegłym nie było żadnego szkolenia. Takie szkolenie, jaka jego kontynuacja. Analizując cel, można dojść do wniosku, iż pary do reprezentowania są już wybrane, ponieważ nie ma ani słowa o selekcji. Czemu nie można było napisać wprost, iż chodzi o sparringi?
O analizie gry też nie ma mowy, ponieważ poważna analiza musi trwać i być porównywalna. Tu dam znakomity pomysł FREE, czyli za friko. Kadra kobiet powinna grać na komputerach, na BB lub podobnym oprogramowaniu. Wtedy wszystkie rozdania byłyby zapisywane, trener miałby co analizować. Polecam na przyszłość. Obecnie trener odwala lipę, nie analizuje niczego.
Wystartowało 30 par, w drugim kryterium ma zagrać połowa. Tak połowa, czyli 14 lub 16. Gdyby literalnie trzymać się wyników, to do drugiej tury nie powinna awansować najlepsza polska para Brewiak – Sarniak. Zajęła bowiem 12 miejsce na 15 par i to w nieco słabszej połówce. Co to oznacza? Że albo to jest 24 para, albo wyniki i całe zawody nie mają sensu. Ponieważ jestem człowiekiem poważnym i napisałem, iż to najlepsza polska para kobieca, prawdą jest druga część alternatywy.
Wniosek końcowy jest oczywisty – trener kadry kobiecej odwala lipę. Zarząd powinien go zmienić na młodszego lub przywołać do porządku.
Piotr Kaczorowski

Werka uczy brydża
19.01.2008 20:37
Zawsze myślałem, iż zjadłem wszystkie brydżowe rozumy. Ale kiedy, w drugi dzień świąt, w dniu świętego Szczepana, patrona mojego ojca, kiedy już miałem tak pełny brzuch, iż dalsza konsumpcja była niemożliwa, usiadłem do brydża. Ale nie będę wyprzedzał wydarzeń. Na trzecim ręku dostałem prześliczną kartę. Co prawda, partnerka była jeszcze śliczniejsza.
K W
K D 10 9 6
A D
K 9 7 3

Mam silną rękę, która jeszcze bardziej mi się podoba, gdy Werka otwiera 1. Oznacza to, iż ma otwarcie i co najmniej 4 Kiery. A ponieważ otwieramy solidnie, to ma minimum 12-13 oczek.. Razem mamy dwa i pół tuzina. Daję relaya 1, potem jeszcze 3 relaye i wiem, iż ma skład 1534. A jeszcze nie weszliśmy na poziom trzech. Licytuję 3, co jest bezpośrednim pytaniem o liczbę Asów. Odpowiedź mnie zasmuca – tylko dwa. Nie ma sensu zastosowanie spiralnego skanowania szlemowego, kończę licytację odzywką 6. Cieszę się, że zaraz to wygram. Pojawia się wist i stolik. Widok jest z mojej ręki, tak, jak ja to widziałem. Rozgrywa Werka, czyli N.















A
A 7 5 3 2
K 5 3
D 8 4 2



8

K W
K D 10 9 6
A D
K 9 7 3

Niespodziewanie okazuje się, iż to nie ja rozgrywam, tylko Werka. Smutno mi się robi. Nie dlatego, iż to nie ja rozgrywam, bo Werka robi to dużo lepiej ode mnie. Smutno mi, bo widzę, iż ręce są prawie symetryczne i trzeba oddać dwie lewy treflowe. Szkoda, bo wylicytowaliśmy poprawny kontrakt. Patrzę więc ze smutkiem na to, co się dzieje. Pierwsza lewa wzięta w ręku, potem mariasz Kier, E dorzuca 2, a W atuty w kolejności 4-8. Pik, dwa Kara i 6 zostaje przejęta Siódemką. Z obu rąk spadają najmniejsze Piki. Wreszcie K. Powstaje końcówka, którą przedstawię. Werka widziała tylko dwie ręce.














=
A 5
=
D 8 4
9 7
=
W
A 10

D
=
10
W 6 5

=
10 9
=
K 9 7

Werka przechodzi małym Kierem do stołu i gra 7. W rzuca Dziesiątkę, Werka bierze Damą, od E Piątka. Teraz gra 4 pojawiają się Szóstka, Dziewiątka!!! As. Wygrała. Wszystkie ręce były następujące:














A
A 7 5 3 2
K 5 3
D 8 4 2
9 7 6 5 3
8 4
W 9 7 2
A 10

D 10 8 4 2
W
10 8 6 4
W 6 5

K W
K D 10 9 6
A D
K 9 7 3

Przecieram oczy i podziwiam moją Partnerkę. Teraz widzę, iż odnotowała sygnały, które dawał W, wskazując wartości treflowe. Zagrała na drugiego A u W. Jednocześnie wykorzystała dodatkową szansę, czyli singlową 10 u W. Wzbudziła tym zagraniem we mnie ogromny szacunek.
Samo zagranie jest typowe i powtarzalne. Gdy mamy kolor Kxxx do Dxxx bez Waleta i Dziesiątki, jedyną szansą nie oddania dwóch lew jest trafienie drugiego Asa. Werka wykorzystała dodatkową, niewielką szansę. Takie mikroskopijne szanse trzeba umieć dostrzegać i wykorzystywać w grze.
Piotr Kaczorowski

Brydż sylwestrowy, kolejne rozdanie


16.01.2008 22:36
Sylwestrowy poranek. Kolejne rozdanka idą, humor doskonały. Na czwartym ręku dostaję:
10
D W 7 3
A W 7 6 3 2
8 7

Nie podoba mi się moja karta. Chociaż niby mam honory w długich kolorach. Z lewej pas, co nieco poprawia mój nastrój. Werka otwiera 1. Obiecuje to co najmniej 4 Kiery i co najmniej 12-13 oczek. Stosujemy bardzo solidne otwarcia, nie słuchamy podszeptów szatana, by otwierać prawie z każdą kartą. Otwarcie jest forsujące, czyli nielimitowane górą. Karta mi urosła. Z prawej pojawia się niespodziewanie 1BA. Nie podoba mi się to. Mam problem. Po wejściu przeciwnika stosujemy coś pośredniego między pomysłami Bergena i Nislanda-Wirgrena, czyli mam limitowane podniesienie z czwórką atutów. Tylko do jakiego szczebla? Jak wycenić W? Mam też inny problem. Typowy problem dla brydża z kobietą. Czy Werka już zapamiętała ustalenia, czy już zdążyła je zapomnieć? Nigdy tego nie wiem; to jest jak poker. Doliczam sobie lewy przebitkowe, chyba ze dwie w Pikach i z jedną w Treflach. Licytuję 4. To u nas jest blokujące z piątką atutów, ale... Szlemik nie idzie, to raz. Nie muszę polegać na pamięci Werki, to dwa. No i ja będę rozgrywał, to trzy. O dziwo, nikt nie ma nic do dodania. Pojawia się stół.













W 5
A 10 9 5
9 5
A K 6 3 2

10


10
D W 7 3
A W 7 6 3 2
8 7

Werka ma minimum. Na szczęście w Asach i Królach, więc nie jest źle. Mam trzy górne lewy w kolorach bocznych, więc potrzebuję siedmiu kierowych. Nie mogę impasować K, bo jak impas się nie uda, to mi mogą połączyć atuty i przegram. Wist wygląda na dubla. Ściagam A, z lewej spada Dama. Dziwny wist. Nie mam czasu się tym przejmować, zgrywam A i odchodzę małym. Z lewej bierze Król, a więc pozostaje im tylko Dama. Następuje odwrót pikowy do Asa E i W. Czyli to jednak był wist z dubla. Przebijam Damą, z lewej Pik, i małe Karo. Z lewej znowu Pik, spada Dama, a więc Kara mam dobre. No tak, ale jeszcze zostały im atuty, dużo atutów, komplet atutów, czyli pięć. Przebijam Pika 3. Mam już 6 lew. Kolejne Karo, z lewej Pik, kładę 9, z prawej pojawia się Król. Chyba od dłuższych Kierów. Co teraz? Jak mi połaczy atuty, to muszę zabić Asem, wrócić do ręki Waletem i modlić się, by spadły wszystkieg Kiery. Jak wyjdzie w Pika, wygram na przebitkach. Pojawia się 9. Nie mam wyjścia, muszę położyć 7 i modlić się, by Ósemka była po prawej. Uff, chyba jest, bo biorę lewę. I trzy ostatnie też.














W 5
A 10 9 5
9 5
A K 6 3 2
D 8 7 6 4 3 2
4 2
K 8
D 10

A K 9
K 8 6
D 10 4
W 9 5 4

10
D W 7 3
A W 7 6 3 2
8 7

10.2 impa. Czemu tak dużo? Nie grali takiej oczywistej końcówki? Lubię tę grę.
Piotr Kaczorowski

Brydż sylwestrowy


14.01.2008 23:23
Sylwestrowy poranek. Mój ojciec miał na drugie imię Sylwek. Nawet słyszałem, jak tak do niego kiedyś mówiono. Włączam komputer, Werka już na mnie czeka. W drugim rozdaniu zdarza mi się coś pierwszy raz w życiu.
=
A K 5 4
K D W 8
W 10 9 6 3

Podnoszę na drugim ręku cudowną kartę. Bardzo taką lubię. Wiem, iż będę licytował wysoko. Z prawej pojawia się naturalny 1. To nie to, co chciałem usłyszeć. Najłatwiej bym sprzedał rękę po otwarciu pikami. Cóż, na razie pasuję, czekam na lepszą przyszłość. Z lewej naturalne 1. Moja ręka znowu się popsuła. Czemu oni obaj mają moje kolory? Werka wślizguje się 1. To mnie dobija. Moja ręka znowu została zdegradowana. Kiedy są misfity, trzeba uciekać z licytacji jak najszybciej. Z prawej 2. Do licha, w tej talii jest 55 oczek? Kontruję karnie, ale chyba nikt mnie nie rozumie. Ten z lewej jeszcze się nie odlicytował i mówi 2. Fajnie, też to skontruję. Okazuje się, iż przybyło także Werce, która mówi 2. No tak, nie poczekała na moją kontrę. Potem ją spytam, czemu od razu nie powiedziała tej odzywki. Trochę mi smutno, bo za chwilę będę dziadkiem. Oczom nie wierzę, z prawej pojawia się 3BA. W tej talii jest już 66 oczek!! Czy oni już zaczęli witać nowy rok? Przecież ja sam to obkładam. Kontruję i czekam na kolejne odzywki. Cała trójka szaleńców się długo zastanawia przed pasem. Mam oczywisty wist K. Pojawia się stół.















9 7 3
D 9 2
A 7 5 4 3 2
5


=
A K 5 4
K D W 8
W 10 9 6 3

Widok dziadka bardzo mi się podoba, ponieważ mam już pięć czerwonych lew - 9 i 10 muszą spaść. Bierze As. Potem 9, na którą wyrzucam Kiera. Kolejnego Pika Werka już bije, ja wyrzucam kolejnego Kiera. Rozgrywający ściąga A, na co Werka rzuca Damę, co wyjaśnia sytuację. Pojawia się K, co mnie cieszy, chociaż niewiele zmienia. Gdy widzę W, deklaruję, iż wezmę osiem ostatnich lew. Uwierzyli mi, i zapisujemy smakowite 800. Wszystkie ręce są mi znane.














D W 8 6 5 2
10 7 6 3
9 6
D
9 7 3
D 9 2
A 7 5 4 3 2
5

A K 10 4
W 8
10
A K 8 7 4 2

=
A K 5 4
K D W 8
W 10 9 6 3
.
12.3 impa. Miło się skończyło. A jednak było tylko 40 oczek. I wcale nie miałem najsilniejszej ręki.
Piotr Kaczorowski

Brydż jest piękny


12.01.2008 22:43
Właśnie kibicuje koledze, gdy gra w sieci. Od razu pokażę wszystkie ręce.














A 8 3
7 7 2
W 4 3
10 7 5 2
=
A W 5
A K 10 9 7 6
K D 9 4

D W 9 7 6 4
K 6 4
=
A 8 6 3

K 10 5 2
W 10 8 3
D 8 5 2
W
.
W otworzył 1, na to E odpowiedział 1. W poprawił na 2, na co E podniósł do 2, co wszystkich zadowoliło. E zrobił nadróbkę i wygrał rozdanie!
Wyniki były następujące:
1 x 6BA - 3 +6.6
1 x 5 - 3 + 6.6
1 x 3BA - 2 + 5.6
1 x 5 - 1 + 4.3
2 x 6 - 1 + 4.3
1 x 4 - 1 + 4.3
1 x 2 + 1 - 0.1
1 x 4 + 1 - 0.3
1 x 5 = - 5.9
3 x 3BA + 1 - 6.4
3 x 3BA + 2 - 7.3

A Wy, jakbyście to licytowali?
Piotr Kaczorowski

Brydż na maksy


11.01.2008 21:22
Czasem trzeba zagrać na maksy. Wtedy każda lewa jest niezwykle istotna. Nawet wolę grę na maksy, bo więcej w niej walki. Urocza i wymagająca partnerka zachęca do twardej walki. Na czwartym ręku mam ciekawą kartę.
W 9 6 4
A W 10 9 6 3
A 8
4

Lubię mieć Asy i gęste kolory. Nie dam się łatwo przelicytować. Zaczyna się spokojnie, z lewej pas. Iwonka daje mi szansę pokazać swoje kolory, bowiem wybiera 1. Gramy Ozorkiem, ale moja filozofia nie pozwala licytować z przeskokiem. Pozostaje tylko A. Przeciwnicy milczą, a Iwonka licytuje to, co nie całkiem mi się podoba. 2. Według mnie powinno oznaczać to nadwyżkę honorową i układ 54 w kolorach młodszych. Ale który jest dłuższy? Tego nie wie nikt, ale to koszmarny system. Nagle moje samozadowolenie pryska. Nie ma sensu zgłaszać Pików, bo kolor za słaby, bo Iwonka nie ma fitu, bo wreszcie może to uznać za forsing czwartym kolorem. Przecież tego też nie omawialiśmy. Nagle moja karta nie jest taka piękna, jak myślałem. Ale mam nadwyżki ponad to, co pokazałem, więc inwituję końcówkę 3. Za chwilę gram 4. Pojawia się wist i stolik.














A
8 7 2
D 9 6 5 2
A D 6 3

4



W 9 6 4
A W 10 9 6 3
A 8
4

Spodziewałem się znacznie więcej. I Damy raczej nie zagrają. I A jest singlowy, więc mało warty. Za to cieszą mnie trzy tłuste Kiery. Tak, tłuste, ponieważ tworzą pełny sekwens od Waleta do Szóstki, więc mogą być nadbite tylko mariaszem, co nie powinno być stratą lewy. Plan gry jest prosty, trzeba przebić trzy piki, wtedy dziewięć atutów gwarantuje mi siedem lew. A jeśli jeden z honorów kierowych będzie po prawej... Marzenia na potem. Analiza wistu każe spróbować wziąć lewę na D. Niestety pojawia się Król, którego biję. Wist może być singlem. Niestety, wytrącono mi jedno dojście do stołu, co wymusza rozpoczęcie przebitek od Trefli. Ściągam dwa czarne Asy i przebijam małego Trefla. Potem Pika, Trefla, znowu Pika i zagrywam D. Mam już siedem lew i wygraną zapewnioną. Ale nie pojawiły się jeszcze czarne i szare figury. Uff, dołożyli do Trefla. Dołożyli do Pika. Mam już dziewięć lew. I muszę wziąć jeszcze dwie. Odchodzę Karem, które przebija przeciwnik po lewej. A więc ma pozostałe Kiery i wychodzi do moich wideł. 11 lew.














A
8 7 2
D 9 6 5 2
A D 6 3
K 7 5 2
K D 5 4
4
W 8 5 2

D 10 8 3
=
K W 10 7 3
K 10 9 7

W 9 6 4
A W 10 9 6 3
A 8
4
.
Tylko 72%. Jakoś mało. Widocznie część graczy W kontrowała mając czwarty mariasz Kier. Jak pech, to pech.
Piotr Kaczorowski

Brydż z przygodnym partnerem


08.01.2008 18:45
Z tym jest jak w życiu – przygodny partner to zawsze ryzyko. W niedzielę serwer chodził ciężko, wywalał, zawieszał się. Wszedłem sobie i czekałem na losowego partner. Przyszedł Amerykaniec, czyli gracz solidny. I rzeczywiście dobrze nam się, aż serwer wywrócił nam stolik. Wróciliśmy, znaleźliśmy się ponownie i znowu nam się dobrze grało. Na zapis Chicago, czyli robrowy. Przeciwnicy nie robili grubych błędów, było miło. Aż przyszła godzina duchów i dostałem takie karty.
A 7 3
6 3
10 9 6 4 3 2
10 8

Nie jest to karta moich marzeń. Ale jestem na drugim ręku i może udać mi się otworzyć blokiem na karach. W Polsce to nie jest możliwe, ponieważ mamy inne przeznaczenie tej odzywki. Niestety, z prawej pojawia się 2. Ukradziono mi odzywkę. Nie pozostaje mi nic innego jak spasować. Z lewej też pas. Nie dziwi mnie, iż partner wznawia kontrą, musi mieć jakieś 17 oczek. Zamierzam ukarnić kontrę, gdy nagle po prawej pojawia się REKONTRA. Ki diabeł? Co to może oznaczać? Może zablefował. Na razie kontrakt mnie zadowala i tego z lewej też. Ale nie mojego partnera, który licytuje 2. Teraz wiem, że ma objaśniaka na Pikach. Znowu doznaję szoku, z prawej pojawia się 2BA. Co to jest? Trzyma Piki? Wywołuje coś? Nie bardzo rozumiem, myślę czy to skontrować, ale idzie nam co najmniej końcówka pikowa, więc wybieram 3. Ten z lewej kontruje. Jak to? On też ma Piki? Od kiedy w talii jest 15-16 Pików? Amerykanin chce to grać, ale ten z prawej dojrzał kolejne wartości w swojej karcie i zalicytował 3BA. To już szczyt bezczelności, więc kontruję karnie, co dochodzi do tego po prawej. Szaleniec daje rekontrę, czyli chce wpaść za bardzo wiele. Zgadzam się, każdemu wolno szaleć. Aliści, gdy ten po lewej pasuje, ten z prawej pisze po angielsku na stole, iż to nie było słabe 2, ponieważ on nie ma swojego opisu w info. Następuje konsternacja, zero komentarzy. Amerykaniec wzbija się na 4, które ten szalony po prawej kontruje. Nie mam nic do powiedzenia, ale ten z prawej zgłasza nowy kolor 5. O dziwo, wszyscy są zadowoleni.













10


K D 2
K D 2
A K 8 7 5
K D

A 7 3
6 3
10 9 6 4 3 2
10 8

Widok stołu mnie poraża. Ale wiem, iż partner musi mieć oba Asy. Biorę pierwszą lewę A i gram małe Karo, które partner przebija. Potem jeszcze bierze lewę na W, czyli kładziemy bez jednej. Cały rozkład był następujący:














10 9 8 6 4
9 7 4
=
W 9 6 5 3
W 5
A W 10 8 5
D W
A 7 4 2

K D 2
K D 2
A K 8 7 5
K D

A 7 3
6 3
10 9 6 4 3 2
10 8
.
Widok 4 rąk zadziwił mnie ogromnie. Dziwnym trafem miałem cztery razy więcej siły niż mój partner, ale wziąłem tylko połowę jego lew. Okazuje się, iż najlepiej by dla nas było, gdyby partner spasował na 2. Ale tak zwany bilans stołu wskazywał mu, iż mam trochę siły i postanowił powalczyć. Co ciekawe, przeciwnicy też byli też przypadkowymi partnerami.
Piotr Kaczorowski

Urszulka = chamstwo w sieci


06.01.2008 09:22
Miły sobotni poranek, wchodzimy na serwer Bridgebase. Zakładamy stół na impy. Przyszedł gracz Urszulka. Tak, przyszedł, ponieważ to jest on, a nie ona. Nie zapytał, czy może zagrać, lecz od razu zajął miejsce przy stoliku. W końcu jednak napisał dzien dobry. Właśnie tak, z małej litery, bez polskiego znaku, bez znaku interpunkcyjnego na końcu. Cóż, każdemu wolno być niechlujem.
Przychodzi jego partner - Rumun. Wita się. Urszulka nie reaguje, nie ustala systemu licytacji, za to wita się z kibicem.
Zaczynamy grać. Werka Stosuje otwarcie Norwega Ekrena, które alertuje jako weak 4+,4+ majors. Podnoszę do bilansowo do 3, co staje się ostatecznym kontraktem. Urszulka oddaje najsłabszy wist w atu. Cóż, nie musi umieć wistować, jego prawo. W drugiej lewie wyrzuca Pika, mając w tym kolorze AD86, za KW72. Cóż, tego też ma prawo nie rozumieć.
Dalszej jego gry nie będę komentował, ponieważ nie kopie się leżącego. Po rozdaniu, Rumun udzielił mu nauki dont continue club p. Na to Urszulka zareagował natychmiast co on tam szemrze?. Zrobiło nam się wstyd za rodaka, ale byliśmy przy nadziei, iż Rumun nie zna naszego języka. Milczeliśmy, ponieważ nie chcieliśmy dać się wciągnąć w rasistowskie zachowania.
W drugim rozdaniu otworzyłem na drugim ręku 2, które opatrzyłem alertem i komentarzem weak, po czym Rumun grał i wygrał 4. Gracz Urszulka był dziadkiem i rozpoczął awanturę, pisząc ile pc potrzebujecie na otwarcie? Odpowiedź mu się nie spodobała, więc użył knajackiego słowa pochodzącego z języka rosyjskiego, którego nie przytoczę. Napisałem krótko Pa chamie i usunąłem go ze stołu. Jego miejsce zajął przedstawiciel państwa Izrael i zagraliśmy jeszcze sporą porcję rozdań bez problemów.
Gracz Urszulka, zanim go oznaczyłem na czarno zdążył nazwać mnie kretynem, posądzić o oszustwo i użyć wulgarnego słowa, którym prymitywne istoty określają prostytutkę. Potem zdążył napisać jeszcze do mojej partnerki czy twój partner zawesze tak reaguje gdy zwróci mu sie uwage ze oszukuje przeciwników?? a tak w sumie dlaczego nie napiszecie czym rzeczywiscie gracie?? lubicie wprowadzac w błąd? Dopiero wieczorem, gdy analizowaliśmy rozdania, przejrzeliśmy nasze alerty i zrozumieliśmy cały problem.
Gracz Urszulka nie zna języka angielskiego, nie rozumie naszych komentarzy alertów, nawet nie wie, co znaczy słowo weak. Czyja to wina? Niech się ograniczy do gry w polskojęzycznym Kurniku. Patent żeglarza, czy sternika wystarczy do pływania po jeziorach. Do wyższych celów niezbędny jest patent sternika morskiego.
To, iż brydż jest dla gracza Urszulki za trudny, to jego problem. Ma prawo losowo, czyli bezmyślnie dokładać karty. Ma prawo nie uczyć się zasad brydża. To jego problem. Ale kiedy korzysta z poważnego serwera, to musi opanować zasady tam obowiązujące i stosować się do nich. A pierwsza zasada mówi, iż na stole posługujemy się językiem, który znają wszyscy gracze, domyślnie angielskim. I tych kilkunastu angielskich słów trzeba się nauczyć.
Czy gracz Urszulka nabierze nieco ogłady i kultury, szacunku dla innych ludzi? Osobiście wątpię. Ale to jego problem, dla mnie on wczoraj przestał istnieć.
Na koniec dwa słowa o problemie oszustwa. Nie bardzo rozumiem, czemu miałbym oszukiwać. W turniejach grywam sporadycznie, raz dałem się namówić na mecz. Nie lubię turniejów, tam zwykle trzeba czekać, aż inni skończą grać.
Wiem natomiast, czemu oszukuje gracz Urszulka. Nie wiem, czy oszukuje w grze, ale oszukuje udając kobietę. Chce wyłudzić darmowe lekcje brydża od dobrych graczy, którzy chętnie uczą kobiety. Ocenę moralną, etyczną tego zjawiska pozostawiam innym.
Piotr Kaczorowski

Brydż z PZBSem


05.01.2008 15:23
W nowym roku miłą niespodziankę zrobił wszystkim brydżystom zarząd PZBS. Ogłosił swój komunikat z ostatniego zebrania. Wiadomości są budujące.
Pierwsza z nich mówi, iż nie będzie eliminacji wojewódzkich mistrzostw par Polski OPEN. To znakomita informacja, każdy kto chce, tworzy parę, jedzie i ... wygrywa! Mało tego, PZBS pokrywa trzem pierwszym parom udział w mistrzostwach Europy. Tak być powinna zawsze i we wszystkich indywidualnych sportach. Para jest jednym ciałem, więc to jak sport indywidualny.
Martwi brak regulaminu mistrzostw Polski mikstów i indywidualnych. Czyżby ich nie miało być? To niemożliwe.
Cieszy błyskawiczny wybór trenera drużyny narodowej. Będzie nim Marek Walczak. Sprawił na mnie pozytywne wrażenie swoimi tekstami o licytacji, które były publikowane w sieci. Ma także dużo taktu i cierpliwości. Czy to wystarczy? Podobne cechy posiadał jego poprzednik. Trener kadry musi mieć dar przekonywania zawodników. Nic nie napisano o środkach finansowych, jakie otrzyma Marek Walczak. Czy będą wystarczające? Oby. Mamy zawodników na stworzenie dwóch reprezentacji, które mogą zdobywać medale. Trzeba ich wybrać i odpowiednio zmotywować do przygotowań. Przyjęty plan ustalania składu budzi zastrzeżenia, jak być powinno, pisałem 27 listopada 2007.
Cieszą się sędziowie, ponieważ mają nowe stawki sędziowskie. Mają też nowe przepisy gry. Pierwsze czytanie wskazuje na pewne uporządkowanie wątpliwych kwestii, więc nowe prawo brydże ulepszy naszą grę.
Piotr Kaczorowski

Brydż z czwórką i z piątką


02.01.2008 22:11
Gdy patrzę na ewolucję systemów licytacyjnych, mam nieodparte przekonanie, iż lepsze jest wrogiem dobrego. Każda poprawka pogarsza system licytacji. Każda nowa wersja Ozorka jest gorsza od poprzedniego. Uzasadnienie tej tezy wymaga dłuższego wywodu, więc poświęcę temu osobny tekst. Zasygnalizuję tylko, iż wyczynowa wersja Krzysztofa Jassema różni się mocno od komercyjnych, które sprzedaje w książkach. Nawet można powiedzieć, iż przyjmuje systemy swoich partnerów, co potwierdzają przykłady jego gry z tej klasy graczami co Piotr Tuszyński, Michał Kwiecień, Piotr Gawryś, Krzysztof Martens.
A skojarzyło mi się z liczbą kart koloru otwarcia. W początkach brydża otwierano zwykle w kolor najdłuższy, z konieczności czterokartowy. Nie używano otwarć bezatutowych – nie były nikomu do niczego potrzebne. Zresztą w żadnym porządnym systemie takich otwarć nie ma. Culbertson, Goren, Acol, jedne z niewielu dobrych systemów licytacji, mają otwarcia z czwórek. Podobnie jak systemy błękitnej drużyny. Również genialny Paweł Marston, zaleca otwieranie z czwórek. Dopiero później, tak zwani poprawiacze wymyślili, iż w kolory starsze warto otwierać z piątek. I ogłupiono multum brydżystów z Polski, USA, Francji, Niemiec i innych potęg. Gracze nawet się nie zastanawiają, nawet nie myślą, iż można robić to inaczej.
Pojawiły się problemy. Ze starszą czwórką lub nawet z dwiema, trzeba otwierać kolorem młodszym. I tu znowu problem, którym? Polska szkoła zaleca Treflem, a zagranica ładniejszym młodszym. I to złe, i to marne. Cierpią na tym otwarcia kolorem młodszym, bo nigdy nie wiadomo, czy mamy w nim 5, 4, 3 czy tylko 2 karty. Ale i starsze kolory cierpią, ponieważ układy 65, 65 i pokrewne oraz 54 otwiera się kolorem krótszym. Problemy sprawia także układ 54, gdy mamy dół otwarcia, ponieważ nie możemy dać tak zwanego otwarcia. Żeby temu zaradzić, wymyślono protezę = otwarcie Flanerry`ego 2/.
Więc, co jest lepsze? Otwieranie z czwórek czy piątek? Ja nie mam tego problemu. Jednakże zalety i wady obu tych możliwości omówię następnym razem.
Piotr Kaczorowski

Brydż z Marzenką


01.01.2008 22:36
Brydż naturalny ma swoje uroki. Szczególnie, gdy nie do końca jesteśmy pewni stuprocentnej naturalności.
A W 9
D 8 5 3
A D 8 6 4
4

Na pierwszym ręku podniosłem ładną kartę. Mam honory w długościach, może wolałbym zamienić miejscami figurki pikowe na kierowe. Ale nie narzekam i ufnie otwieram 1. Z lewej pas, Marzenka zgłasza 1, co powinno obiecywać czwórkę Pików. Z prawej pas. Nagle się okazuje, iż nie mam dobrej odzywki. To znaczy mogę zalicytować negatywnie, ale nie wiem, czy Karami czy przez bez atu. Mogę też uzgodnić Piki, bo mam ich takiej trzy jak cztery. Zamiast tego wybieram 2, licząc na powtórzenie Pików. Mam nadzieję, iż Marzenka nie uzna tego za rewers. Nie umawialiśmy się na rewers. Sam nie używam tego wynalazku, więc liczę, iż moja Partnerka wczuje się w moje fale. Z lewej pas, z przeciwka pojawia się 3. Tego nie chciałem. Cóż to znowu? Forsing czwartym kolorem? Chyba by mi Marzenka nie zrobiła takiego numeru. Więc raczej ma Trefle. Nie mogę pasować, chyba powinienem powtórzyć Kara. Ale szaleństwo zmusza mnie do szukania szczęścia 3BA. Kontra z lewej aż mnie zmroziła. Nikt nie chce licytować dalej. Czekam bojaźliwie na pokazanie się dziadka.













D 10 7 5 3 2
7
7
A D 10 9 7

W



A W 9
D 8 5 3
A D 8 6 4
4

4 wygrywa się lekutko. Albo Marzenka nie chciała brać odpowiedzialności, albo wierzy w moją rozgrywkę. To miłe. Pewnie pamięta, jak wygraliśmy w Poznaniu turniej na impy, w którym graliśmy dużo końcówek i rozgrywka była w moich rękach. Wist dziwny. Ciekawe, gdzie jest Król? Pewnie jednak po lewej. Z prawej zachęcająca Trójka, biorę Damą. Liczę górne lewy = mam cztery, czyli nie za wiele. Pięć pikowych nie wystarczy, a ten kolor może się zablokować. Nie mam wyboru, gram Trefla, kładę Damę, zamykam oczy i wołam Wszechmogącego o pomoc. Otwieram oczy, z lewej Trójka, z prawej Piątka. Uff! Teraz 10 i modlę się o Króla, wszystko jedno z której strony. Jest z lewej! Teraz mogą mnie wykończyć tylko Kiery. Jednak widzę H. Uznając, iż limit szczęścia w tym rozdaniu wyczerpałem, biorę szybko sześć lew w czarnych kolorach, oddając trzy ostatnie. Cały rozkład był następujący:














D 10 7 5 3 2
7
7
A D 10 9 7
K 6
A 4
K W 10 5 2
K W 3 2

8 4
K W 10 9 6 2
9 3
8 6 5

A W 9
D 8 5 3
A D 8 6 4
4

Marzenka promienieje, +550 nie jest wcale złe. W widne wygram zawsze. Ładna końcówka na 21 oczkach. Ale za cztery Siódemki Marzenki nie dostaliśmy bonusa.
Piotr Kaczorowski

Brydż z Ozorkiem


27.12.2007 23:35
Brydż naukowy, każe sprzedawać wszystkie detale swojej karty. Często nie jest to potrzebne. Można oszacować końcowy kontrakt na kilka innych sposobów.
10 5
A 3
A W 9 8 7 6 3
7 2

Na czwartym ręku podniosłem ręką, jak bardzo lubię otrzymywać. Ma wartości ofensywne i obronne. Z lewej - pas. Iwona otworzyła sztucznym ozorkowym 1 z prawej też pas. Chory system, którym gramy, nie pozwala mi w żaden sposób zgłosić mojego bojowego koloru. Muszę dać negat 1, który zawiera także silne ręce bezatutowe (prawie nie przychodzą) oraz to, co mam, czyli 7-11 oczek bez starszej czwórki. Z lewej pas, natomiast Iwona daję odzywkę, która mi się podoba 1BA. Obiecuje to siłę 18-20 oczek na równym składzie. Bardzo mnie to cieszy. Mam 6.5 lew przegrywających, a ręka mojej Partnerki powinna zawierać przy tej sile 5-6 uzupełnień (angielskie COVER CARDS), więc swojej manierze licytuję 6. Wyczuwam grymas partnerki, szczególnie, gdy ten typ z lewej kontruje. Jestem szalony, ale nie do tego stopnia, żebym dał rekontrę.













A K 8 2
K D 7
D 5
A 8 5 4

K



10 5
A 3
A W 9 8 7 6 3
7 2

Wist trafił mnie w czuły punkt. Grozi mi oddanie lewy treflowej i to natychmiast. Normalnie bym impasował Kara, ale tym razem nie ma to sensu, bo zostałem ostrzeżony. Biorę Asem w stole, gram małe Karo do Asa. Z prawej pojawia się Dziesiątka, z lewej Czwórka. To już coś. Zgrywam trzy razy Kiery, modląc się o ich dobry podział, wyrzucam Trefla z ręki. Uff. Oddaję D i pokazuję karty.













A K 8 2
K D 7
D 5
A 8 5 4
D 9 7 4
W 6 2
K 4 2
K D 6

W 6 3
10 9 8 5 4
10
W 10 9 3

10 5
A 3
A W 9 8 7 6 3
7 2

Iwona mnie chwali, co lubię najbardziej. Zwracam uwagę, iż ściągnięcie jednego atuta, o mały procent podnosi szansę wygrania, ponieważ zabezpiecza przed sytuacją, gdyby zdarzyły się dwa Kiery przy singlu Karo. Mała rzecz, a czasem bywa przykro, jak się zdarzy.
Piotr Kaczorowski

Krzysztof Klimczak (1958-2007)


26.12.2007 22:47
Kochał brydża. Mógł grać zawsze, o ile partnerzy mieli tylko siłę trzymać karty.
Już więcej nie zagra...
Z zawodu był dziennikarzem, pisał na ostatniej stronie „Razem” o sporcie. Miał też drukarnię.
Cała jego rodzina grała w brydża, wujek jest prezesem związku w Ciechanowie, mama grała naturką. Taką czystą naturką. Krzyś grywał wszystkim, nawet wściekłym Kaczorkiem ze mną. Bawiło go ryzyko, cieszył się z dziwnych kontraktów, które zwykle nam się zdarzały. Wygraliśmy kilka turniejów, w tym warszawskie eliminacje mistrzostw Polski. Pojechaliśmy do Starachowic, wygraliśmy robra z mistrzami świata. Najpierw ja grałem 3ba, a Krzysio robił zdjęcia Kwietniowi i Pszczole. Potem Krzyś wygrał 4 Kiery, a ja wykonałem serię zdjęć. Przy naszym stoliku było bardzo wesoło, bardzo. Śmiał się, gdy przychodziliśmy na turniej, a inni gracze mówili szachiści przyszli. Nie miał z szachami wiele wspólnego.
Krzyś był prawie bezkonfliktowym człowiekiem, wszyscy go lubili. Był duszą towarzystwa, często zapraszał tłumy brydżystów do swojego domu. Kiedyś nawet zrobił zlot brydżystów z Wirtualnej Polski u siebie w domu. Ostatnio sędziował sporo turniejów na Wroniej na serwerze BBO. Lubił żartować, rzadko był smutny. Odszedł w Wigilię...
Piotr Kaczorowski

Brydż z Anią


25.12.2007 09:29
Od czasu do czasu, udaje mi się dopchać do gry z moją ulubioną Partnerką, Anią. Kolejka chętnych jest ogromna i zawsze trzeba długo czekać. Raz namówiono mnie na krótki mecz i po dwóch rozdaniach przegrywaliśmy ponad trzydzieści impów. I wtedy jeden z naszych graczy na drugim stole został zamieniony na Anię. Wiedziałem, że wygramy mecz. Ania grała wspaniale i tak się stało. Tym razem dostałem taką sobie rękę:
A 4 3
W 7
K 6
D 10 9 7 5 2

Na pierwszym ręku zdecydowałem się otworzyć 1. Tak, naciągnąłem. Tak, za bardzo naciągnąłem. Graliśmy SAYCem więc nie miałem innego otwarcia. Z lewej Pas, Ania podniosła do 2. Nie pamiętam, czy to jest odwrócone podniesienie, na szczęście ten z prawej wśliznął się 2. Wiedziałem już, że skrzywiłem rozdanie, ale honor nie pozwalał mi spasować, więc miałem tylko jedną odzywkę 3. Zrobiło mi się głupio, gdy Ania zadysponowała w moim stylu 6. Nikt tego nie skontrował.
Pokażę wszystkie od razu 4 ręce.












K 8 5
A D 9
A 8
A K 8 6 4
W 7
8 5 4
W 10 9 7 4 2
W 3
D 10 9 6 2
K 10 6 3 2
D 5 3
=

A 4 3
W 7
K 6
D 10 9 7 5 2

Brydż z Anią to prawdziwa rozkosz. Grałem krótko, moja Partnerka wspaniale oceniła kartę. Zrobiło mi się głupio, iż przez moment w Nią zwątpiłem.
Aniu, wszystkiego najlepszego, zdrowia, pociechy z Rafała i dzieci. Niech się spełnią Twoje marzenia.
Piotr Kaczorowski

Preferencja kolorów starszych


24.12.2007 20:44
Brydz prowadzi w niektórych sytuacjach do paradoksów. Od czasu do czasu słyszymy o tak zwanej preferencji kolorów starszych. A cóż to takiego? Ano, mówiąc krótko, przekazywanie więcej informacji o Kierach i Pikach, z lekceważeniem kolorów młodszych. Czy to ma sens i kiedy? Otóż w jednostronnej niczym nie zakłóconej licytacji naturalnej, nie ma żadnych powodów do deprecjonowania Kar i Trefli, ponieważ sprzedajemy informacje o całej ręce. Ważnej jest, aby precyzyjnie przekazać wszystkie zalety, odchylenia dodatnie i ujemne.
Zupełnie inna sytuacja występuje w licytacji dwustronnej. Nie ma czasu na precyzję, trzeba szybko walczyć o znalezienie koloru uzgodnionego i to takiego, którym przelicytujemy przeciwników. Wynaleziono specjalne konwencje, które mają w tym pomóc. Jedną z nich jest cue bid Michaelsa, który pokazuje piątkę starszą i piątkę(czasem czwórkę) w drugim kolorze. Polskim wynalazkiem jest bez atu 54. Wejście takie obiecuje czwórkę w drugim kolorze starszym i piątkę młodszą. Grałem tym w najróżniejszych pozycjach i nie byłem do końca zadowolony, ponieważ traciłem możliwość wejścia naturalnym bez atu, z chęcią grania 3ba.
Są także systemy licytacyjne, które wyżej stawiają kolory starsze. Jest ich bardzo dużo. Na przykład wszystkie systemy, które mają otwarcia 1/, obiecujące pięć kart we wskazanym kolorze, ewidentnie preferują kolory starsze. Kłopoty są ze sprzedaniem długości w kolorze młodszym. Praktycznie wszystkie popularne systemy narodowe, także polskie (poza Acolem), mają tę właściwość. Także odpowiedzi na pierwsze otwarcia kolorem młodszym, często preferują Kiery i Piki. Klasycznym przykładem jest Odwrotka we wszystkich jej odmianach, a także różne Magistry, Checkbacki, Staymany, Texasy. Powstały nawet systemy, które maksymalnie deprecjonują kolory młodsze. Najbardziej znane to grupa MOSQITO = Major Oriented Strong Club In Trouble Often.
Piotr Kaczorowski

Brydż z Balladą


22.12.2007 12:44
Nie pamiętam, ile a było na końcu przydomka. Zagrałem sobie 2 rozdanka i ani się obejrzałem, już graliśmy turniej na maksy. Dostałem taką sobie rękę:
10 6 4
A W 2
A 9 8 5
A D 9

Na czwartym ręku otworzyłem 1BA, usłyszałem z przeciwka 2, co zrozumiałem jako pytanie Staymana o starsze czwórki. Odpowiedziałem skromnie 2, co oznacza, iż nie mam żadnej. Z przeciwka 2BA, co mogło być inwitem lub Sign off. Licząc na swoją rozgrywkę, nie mając uzasadnienia w karcie, dołożyłem 3BA. Ze strachem czekałem na pojawienie się dziadka.












A 8 3 2
10 7 4
W 7
K 8 7 2
2



10 6 4
A W 2
A 9 8 5
A D 9

Hmm, oboje mamy minimum minimorum. Nie wygram tego, ale mam szansę wpaść tylko bez jednej. Mam górnych sześć lew. I mam szansę uzyskać po jednej lewie w każdym kolorze. A jeśli nie oddam za dużo... Kładę ze stołu Siódemkę, z prawej pojawia się Dama, co wygląda na odblokowywanie.. Biorę Asem i zagrywam zmyłkowo 6. Chowam Czwórkę, a być może Piki dzielą się 3-3. Z lewej Piątka, lewę bierze Dziewiątka z prawej. Z prawej pojawia się 10, którą bierze Król z lewej. Przecieram oczy. Mam już osiem górnych lew. Mam szansę przy podziale czarnych kolorów lub przy rozdzieleniu figur kierowych. Chcę połączyć wszystkie szanse. Biorę kolejne karo, wyrzucając Kiera ze stołu i rejestrując Kiera z prawej. Gram 10, którą bierze Walet z prawej. Teraz będę mógł sprawdzić oba czarne kolory. Z prawej pojawia się 10, którą puszczam. Lewę bierze Dama z lewej. Jestem w komfortowej sytuacji, mogę spróbować wszystkie szanse, a dodatkowo zredukowałem lewy do potencjalnego przymusu. A może z lewej pojawi się Kier? Niestety jest pomarańczowe Karo. Wyrzucam ze stołu Kiera, bo nie moge ryzykować impasu (tylko 50%), z prawej widzę kolejnego Kiera. Jest to dziwne. Prawdopodobnie przeciwnik nie chce mi wyjaśnić sytuacji w czarnych kolorach. Wymogi przymusu każą mi wziąć trzeciego Trefla w ręku, więc gram K, a potem małego do Damy. Z prawej wypada Dziesiątka, więc albo Trefle się dzielą, albo po prawej są dwa Piki i K. Pozycja jest następująca:












A 3
=
=
8 7
=
8
3
W 6
K D
K 9
=
=

4
A W
=
A

Zagrywam A. E jest w przymusie i wyrzuca A. Gdy gram A, wszystko staje się jasne.
Pokażę wszystkie 4 ręce.












A 8 3 2
10 7 4
W 7
K 8 7 2
7 5
D 8
K 6 4 3 2
W 6 4 3
K D W 9
K 7 6 5 3
D 10
10 5

10 6 4
A W 2
A 9 8 5
A D 9

Brydż jest sprawiedliwy. Dostaliśmy czyste 100%.
Piotr Kaczorowski

Brydż dla bogatych


20.12.2007 22:37
Nagrody w turniejach brydżowych są bardzo niskie. Tylko połowa wpisowego przeznaczana jest na nagrody. A wpisowe jest wysokie. Połowa pieniędzy idzie na koszty imprezy, salę, honoraria sędziowskie. Panuje błędny sąd, iż na naszej dyscyplinie zarabiają właśnie sędziowie. No to zastanówmy się. Turniej trwa ponad trzy godziny. Do tego należy doliczyć przygotowanie sali do gry, sprzątniecie sali po turnieju, policzenie wyników, odprowadzenie pieniędzy do związku, dopilnowanie publikacji wyników i policzenie w CEZARze, dojazd i powrót z imprezy. To już mamy przynajmniej 6 godzin. Podzielmy stawkę sędziowską przez 5 godzin, to wychodzi tyle, ile za roznoszenie ulotek. A jeszcze sędziowie posługują się własnym przenośnym komputerem z drukarką.
To o co mi chodzi? Ano o to, iż związek ma ponoć sponsorów. Sponsorów, którzy dostają bardzo dużą reklamę. Nigdy nie słyszałem, aby ci sponsorzy coś dali. Nigdy nie dofinansowali żadnego turnieju. A są to firmy, dla których 100.000 jest małą kwotą. A to tyle, co dołożenie do puli nagród 100 złotych do każdego z 1000 turniejów granych w ciągu każdego roku. Kilku sponsorów i ...
Tak, prezes związku powinien zdobywać sponsorów. A tego nie robi. Więc w brydża grają dużo tylko ludzie, których na to stać. Koszty udziału w turniejach są wysokie. A nasze społeczeństwo nie jest bogate. Brydżyści statystycznie należą do wszystkich grup społecznych, więc bogatych nie ma zbyt dużo. Prowadzi to do znacznego zmniejszenia udziału zawodników w turniejach. I to zjawisko będzie się nasilać.
Piotr Kaczorowski

Brydż - zmiana planu gry


19.12.2007 09:21
Są takie rozdania, w których nie można zrealizować jednego planu gry, ponieważ przychodzi taki moment, iż coś pójdzie nie po naszej myśli, wbrew rachunkowi prawdopodobieństwa. Wtedy należy ponownie ocenić całą sytuację i opracować nowy plan gry.
K 3 2
A D 8
A 9 7
D W 4 2

Zawsze, gdy mam ładną kartę, przeciwnicy utrudniają mi licytację. Nie inaczej był tym razem, przeciwnik z prawej otworzył 2, podlimitowo na szóstce. Mam jedną odzywkę - KONTRĘ. Za słabo trzymam Piki, żeby zająć bez atu. Z lewej PAS, Werka zgłasza 3, co wiele mi nie pomaga. Licytuję to, co mam szansę wygrać, czyli 3BA, licząc na worek lew karowych. Wszyscy są zadowoleni z ostatecznego kontraktu.













10
K 10 7
D W 8 6 4 2
A 10 8

8



K 3 2
A D 8
A 9 7
D W 4 2

Wist mnie nie dziwi. Daje mi szóstą górną lewę. Brakujące trzy mogę wziąć w Treflach i w Karach. Z prawej lewę bierze A, który bierze lewę, a następnie D. Oznacza to, iż przeciwnik po prawej ma dojście do Pików, pewnie ma K. Na razie muszę puścić Pika, żeby rozciąć im komunikację tym kolorem. Ze stołu wynoszę Kiera, bo mogę sobie na to pozwolić. Następnego Pika biję Królem, kątem oka widzę, iż ten z lewej dokłada, ale nie mam dobrej karty ze stołu. Kiera nie mogę, Kara szkoda, wyrzucam z bólem małego Trefla. Dochodzę do stołu K i gram D. Jest to impas przez niebezpiecznego przeciwnika, więc nie ma specjalnego znaczenia, kto ma Króla. Nawet wolę, aby impas się nie udał, na co większa szansa jest po lewej. Ale ten z prawej szybko podkłada Króla, biorę Asem i gram Dziewiątkę do stołu. Kładę Waleta i widzę w lewie dwie czerwone Trójki. Przecieram oczy. Ten z lewej nie miał Kara, a temu po prawej została Dziesiątka. Oj, cztery potencjalne lewy karowe odpłynęły. Robię rachunek sumienia, mam cztery lewy, oddałem dwie. Potrzebuję pięć, mam górne trzy, muszę wyrobić dwie. Czego mi trzeba? Ano, żeby K był po lewej. Ale on tam musi być. Ten po prawej pokazał już 10 oczek i z dodatkowym Królem miałby 13 i normalne otwarcie. Już nie wyimpasuję Króla, ale nie muszę. Gram A, a potem Dziesiątkę w koło. Wzięła, ale to mnie nie martwi, ponieważ ten po lewej ma już tylko Kiery i Trefle. Wracam Kierem do ręki i odchodzę figurą Treflową. Ten z lewej ma same kiery, więc wpuszcza mnie do ręki. Ze zdziwieniem obserwuję w dwunastej lewie wahanie prawego rywala, przecież ja nie mam już Pików. Wyrzuca Pika i bierze ostatnią czwartą swoją lewę.













10
K 10 7
D W 8 6 4 2
A 10 8
8 6 5
W 9 6 5 3 2
5
K 9 7

A D W 9 7 4
4
K 10 3
6 5 3

K 3 2
A D 8
A 9 7
D W 4 2

W widne karty można wziąć dziesięć lew. Sukces taki odniesie gracz lekkomyślny, który zacznie od impasu treflowego. Albo ktoś, kto zrezygnuje z nadróbek i będzie wynosił ze stołu Kara na Piki. Tym razem otwarcie blokiem przyniosło sukces, wskazało wist i wymusiło linię gry, która dała tylko dziewięć lew.
Piotr Kaczorowski

Brydż en passant


18.12.2007 21:32
Rozdanie jest ciekawe ze względu na manewr, który się tłumaczy na polski w przelocie. Polega on na wykorzystaniu atutów, zanim przeciwnik je połączy. Ciekawy problem powstał dzięki mojej Partnerce, Werce.
K D 5 3 2
A K D 9
6 4 2
10

Z lubością przyglądam się mojej karcie. Z lewej zaczyna się miło pasem, niestety Werka licytuje 2, co oznacza podlimitową rękę na sześciu lub pięciu ślicznych Karach. To studzi mój zapał. Z prawej pojawia się KONTRA. Teraz powinienem spasować i pewnie by się to skończyło 3 z kontrą i dużym zapisem dla nas. Ale jestem pazerny i mówię 2, po czym niespodziewanie nikt nie ma nic do powiedzenia. Liczyłem, iż po kontrze ucieknę na 3.













=
7 4 3
A 10 9 8 7 3
A 7 4 3

8



K D 5 3 2
A K D 9
6 4 2
10

Uff, Werka spasowała z renonsem w moim kolorze. W Kara grałoby się przyjemniej i jedenaście lew było realne. Mam jedyny plan gry - ucieczka z moimi atutami. Najprościej zrobić to z dwiema blotkami. Biorę Kiera w ręku, przechodzę A na stół, przebijam Trefla, wracam A na stół, przebijam drugiego Trefla i pierwszy etap planu mam wykonany. Teraz próbuję zabrać lewy kierowe, ale drugiego Kiera przebija ten z lewej, ściąga dwa Kara, na które z prawej lecą dwa Trefle i wychodzi 8. Z prawej pojawia się A, co daje mi 8 lew. Gdyby wziął to lewę, to odejście K, dałoby mi brakującą lewę.













=
7 4 3
A 10 9 8 7 3
A 7 4 3
W 10 9 8 4
8 2
D W 5
W 8 5

A 7 6
W 10 6 5
K
K D 9 6 2

K D 5 3 2
A K D 9
6 4 2
10

Rozdanie jest ciekawe ze względu na rozgrywkę z ucieczką Atutów. Małe Piki przebiły Trefle, a Mariasz został promowany pozycyjnie.
Piotr Kaczorowski

Brydż ala Merimac


17.12.2007 22:13
Są rozdania, których jeden system licytacji sprawdza się lepiej, a inny gorzej. Są takie, które trudno jest licytować każdym systemem, a jeszcze trudniej je rozgrywać. Zdarza się to często, gdy na wprost ręki bardzo silnej jest ręka bardzo słaba. Bardzo chętnie byśmy przenieśli kilka figur do ręki słabszej, co ułatwi licytację, bo ręka słabsza będzie mogła licytować, a także będziemy mieli komunikację w rozgrywce.
A K D W 10
A 3
A D 8
W 8 5

Ręka nie jest taka dobra, jak to by wynikało z mechanicznego policzenia punktów. W prawdopodobnie nic nie jest wart, tak samo jaki drugi A jest mniej wart. Piki także są za gęste. Z prawej pas. Mam jedyne forsujące 1. Jest to zwany marchewkowy Trefl. Mam wariant silny od 16-17 oczek na dowolnym składzie, ale może ono znaczyć 8 - 11 z trzema - czterema kartami w każdym kolorze starszym, lub naturalne na Treflach. Z lewej pas, Jędrek licytuje 1. Jest to odzywka dwuznaczna. Albo jest to negat 0-5 na dowolnym, albo 6-13 oczek Kiery 3+. To postęp, bo kiedyś graliśmy 0-13 kiery 3+. Na razie mam prostą odzywkę 1BA, co znaczy, iż mam wariant silny. Jędrek podnosi oczko wyżej 2, co jest wtórnym negatem = 0-5 oczek na dowolnym składzie. Martwi mnie to, bo widziałem szlemika, a tu końcówka robi się wątpliwa. Nagle przeciwnik z prawej, chyba przetarł okulary i dojrzał w swojej karcie coś, czego wcześniej nie widział. Zalicytował 2. To mi trochę poprawiło humor, bo mój dublet kierowy nie jest taki zły. Licytuję to, co mam, czyli 2. Tym razem Jędrkowi przybyło i zgłosił 4. Czuję, iż możemy być już za wysoko. Wszyscy pasują.













9 8 4 3
6 2
3 2
K 9 7 6 3

6



A K D W 10
A 3
A D 8
W 8 5

Dobrze nie jest, ale źle też nie. Mam siedem górnych lew, ósmą wezmę przebijając Karo. Jedną lewę może dać udany impas karowy. Inna szansa to dobre położenie A. Jednak miałem rację, chętnie bym wymienił dwa najmniejsze honory pikowe na Bloteczki. I nie dostanę zapisu za Koronkę. Wist atutowy mi nie pomaga. W drugim okrążeniu obaj dokładają atuty. Uważając, żeby nie zablokować Trefli, starannie wybieram W. Z lewej pojawia się As, z prawej Dwójka. Domyślam się, iż oprócz Asa, po lewej stronie musi być jeszcze Dama i Dziesiątka, ponieważ przeciwnik nie szukał tych kart u partnera. Odwrót kierowy, z prawej Dama, biorę Asem i zagrywam starannie 8. Z lewej pojawia się Dziesiątka. Chwila zastanowienia - nie pojawiły się jeszcze Dama i Czwórka. Kto je ma? Prosta analiza każde mi dołożyć ze stołu Szóstkę. Jeśli Trefle dzielą się 3-2, to dojdę Królem i wyrzucę dwa Kara, czyli mam dziesięć lew. Z prawej pojawia się Karo, co jest nagrodą za moją roztropność. Niespodziewanie pojawia się z lewej 4, więc spokojnie biorę lewę Siódemką, wyrzucam z ręki Kiera i Karo, skutecznie impasuję D i nieoczekiwanie finiszuję z jedenastoma lewami.
Cały rozkład wyglądał następująco:













9 8 4 3
6 2
3 2
K 9 7 6 3
7 6
K W 9 4
10 5 4
A D 10 4

5 2
D 10 8 7 5
K W 9 7 6
2

A K D W 10
A 3
A D 8
W 8 5

Jędrek jest wyjątkowo z siebie zadowolony, to przecież on podjął kluczową decyzję wrzucenia końcówki pikowej.
Kontrakt obalał niemożliwy do znalezienia wist A, z następnym zagraniem D. Jest to odmiana manewru Merimac, polegającego na odcięciu od stołu. Położenie K, czyni dziadka martwym, po czym nie będzie można wykonać impasu karowego, więc odda się dwa czerwone Króle, Trefla i przebitkę. Pozwolenie na wzięcie lewy D, spowoduje powtórzenie Trefla i także rozcięcie rąk.
Piotr Kaczorowski

Brydż z Iwoną


14.12.2007 12:34
Partnerka zna Ozorka na wylot, ostatnio żądała, abym stosował jakiegoś chorego Magistra, co uznała za wielki błąd z mej strony, gdy tego nie zrobiłem. Byłem więc lekko zdenerwowany.
A D 9 2
A 2
K 8 7 3
W 9 8

Nie podoba mi się moja ręka. W cywilizowanym system licytacji otworzyłbym 1. Grając Ozokierm nie mam dobrej odzywki. Nie wiem, czy Iwona otwiera 1 z czwórek. Pewnie nie. Jak otworzę 1, to mogę nie pokazać Pików. Naciągam więc rękę i otwieram 1BA, Iwona podnosi do 3BA i nikt więcej nie ma nic do powiedzenia. Nerwowo czekam na ukazanie się dziadka.













K 8 3
D 9 7
D W 5 4
K 6 2

7



A D 9 2
A 2
K 8 7 3
W 9 8

Dobrze nie jest. Mam tylko cztery lewy górne i szanse na 2-3 lewy w Karach. Podział pików może dać lewę, ale to będę sprawdzał na samym końcu. Należy szukać lewy na D i szansy w treflach. Potrzebuję dużo szczęścia. Wist pikowy nie daje mi lewy, ale zyskuję czas, czyli tempo. Kładę Trójkę ze stołu, z prawej Walet, więc biję Asem, co może sugerować, iż E ma D. Mała zmyłka, która może zaowocować. Mam szansę impasu czwartej 10, ale w którą stronę, to nie wiem. Na razie gram Karo do damy, która bierze lewę, z prawej strony pojawia się Dziewiątka. To zmyłka czy singlowa? Gram małe Karo do Króla, z prawej 3, lewę bierze As. Moja czujność pozwoli mi wyimpasować potem 10, więc mam już siedem lew i szansę na lewę w każdym kolorze. Z lewej 4, przejęta Damą, co daje mi lewę ósmą w tym kolorze. Odwrót 5 dochodzi do mojej Damy. Wyrabiam dziewiątą lewę grając K. Odwrót treflowy przejmuję w ręku, wykonuję pewny impas w karach i ponieważ Piki dzielą się 3-3 biorę uradowany 10 lew.
Cały rozkład wyglądał następująco:













K 8 3
D 9 7
D W 5 4
K 6 2
7 6 2
K 10 8 4
A 10 6 2
10 4

W 10 5
W 6 5 3
9
A D 7 5 3

A D 9 2
A 2
K 8 7 3
W 9 8

Iwona mnie chwali. Jak widać, obkładał tylko wist treflowy, który należy przepuścić, a po dojściem A, powtórne zagranie w Trefla.
Piotr Kaczorowski

Brydż - druga strona konferencji


13.12.2007 21:23
Dwa dni temu, zachęcałem do udziału w konferencji szkoleniowej, ale niestety okazało się, iż nie będzie taka różowa, jak się zapowiadała. Kolega, który uczy brydża w gimnazjum, chciał na nią pojechać. Naiwnie zadzwonił do organizatora, na numer telefonu podany w komunikacie. Został natychmiast przesłuchany w sprawie i dowiedział się, iż organizator go nie zna, więc musi zapłacić za pobyt 150 złotych. Kolega spytał, czy nie wystarczy skierowanie ze szkoły i opłacona składka na 2008 rok. Organizator odpowiedział krótko - Nie znam Pana. To jest szkolenie dla nieaktywnych instruktorów. Ale dam Panu zniżkę, zapłaci Pan 100 złotych. Kolega nie wnikał, jak powstało to wyliczenie, przecież kwota i tak jest śmieszna. Chciał się dowiedzieć, czego tam się nauczy. I tu spotkała go niespodzianka - organizator nie wiedział, ponieważ wykładowcy mu nie powiedzieli.
I dopiero to jest dziwne. Jeśli się robi szkolenie metodyczne, to program powinien ktoś zatwierdzić, na przykład zarząd lub komisja młodzieżowa. Powinien tez być określony zakres przekazywanych form i metod, czy mają być one stosowane w zajęciach z początkującymi, średniozaawansowanymi, itd. I jaki zakres metodyki będzie wykładany? Metody skutecznego nauczania konwencji blokujących? Formy doskonalenia techniki impasowania? Testowanie wiedzy i umiejętności podopiecznych? Trening zwiększania szybkości podejmowania decyzji przy budowaniu planu gry?
Jakie materiały szkoleniowe należy ze sobą zabrać, a jakie otrzymają kursanci. Pytania można mnożyć. Bo przecież nikt nie uwierzy w to, iż prawdziwi fachowcy brydża będą wykładać dowolne tematy. Oczywiście będzie to bardzo wartościowe, ale nie zawsze da się zastosować w podczas treningu. Dobrze by było, ukierunkować ich na tematy dydaktyczne i metodyczne.
Piotr Kaczorowski

Wist w kolor partnera


12.12.2007 21:37
Gdy uczyłem Jędrka brydża, jednej rzeczy nie był w stanie opanować - wyciągać wniosków z licytacji i wistować w kolor partnera. Wyobraź sobie, iż siedzisz na miejscu Jędrka i podnosisz takie o to karty:
6 4 2
A 8 7 6
K 9 3
W 9 3

Na drugim ręku zaczynam licytację 2, co jest odmianą konwencji ASTRO i obiecuję 4 Piki z boczną piątką lub 5 Pików z młodszą czwórką. Siła 4-9hcp, w tym co najmniej jedna szybka lewa. Z Twojej prawej solidne wejście 2BA, podniesione do trzech. W co wistujesz?










Już wiesz? Oczywiście pojawia się 4, bo grasz tak zwanym Wistem odmiennym. Jest to wist kładący. Moja ręka jest następująca:
A 10 9 8 3
3 2
10 8
A 7 6 2

Tymczasem Jędrek wylosował 3. Smutno mi się zrobiło, ale ma się takiego partnera, na jakiego się zasługuje. Przypomniało mi się inne rozdanie. Miałem na czwartym ręku następującą kartę:
=
A K 6 5 3 2
10 9 8 6 4 2
2

Wiele sobie obiecywałem po tym rozdaniu, miałem przecież tuzin czerwonych kart. Tymczasem z lewej nastąpiło 1, Jędrek wszedł 2, z prawej 3BA i zwątpiłem w sens tego rozdania. Spasowałem, nikt więcej nie miał też do powiedzenia i przyszło mi wistować. Ponieważ stosujemy konwencje 3/5, więc oddałem oczywisty wist 3, jednocześnie rejestrując ogromny grymas niezadowolenia na twarzy Jędrka. Znając jego tok rozumowania, uznał mnie za idiotę, który nie pamięta licytacji. Lewę wzięła jakaś mała karta rozgrywającego, po czym został zagrany trefl. Dołożyłem moją Dwójeczkę, co powinno być uznane za sygnał Smitha, czy markę zastępczą. Impas się nie udał i Jędrek zainkasował lewę na D. W co zawistował? Oczywiście w D, po czym mocno się zaczerwienił, gdy nie dołożyłem do koloru. Gdy przeciwnicy inkasowali jedenaście lew, obserwował, czy ma jeszcze Kiera. Długo go chował, ale w końcu go dojrzałem. Nic nie powiedziałem, dopiero gdy analizowaliśmy turniej, drążyłem temat w nieskończoność. Trzy razy pytałem, czy gramy potwierdzeniem wistu (wybrałem dla niego najprostszą nazwę konwencji). A potem pytałem, co mogła oznaczać moja 2. W końcu wydusił, iż to mówi, że jestem zadowolony z pierwszego wistu.
Mój wist wymagał niewielkiej pomocy partnera - druga D lub dwie blotki kierowe i boczne dojście. Cóż, to też było dla niego za trudne.
Ale najgorszy numer mi zrobił, także przeciw 3BA. Miałem rękę:
4 3
6 5
W 4 2
A K W 3 2

Przeciwko 3ba zawistowałem 2, co ewidentnie obiecuje 5 Trefli i jest jedynym kładącym wistem. Rozgrywający wziął Dziewiątką w stole i zagrał małe Karo. Oczywiście Jędrek nie wskoczył S i nie podegrał Trefla. A widział 2 Trefle w stole, więc miał kolor rozliczony.
Kiedy teraz tak sobie na to spokojnie patrzę, to widzę, iż wina mogła leżeć po mojej stronie - stosowałem nieskuteczne metody i formy nauki.
Piotr Kaczorowski

Konferencja szkoleniowa


11.12.2007 23:20
Zachęcam do udziału:

Polski Związek Brydża Sportowego organizuje w dniach 5-6 stycznia 2008r w Zajączkowie (pensjonat STARA LODOWNIA) Konferencję Szkoleniową dla: nauczycieli brydża, instruktorów i trenerów.

Koszt pobytu pokrywa PZBS, natomiast uczestnicy dojeżdżają na koszt własny. Dotyczy to wszystkich czynnych, aktualnie nauczających, działających i pracujących z młodzieżą nauczycieli, instruktorów i trenerów. Wszyscy pozostali są mile widziani ale koszt pobytu {150zł} pokrywają sami. Prosimy o skorzystanie z okazji, ponieważ wykłady prowadzić będą prawie w całości wybitne postaci polskiego brydza koledzy Krzysztof Martens i Krzysztof Jassem a także Przewodniczący Rady Trenerów Ryszard Kiełczewski. Każdy z uczestników otrzyma najnowszą książkę Krzysztofa Jassema Brydż dla samouków
Zgłoszenia (najlepiej poprzez Okręgowe Związki) a także prywatnie prosimy kierować do Biura PZBS tel.022 8272429, e-mail gres@pzbs.pl
lub do Janka Grygiera tel.061 2920929 kom.665755777
e-mail j.grygier@wp.pl

To bardzo cenna inicjatywa. Związek pokrywa koszty pobytu i szkolenia.
Piotr Kaczorowski

Brydż z Władkiem


10.12.2007 21:00
Władek zawsze grał impulsywnie. Nigdy nie odpuszczał, zawsze musiał wygrywać wszystko, co się dało. Lubił ze mną grać z powodu naszej przeszłości szachowej. Dziś mecz układał się źle, karta szła przeciwnikom, przegrywaliśmy, a już zbliżał się półmetek.
8
A 10 8 6 5
A W 10 4
9 6 3

Podniosłem niezłą kartę, ale nie taką, by ryzykować otwarcie. Władek nie lubił naciągania karty.Z prawej strony spasowano, podobnie po lewej po moim pasie. Władek otworzył więc na czwartym ręku 1BA. Ponieważ jak Władek rozgrywa, to nie krzyczy na mnie, więc właśnie szykowałem się, by dać transfer na kiery, kiedy niespodziewanie po prawej pojawiło się 2. Cóż to za cudo? Jeśli przedtem nie miał na to otwarcie, to skąd ma teraz? Ułożył sobie lepiej karty? Przeliczył ponownie punkty? A może się zagapił? W każdym razie jest to podlimitowy blok na szóstce pikowej. Od razu mam problem. Nie pamiętam, czy się na coś umawialiśmy, boję się pójść za wysoko, boję się nie zagrać końcówki. Ale szlemika być nie może, więc wrzucam ostro 4. Z lewej KONTRA, która do mnie dochodzi. Myślę, czuję gniew Władka. Ale kombinuję, że musi mieć jedno trzymanie kierowe, biorę pod uwagę zły stan meczu i ryzykuję - REKONTRA. Miło szaleć, kiedy czas po temu. Nikt nie miał na szczęście więcej do powiedzenia i za chwilę mogłem ocenić szanse.













A K 3
K 9 3
D 6 5 2
D W 7

10



8
A 10 8 6 5
A W 10 4
9 6 3

Nie jest to dziadek moich marzeń. Jest źle, ale nie beznadziejnie. Po prawej jest sześć pików z Damą i Waletem, czyli mało. Musi tam coś być, ale co? Popatrzym, co ma ma ten po lewej. Na kontrę musi być pewien czterech lew. Więc ma cztery - pięć kierów, oby tylko cztery z Damą i Waletem. I musi mieć Asa i Króla trefl, bo to są pewne lewy przed ręką, która otworzyła 1BA, więc to nie mogą być dwa Króle. Wniosek - po prawej jest K. Wiadomo też, że przeciwnicy maja po siedem kart w starszych kolorach, których rozkład znam, oraz po sześć kart w młodszych kolorach, którego rozkładu mogę się domyślać. Czemu nie zawistował AK, co dawało szansę na przebitkę? Bo ma tylko cztery Kiery! I na wszelki wypadek szuka lewy pikowej.
Biorę pierwszą lewę A i gram 3 do Asa. Uff, po prawej się pokazuje Siódemka, po lewej Dwójka. A więc atuty dzielą się 1-4. Teraz prosto - 5, z lewej Czwórka. Pewnie kładę Dziewiątkę, więc nie dziwi mnie 6 z prawej. Oddam już tylko jedną lewę atutową. Ściągam K, na którego pada Walet z lewej, następnie K, na którego wyrzucam Trefla. Teraz chwila prawda, z dziadka idzie D, która zostaje pokryta Królem z prawej. Do W obaj dodają, więc oddają tylko trzy ostatnie lewy.
Wszystkie ręce wyglądały następująco:













A K 3
K 9 3
D 6 5 2
D W 7
5 2
D W 4 2
8 3
A K 10 2

D W 9 7 6 4
7
K 9 7
8 5 4

8
A 10 8 6 5
A W 10 4
9 6 3

Wygraliśmy dużo impów. Władek mnie chwali. Ale kosztowało mnie to sporo nerwów. Niby udało mi się rozliczyć ręce przeciwników po pierwszym wiście, ale przecież też jestem omylny, a nie zawsze przeciwnicy licytują i wistują rzetelnie. Na uwagę zasługuje KONTRA na 4. Teoretycy brydża nazywają ją kontrą debila. Tak, zmusza ona rozgrywającego do nietypowego sposobu rozegrania koloru atutowego.
Jednakże w tym rozdaniu, przeciwnicy dali mi jeszcze drugą wskazówkę do takiej właśnie rozgrywki. Wejście blokiem 2 wskazało, iż po lewej może być więcej atutów i należy wykonać tak zwany impas bezpieczeństwa, czyli zagrać kiery tak, jak to zrobiłem. Na tym polega słabość bloków - znacznie ułatwiają rozgrywkę. I jeszcze jedna uwaga - blokować należy raz i maksymalnie szybko. W tym rozdaniu należało blokować już w pierwszym okrążeniu. Wtedy trudniej byłoby nam dojść do końcówki.
Piotr Kaczorowski

Brydż z Marysią


08.12.2007 11:11
Jakiś czas temu napisałem tekst, jak widzę partnerstwo, jak należy szanować partnera. I lubię, jak jestem podobnie traktowany. Nie mam problemów ze znalezieniem partnera gry, wręcz przeciwnie, brak czasu nie pozwala zagrać ze wszystkimi chętnymi. Czasem jest ich ponad 12.000. Najczęściej moimi partnerami są Kobiety, które kochają naszą grę. Gra się nam przyjemnie, sympatycznie. Czasami omawiamy rozegrane rozdania, czasami nie... Dzielimy się wrażeniami. Czasami włos mi się jeży. Ale nie robię publicznie uwag.
Raz wysłałem moją Partnerkę do Canossy. Grałem z uroczą Marysią. Ale tak delikatnie. Mając 15 PC na równym, otworzyłem 1BA, za chwilę grałem 3BA na 22 oczkach. Nie wierzyłem własnym oczom. Widziałem, iż mam szansę na 7 lew. Zacząłem grać, wszystko jakoś się ułożyło, wziąłem 10. Ale nerwy miałem zszarpane, więc musiałem jakoś odreagować. Poprosiłem Marysię, aby mi skomentowała swoje wrażenia.
Oto ten tekst, ale nie mówcie Jej, bo jak się dowie, to mnie udusi.
Nie umiem odtworzyć co do karty tego rozdania - bo nie potrafię zajrzeć do zapisów rozdań - nie wiem, gdzie to jest na BBO mogę tak dokładnie, ale mogę opowiedzieć Ci swoje wrażenia. Staymana zadałam z nadzieją, że jak masz kiery lub piki to spasuje - żeby grać nawet na siedmiu atutach. Jak usłyszałam 2 nie chciałam pasować, ale liczyłam, ze to Ty raczej spasujesz na 2 NT. Jak zobaczyłam siłę naszych połączonych rąk - to ręce mi opadły i pobiegłam do kuchni zrobić sobie herbatę, klnąc swoją swawolę licytacyjną.
Wróciłam po trzech lewach i zobaczyłam, jak ładnie składasz wszystkie szanse - a Piatnik Ci sprzyja; i to było super - bo gdy grałeś do damy trefl, to już widziałam ze kontrakt nagle zaczął być całkiem sensowny. I na tym polega uroda brydża.
Wszystkiego dobrego na Nowy Rok.

Cóż, komentarz zbyteczny...
Życzę wszystkim, by mieli tak sympatycznych partnerów do gry, jakich ja mam, co uważam za wielkie szczęście.
Piotr Kaczorowski

Brydż z czempionem


07.12.2007 12:20
Gdy szedłem do stolika, nogi się pode mną ugieły. Przy stoliku czekał Czempion z Olańskim. Otaczał ich wianuszek kibiców, którzy łącznie mieli więcej niż 100 WK. Wśród nich promieniował sam Cezary Balicki. Kładę karty konwencyjne ze wściekłym Kaczorkiem, Czempion kiwa głowa i mówi pewnym głosem, tak znamy to. W pierwszym rozdaniu otwieram 2, co obiecuję 4 Kara i siłę 0-7 oczek. Czempion pewnie dochodzi do 3ba, które jako jedyny w sali przegrywa, bo miałem piątego W i czwartego AW97, czego nie uwzględnił w rozgrywce. Gdy przechodzi sędzia, Czempion nerwowo pyta, Panie sędzio, czy można grać takim systemem?. Sędzia odpowiada, niestety ale można. Mądrze się i krytykuję rozgrywkę, co rozsierdza Czempiona, ale broni go Balicki. Zapisujemy wynik i sięgamy po karty drugiego rozdania, napięcie jest ogromne.
A D 8 3
K 10 9 6 5 3
K 9 4
=

Dostałem całkiem niezłą rękę. Ledwo ułożyłem karty Czempion otworzył 1. Zrobiło mi się smutno, bo moje piki nagle zrobiły się bardziej czarne. Jędrek szybko położył 2. Olański spasował. Spokojnie kładę 2, Czempion niespokojnie pasuje, a ten furiat z przeciwka kładzie 4. Ciemno mi się zrobiło przed oczymia.Albo chce mnie utopić, albo wierzy w moją rozgrywkę. Nikt więcej nie miał nic do dodania, więc Czempion błyskawicznie zawistował i mogłem zobaczyć dziadka.













W
D 8
A 10 7 6
A 7 6 5 4 3

D



A D 8 3
K 10 9 6 5 3
K 9 4
=

Nie jest źle, 10 lew jest raczej pewne. Trzeba szukać jedenastej. Analizuję wist, wiem, iż obiecuje W. Po trzech sekundach już wiem, jak to rozegram. Ale ponieważ kocham cyrk, to już proszę Czempiona o pokazanie karty konwencyjnej. Jędrek, który mnie zna, wie, iż świruję na maksa i z trudem tłumi swój gniew. Przy stole grobowa cisza. Czempion wyciągając z tylnej kieszeni pomiętą kartkę, pyta mnie. Po co Panu karta konwencyjna? Jędrek ciężko oddycha. Mówię skromnie. Nie mogę Panu powiedzieć po co, ponieważ mógłby Pan się domyśleć moich intencji. Cisza się pogłębia. Po dwóch sekundach, oddaję karty, mówiąc dziękuję. Gdy Czempion mówi proszę, zagrywam małego Pika z ręki. Czempion natychmiast Czwórkę, Olański Dziesiątką. Walet wziął! Zamurowało mnie! Zamurowało Czempiona, Jędrka, Olańskiego, Balickiego. Zamurowało całe WK>=100. Tego się nikt nie spodziewał. Teraz gra jest już prosta. A, na którego leci Pik, Trefl przebity w ręku, A, D, przebita w stole i w końcu D. Jeszcze mam szansę na dwunastą lewę, gdy będzie drugi W, ale nie jest, więc biorę tylko 11.
Całe rozdanie jest następujące:













W
D 8
A 10 7 6
A 7 6 5 4 3
K 7 6 5 4
A 4
D W
K 10 8 2

10 9 2
W 7 2
8 5 3 2
D W 9

A D 8 3
K 10 9 6 5 3
K 9 4
=

O dziwo, dało to nam 88%. W grobowej ciszy opuściliśmy stolik. Nikt nie chciał się odezwać, bo chyba bał się Czempiona. Dopiero, gdy zaczęła się następna runda, Czempion się uśmiechnął i coś powiedział.
Miesiąc później wracałem z turniej przy ulicy księdza Kłopotowskiego, usłyszałem, jak ktoś krzyczy Kaczor. Udałem, nie słyszę, a tu ponownie Kaczor. To był Czempion, który chciał mnie podwieźć do domu. Zrobiło mi się bardzo miło. Jędrek długo dochodził do siebie po tym wydarzeniu, pogratulował mi rozgrywki już po jedenastu miesiącach, nazywając ją blefową. Tym razem udało mi się wytłumaczyć, iż to była optymalna rozgrywka. Gdy W by się nie utrzymał, to nie musiałbym przebijać pików i wyimpasowałbym W, co też dawało 11 lew.
Piotr Kaczorowski

Co myślę o Orce?


06.12.2007 20:58
Myślałem, iż to ja opracowałem ten system we współpracy z Jędrkiem, ale on nawet nie nauczył sie mojego nazwiska. Może jest za długie, może swobodnie pamięta tylko dwie sylaby.
Prawdą jest, iż Jędrek nie wyznaje się na polityce systemowej, na zgodności z nią w pełni polegał na mnie. To ja proponowałem kolejne systemy. Szukałem takiego, którego Jędrek się nauczy i zaakceptuje. Graliśmy i Lambdą, i ATOSem, i wściekłym Kaczorkiem do gry na maksy. Śmiesznie, iż tym ostatnim systemem zajęliśmy kiedyś drugie miejsce w silnie obsadzonym turnieju na impy. Żeby było śmieszniej, myślałem iż gramy na zapis maksymalny, dopiero w osiemnastym rozdaniu zorientowałem się, iż to turniej na impy.
To ja wymusiłem otwieranie na wysokości jednego z czwórek. Jednakże pomysłem Jędrka było stosowanie konwencji Canape, czyli możliwości posiadania koloru dłuższego od koloru otwarcia. To także ja zaproponowałem otwarcia w stylu ASTRO:
2 = dwukolorówka z Kierami, kiedy drugim kolorem są piki, to Pików jest 5, a Kierów - 4.
2 = dwukolorówka z Pikami, kiedy drugim kolorem są Kiery, to Pików jest 4, a Kierów - 5.
Prawdą jest, iż przeciwnicy mieli problemy z licytacją, iż faulowali, iż ciągle pytali i pytali bez sensu. Nie wiedziałem, iż stosuję algorytmy Wirgrena.
I chociaż to ja wymyśliłem nazwę ORKA, to nie lubiłem nią grać.
Piotr Kaczorowski

Brydżowa ORKA


05.12.2007 20:19
Jędrek do mnie zadzwonił, pochwalił się, iż drukuje nasz wspólny system pod nazwą ORłowKAczorowski.
Następnie poprosił o adres elektroniczny, po czym przysłał coś takiego.

ORKA
System licytacji brydżowej opracowany przez Andrzeja Orłowa przy współpracy z Piotrem Koczorowskim.
ORKA jest kompilacyjnym brydżowym systemem licytacyjnym, którego założenia i treść wynikają z analizy dotychczasowego dorobku teorii i praktyki brydża, upodobań A. Orłowa, a przede wszystkim z konieczności dostosowania się i imperatywności działania wymuszającej wyciągniecie wniosków z następujących faktów:
1. Obecnie obowiązujących ograniczeń systemowych ( szkodliwych dla rozwoju brydża !!), w tym także zakazu zmiany systemu w zależności od założeń.
2. Zużycia taktycznego dotychczasowych rozwiązań np. otwarć słabych 2 st, 2 karo Multi lub Wilkosz, Flanery, 2nt 5-5 na młodszych, negatu prewencyjnego 1 karo w SSO lub w WJ (1t-1k).
3. Zmniejszenia liczby rozdań w meczach na 20-24 rozdań zamiast 32 lub więcej rozdań i ograniczania liczby rozdań w turniejach par do 26-28 w sesji.
4. Gry przy pomocy rozdań generowanych maszynowo i w sposób nieuprawniony retuszowanych przez sędziów, co powoduje niestatystyczność rozkładów często „gulaszowo” wręcz „dzikich’ i obniżoną skuteczność kalkulacji wg tabel prawdopodobieństwa wyliczonych dla rozkładów z rozdawania „ręcznego”.
5. Słabości teoretyczno taktycznej otwarć 1T od 15,16+PC na dowolnym lub PAS konstruktywny od 13+ PC na dowolnym, co umożliwia i prowokuje przeciwników do różnego rodzaju mniej lub bardziej skutecznych działań destrukcyjnych, w tym psychologicznych.
6. Coraz skuteczniejszego wykorzystywania ujawnionych „sztywnych” znaczeń zapowiedzi pomagającym przeciwnikom w rozgrywce, wiście i licytacji.
7.Postępie w rozwiązaniach konwencyjnych i taktycznych licytacji obustronnej oraz ponowne docenienie wielu rozwiązań systemowe klasycznych (np., 2nt 20-22PC, 1st z dobrej czwórki).
Orka jest kompromisem wobec ograniczeń systemowych, a realną możliwością zastosowania rozwiązań w użytkowej grze kilkanaście razy w miesiącu w różnych formach współzawodnictwa.
Systemem, który w pełni proponuje nową merytoryczna jakość jest ATOS – Alternatywno-transferowy system Orłowa - lecz ze względu na ograniczenia systemowe może on być stosowany wyłącznie w meczach wielorozdaniowych czyli kilkanaście razy w roku, co przy dużym nakładzie pracy niezbędnym dla jego opanowania powoduje, że z powodów racjonalnych winien być stosowany w rozgrywkach co najmniej od II ligi.
ORKA realizuje dyrektywę maksymalnej aktywności w najwcześniejszych fazach licytacji , m.in. poprzez podwyższenie poziomu licytacji, dopuszczalną przepisami alternatywność, eksploatowanie taktycznych możliwości niezrównoważonych układów w strefie 3-7 PC za honory i kodyfikację układów wysoce niezrównoważonych w innych strefach siły.Sekwencje licytacyjne zawierają (w zależności od oceny karty i sytuacji taktycznej) możliwości korzystania z co najmniej dwóch dróg prowadzenia licytacji oraz możliwości kamuflażu informacji, a także świadomego ustawiania kontraktów z „właściwej” ręki.
ORKA powoduje, że przeciwnicy mają do dyspozycji mniejszą przestrzeń licytacyjną, a wieloznaczność stosowanych rozwiązań, kamuflaż wartości i wyprzedzenia taktyczno-informacyjne, stwarzają im dodatkowe problemy i sytuacje niepewności. To będzie (oprócz zysków) powodować dużą ilość fauli przeciwników w postaci gry na namysł, nieuprawnione zapytania, itp.
Jeżeli chodzi o ocenę siły karty, to :
Zgodnie z wymogami i oczekiwaniami informujemy przeciwników o limitach w PC za honory !
Każda zapowiedź jest wyjściowo zlimitowana w siłowych punktach bazowych – LH, obliczanych wg klasycznej metody E. Culbertsona.
Dopiero po znalezieniu koloru sfitowanego (min 8 kartowego) stosujemy algorytmy A. Wirgrena do obliczania ilości lew wynikających nie tylko z przydatnej (!) siły w honorach, ale z potencjału układowego ( innego dla gry własnej -LW, innego dla gry przeciwników -LD).
Jest to metoda nowatorska i bardzo trudna i we wczesnej fazie opanowywania systemu ORKA winno się używać innych metod układowych oczywiście uzgodnionych z partnerem!
Modne Prawo lew łączonych stosujemy wyłącznie jako wskazówkę !
System Orka wymaga dyscypliny licytacyjnej jako fundamentu skutecznej gry, dobrej kondycji psychofizycznej, ale przede wszystkim akceptacji i upodobania do skomplikowanej licytacji Intelektualnej, czyli trudnej sztuki opartej na solidnym wyszkoleniu i erudycji brydżowej oraz wykonywaniu z stałym partnerem pracy - wielu „dojrzałych dyskusji i analiz”.

Powodzenia,
(Warszawa, styczeń 2007) Andrzej Orłow

Jutro to skomentuję.

Brydż na Cronixie


04.12.2007 22:41
Był kiedyś taki miły serwer Cronix. Szef tej firmy nosił moje imię i moje nazwisko. Nawet się u mnie reklamował.
A 10 4 3
W 10 3
9 8 6 5
7 6

Znowu podniosłem śmiecia. Humor poprawił mi przeciwnik z prawej, otwierając 1, może zagrają 4 ? Mam dobry wist kierowy na skrót atutowy. Pas z lewej mnie zmartwił, a wejście Partnera mnie zasmuciło. Przed dzisiejszą sesją pouczył mnie, iż wejścia i bloki mamy solidne. To miłe, ale ja mam mało solidne poparcie. Mój idol - Mike Lawrence (miałem nawet kiedyś taki nick) wchodzi cue-bidem Michaelsa od 8 do 21 PC. Nie znoszę tej konwencji. Mój ma 5 kierów i młodszą piątkę, ale którą? Pewnie treflową. Bo biednemu zawsze wiatr w oczy a słońce w plecy... Nie mógł, jak człowiek zalicytować 2 ? Teraz nie mogę pasować, muszę pokazać fit kierowy. Partner nie ma sumienia i podnosi do czterech. Piszę mu przemiłą formułkę Pow.P., ale widzę, iż to ja rozgrywam. Na domiar złego kontrakt grany jest ze złej ręki. Koszmarna konwencja ten Michaels. Partner znowu będzie na mnie krzyczał, że źle rozgrywałem. Sam niestety technicznie gra nienagannie i bardzo rzadko mogę odwdzięczyć mu się kąśliwymi uwagami.













D
A 6 5 4 2
K D
A K 8 5 2

8



A 10 4 3
W 10 3
9 8 6 5
7 6

Spodziewając się wistu pikowego, oglądam dziadka. Nie jest dobrze. Jednak ma trefle. Jego kara i piki mają małą wartość; jakże chętnie zamieniłbym też trzy figury na jednego króla kier.... Ech... Dobrze, ze nie dali kontry. Do oddania dwa kiery i As karo. Muszę wyrobić trefle, jak się dzielą 3-3, to wygram, ale znacznie częściej dzielą się 4-2. W co on zawistował? 8 ? Co to za wist? Powinien zawistować w pika z trzech powodów:
1.To kolor partnera, partner tam coś ma.
2.Na stole jest dwukolorówka 5-5, trzeba ściągać swoje lewy, bo może grozić wyrzutka przegrywających kart z ręki. Wist w pika pozwala poznać boczny kolor dziadka z utrzymaniem sie przy stole.
3.Dziadek nie ma wiele pików, można go skrócić, co może być korzystne, przy podziale kierów obrońców 4-1.
Wniosek 1. - Coś dziwnego jest z pikami.
Wniosek 2. - Kiery są 3-2 raczej z dublem po prawej, bo ma 5 pików.
Cóż to za wist w 8 ? Chyba z K87 ? Chyba tak. Puszczam kiera do ręki, as kier musi zostać na stole, do kontroli koloru. Z prawej K. Co znowu? Król miał być po lewej. Mając KD9 powinien położyć D, bo z sekwensu bijemy niższą kartą. A więc D jest po lewej? Dziwne. Zawistował spod trzeciej damy??? Cóż to za wist? Ściągnął A i zagrał pika. Znowu dziwne. Ze wszechmiar dziwne. Skąd wiedział, że nie puszczę pika do damy? Bo nie ma K ! Czemu wpuścił mnie do ręki? Żebym sobie radośnie zaimpasował damę atu. Teraz wszystko jasne, ich 17PC mogło sie dzielić 12-5 lub 13-4 (W nie może mieć 6PC, bo spasował na otwarcie). I to raczej 13-4 lub 14-3, bo z fitem pik i 5PC większość mówi 2 pik. Czyli po lewej, oprócz K, może być tylko jeden walet. Zagranie K miało na celu zmylenie mnie. Teraz wygram również, gdy W ma 4 trefle, a E dubla w tym kolorze. Następuje seria niespodzianek:
1.Trefle się dzielą.
2.W się poddaje.
3.Partner pisze tekst Ładnie. Zwykle takie słowa nie przechodzą mu przez gardło, pewnie wypij dzisiaj więcej piw i zrobił się bardziej spolegliwy.
Oto układ rąk.













D
A 6 5 4 2
K D
A K 8 5 2
K 6 2
9 8
W 7 4 3 2
4

W 9 8 7 4
K D 7
A 10
D W 3

A 10 4 3
W 10 3
9 8 6 5
7 6 3

Ten tekst napisałem kiedyś na Cronixie. I opublikowali go tam. I pochwalili mnie, że niby dowcipny. A ja przecież pisałem śmiertelnie poważnie.

Brydż z pierniczkiem


02.12.2007 20:43
Mówią na to pierniczek. Małe pudełeczko ze sztucznego tworzywa z małym ekranem i przyciskami. Ma jedyną wadę, ekran jest za mały i znaki mało kontrastowe. Poza tym, znakomite narzędzie do zbierania wyników rozdań i przekazywania ich do centralnego komputera. Stosunkowo proste w obsłudze, pasujące do każdego oprogramowania.
Dzięki niemu można natychmiast po rozegraniu ostatniego rozdania uzyskać aktualne wyniki. Niezbędne narzędzie do turniejów robionym barometrem. Ale też bardzo złośliwe. Niedawno grałem turniej z zasłonami i zawsze siadam tam, gdzie jest pierniczek. Ale raz przeciwnik przełożył na swoją stronę i gdy wpisał wynik, dał mojej partnerce do akceptacji. Szybko zaprotestowałem, ponieważ nie zna ona zapisu brydżowego. Pierniczek powędrował na naszą stronę zasłony i już pozostał. Gdy wróciłem do domu, przejrzałem w komputerze wyniki naszych poczynań i z wielkim zdziwieniem stwierdziłem, iż jeden wynik jest zapisany na przeciwną stronę. Właśnie z tego stolika, który opisałem. Naiwnie myślałem, iż to już koniec tej smutnej historii, aliści byłem w poważnym błędzie. Podczas następnego turnieju, spotkaliśmy się przy stoliku z tą samą sympatyczną parą. Tym razem nie było zasłon. Jeden z przeciwników wspomniał zdarzenie z odwrotnym wpisaniem wyniku. Jego partner i ja mieliśmy kwaśne miny, więc nie podjęliśmy tematu. A ten drążył i drążył. Mówił, jak to chwaliliśmy się umiejętnością obsługi pierniczków, jakie to proste, jak to się łatwo robi. Dręczył nas i dręczył, miał z tego dużą frajdę. Ja też bym miał na jego miejscu.

Brydż z kotkiem - drugie rozdanie


30.11.2007 00:48
Po pierwszym rozdaniu wiem, iż rozkłady mogą być dzikie, a przeciwnicy blefują nonstop Dostaję znakomitą kartę:
A 4 3
10 5
W
A K 10 9 6 5 2

Mam 8 lew więc będę licytował długo i namiętnie. Na razie zamierzam beznamiętnie powtarzać Trefle i czekać na kontrę. Spokojnie otwieram 1. Ten z lewej znowu myśli. Ciekawe nad czym? W końcu pasuje. Kotek szybko mówi 1, co mi się nawet podoba. Ten z prawej, po bardzo długim namyśle, wtacza się 2. Przecieram oczy ze zdumienia. Tak, to trefle. Nie alertował. Próbuję z niego coś wydobyć, a on po chamsku odpowiada, iż nie alertował. Koniec, kropka, ani słowa więcej. I co mam zrobić? Przecież wiem, iż on nie ma trefli. To co on ma? O co mu chodzi? Jeśli blefuje, to musi mieć jakiś kolor na odejście. Pewnie ma piki. Tylko ile? Nad czym myślał ten z lewej? Chyba trzeba poprzestać na 3ba. Na razie mówię 3 i modlę się, aby Kotek nie spasował. Ten z lewej znowu myśli. Jeśli nie miał wejścia w pierwszym okrążeniu, to teraz tym bardziej nie ma. W końcu pasuje, Kotek 4. Uff, ale co teraz? Chyba nie trzyma pików. Nie chce grać 3ba. Raczej nie ma czwórki pikowej. Przeciwnikom pozostają najwyżej 3 Trefle, czyli muszą mieć sporo Pików. Czemu ich nie licytują? Ten z lewej nie ma koloru pięciokartowego, więc prawdopodobnie ma skład 4441. Ten z prawej ma 5-6 Pików, raczej nawet 6, bo przecież oni są po partii. To Kotek ma najwyżej singla pikowego. Czyli przebije dwa piki, mam więc już 10 lew. Oni nie licytują, więc nie mogą być silni. Tym razem w talii jest tylko 30 oczek, co daje średnią 40 na rozdanie, czyli statystycznie w porządku. Kotek musi mieć trochę siły. Pytam o Asy 4BA, co znowu jest ryzykowne, bo nie umawialiśmy się, jak odpowiadamy. Zresztą nie lubię pytać o Asy, ale chcę zagrać wielkiego szlema. Tym razem szybki pas z lewej a Kotek mówi 5. Tego się można było spodziewać. 1430 czy 3014? Czy Kotek czuje moje rozterki? Raczej czuję, iż jest niepewny co do losu rozdania. Ale nie mam wyjścia, po długim namyśle z prawej, co może oznaczać lewę karową, muszę powiedzieć 6. Z lewej pada natychmiastowa KONTRA, ale nikt nie chce licytować dalej. Po długim namyśle, następuje wist, ukazuje się stolik.













=
A W 7 4 3
10 7 5 3 2
D W 8

K



A 4 3
10 5
W
A K 10 9 6 5 2 3

Przecieram oczy. Gdzie jest pół talii figur? Czemu oni nie licytowali? Sytuacja jest niezła, wszystko zależy od drugiej lewy. Z prawej zachęcająca czwórka. Modlę się, aby nie zagrali w Kiera. Trwa to trwa, więc długo się modlę. Chyba ostatnio mało grzeszyłem, ponieważ pojawia się 8. Z prawej As, co już nie ma wielkiego znaczenia. Teraz trzeba tylko dokładnie. Przebijam Ósemką atu 3, z lewej Dwójka, z prawej Piątka. Tym razem rzucają od dołu, co nic nie znaczy. Teraz 5 przebita Dziesiątką atutową. Z prawej Szóstka, z lewej Dziewiątka. Pokazuje im karty, by sobie policzyli, iż już im nie oddam lewy. Tym razem błyskawicznie akceptują, widząc iż za chwilę przebiję kolejnego Pika, Karo wysoko w ręku, zabiorę Trefle, przejdę A do stołu i na trzynaste Karo wyniosę Kiera.













=
A W 7 4 3
10 7 5 3 2
D W 8
10 7 6 2
D 9 8 6
K D 9 8
4

K D W 9 8 5
K 2
A 6 4
7 3

A 4 3
10 5
W
A K 10 9 6 5 2 3

Znowu wygraliśmy i prowadzimy w turnieju. Mamy 24 impy do przodu. Oni brali tylko 8 lew w Piki. Czy mogli o tym wiedzieć? Nie mogli. To z czego wynika ich wstrzemięźliwość? Czy mogli przewidzieć, iż skontruję ich kontrakt pikowy, zawistuję w W, potem dojdę A, wpuszczę Kotka kierem, przebiję Karo i genialnie zagram małym treflem, by przebić kolejne Karo? Raczej nie, przecież uważali mnie za jelenia, a nie za geniusza. A może wiedzieli? Eee, to nie jest możliwe, bo niby jak?
Odwrót kierowy w lewie drugiej zrywał komunikację, odbierał bezcenne dojście do stołu. Czułem, iż Kotek znowu mruczy radośnie.

Brydż z kotkiem - pierwsze rozdanie


29.11.2007 19:31
Wszedłem sobie na BB, a tu kotek do mnie miauczy. Przywitałem się i ani się obejrzałem, już graliśmy w turnieju. Nie lubię turniejów, bo albo się czeka, albo poganiają, albo przeciwnicy chcą wygrać za wszelką cenę. Ale gram, patrzę kątem oka, iż to nie maksy, tylko impy. Na szczęście licytujemy naturalnie. Dostaję przeciętną kartę:
A
K D 9 8 2
W 7 4
9 5 4 3

Gdy przeciwnik z prawej myśli długo, dziwię się. Nie umie policzyć punktów i kolorów? Przecież gra Ozorkiem, więc nie powinien mieć problemu. W końcu ukazuje się 1. Moja karta jeszcze bardziej mi się nie podoba, ponieważ mój As wypadnie w pierwszym okrążeniu pików. Nie lubię być pasywny, moje kiery nie są za gęste, w końcu się zbieram na odwagę i licytuję 2. Może to kosztować bardzo dużo. Z lewej znowu długi namysł i 4. Zastanawiam się, czy to jest z bilansu, czy blokujące, ale ten z lewej nie chce udzielić żadnej informacji. Za to Kotek nie ma problemu i natychmiast pojawia się 5. Bardzo bym chciał wiedzieć, czy to przepych, czy chęć wygrania końcówki. W rozdaniu naliczyłem już 55 oczek, więc chociaż cieszę się, iż będę rozgrywał. Ten z prawej znowu bardzo długo myśli, dostrzega nadwyżki w swojej karcie i podnosi do 5. Tego się nie spodziewałem. Moja ręka nie ma wielkiej wartości na ich grę, nie mam dobrego wistu, ale w końcu decyduję się na szaleńcze 6. Sama decyzja była szybka, dużo szybsza niż opowiadanie o niej. Nie dziwi mnie kontra z lewej, czuję olbrzymie niezadowolenie Kotka, ale takie są konsekwencje przypadkowego partnera - podwyższone ryzyko. Długo czekam na wist, aż w końcu ukazuje się stolik.













6 5
A W 10 7 6
A 10 9 6 5 3
=

9



A
K D 9 8 2
W 7 4
9 5 4 3

Jego widok mnie dziwi i bardzo cieszy. Dziękuję Kotkowi za otrzymane karty i myślę jak grać. Wist pewnie zmyłkowy, jak i licytacja i brak tłumaczenia, ale to nie ma znaczenia. Rozgrywka jest prosta, jedyny problem stanowi rozegranie kar. Jak się dzielą 2-2, to wygram grając Asem, co jest także skuteczne przy singlowej figurze. Jednak myślę, iż nie dzielą się równo, ponieważ po prawej powinno być 6 pików. Biorę pierwszą lewę Asem, z prawej Walet, co może wskazywać wartości treflowe. Ściągam dwa razy atu, zgrywając Asa i Waleta do Króla, żeby na wszelki wypadek mieć dodatkowe dojścia do ręki, gdy Kara podzielą się 4-0. Z prawej 2 Kiery, 3-5, z lewej dorzucona 3. A więc znowu zrzucają fałszywie. Ciekawe, czy chcą zmylić tylko mnie, czy również swego partnera? Po prawej jest więc tylko 5 kart w młodszych kolorach, więc trzeba impasować Kara.













6 5
A W 10 7 6
A 10 9 6 5 3
=
10 9 4 3
4
K 8 2
A D W 8 2

K D W 8 7 2
5 3
D
K 10 7 6

A
K D 9 8 2
W 7 4
9 5 4 3

Kotek mruczy radośnie. Szlemik na 19 oczkach! Wygraliśmy i prowadzimy w turnieju. Oni brali 10 lew w Piki. Wniosek - ufać Kotkowi, a nie przeciwnikom. Przecież ten drań z prawej myślał nawet z singlem karowym.

Nowy trener kadry mężczyzn


27.11.2007 23:35
Zarząd polskiego związku brydżowego wpadł na dziwny pomysł - ogłosił konkurs na trenera kadry męskiej. Ciekawe po co? Zażyczyli sobie podania sposobu selekcji i trenowania kadry. Śmieszne to niesamowicie. Wystarczy przecież wziąć od generalnego sponsora pieniądze dla graczy, które ich zachęcą do gry w drużynie narodowej. Należy ustanowić stypendia sportowe dla 8-10 członków kadry narodowej i bardzo wysokie nagrody za wyniki w mistrzostwach Europy i świata. Im wyższe miejsce, tym zdecydowanie większa nagrody, dla całej kadry, czyli również dla tych, którzy nie zagrają. I oczywiście dla trenera - selekcjonera.
Mamy wielu znakomitych brydżystów - starczy na dwie reprezentacje, które mogą zdobyć medale. Można zrobić tylko jedną dodatkową rzecz - przygotować ich kondycyjnie. Bo długi turniej brydża to olbrzymi wysiłek fizyczny, wymagający wytrzymałości - cechy motorycznej.
Oprócz stypendiów, sponsor ma opłacić koszty udziału w wielkich turniejach, przede wszystkim trzech mistrzostw USA oraz honoraria analityków, którzy opracują sposób gry przeciwko drużynowym USA, Włoch, Norwegii i być może Francji, Holandii, Brazylii.
I trzeba skończyć z debilnymi eliminacjami do kadry narodowej. Trener ma mieć wolną rękę, ma sobie wybrać taką drużynę, jaką chcę i ma odpowiadać - sukces = nagroda, porażka = dymisja. Wystarczy, iż zarząd prowadzi pozytywną politykę - opłaca udział w mistrzostwach Europy pierwszych trzech par z mistrzostw Polski. Tu demokracja jest jak najbardziej wskazana.

Brydż z wojną nerwów


26.11.2007 00:13
Są takie sytuacje, w których decydują nerwy. Trzeba ufać partnerowi i nie spieszyć się z licytacją. Trzeba czekać, aż on skontruje. To miła sytuacja, gdy strzelanie do przeciwników się rozpoczęło. Nie wolno pozwolić uciec im spod noża.
W 10 5
10 5 4
D W 2
A D 10 3

W tym Kaczorku nie mam otwarcia, więc pasuję i grzecznie czekam na rozwój wydarzeń. Z lewej przeciwnik mnie naśladuje. Werka otwiera forsująco 1, co obiecuje czwórkę kierową - taki podwójny transfer oraz siłę nawet do 37 oczek. Kiedyś naiwnie myślałem, że może być więcej, ale wybitny polski brydżysta pouczył mnie, iż przy 4 Asach, 4 Królach, 4 Damach, mieście się tylko jeden Walet. Trzeba z dużą pokorą czerpać z wiedzy Mistrzów. Z prawej KONTRA. Pasuję, wskazując wartości treflowe i przeciwnik z lewej musi licytować. Wybiera 1, co Werka kontruje, wskazując dobrą jakość swoich kierów. Z prawej 1, co pasuję, licząc na kontrę Partnerki. Ale Werka nie kontruje, ponieważ przeciwnik z lewej sam pokazuje niechęć do czarnego koloru i odchodzi w 1BA. Dochodzi to do mnie, więc kontruję, wskazując, iż mam górę pierwszego pasa. Nerwowość przeciwników wyraźnie wzrasta, następują dwa pasy i gdy myślę w co zawistować, z prawej pada REKONTRA. Oceniam, ją, jako SOS, niestety, nie mogę tej odzywki skontrować w celu podwojenia zapisu. Ożywa przeciwnik z lewej, zgłaszając 2, które chcę skontrować, ale mi to się nie udaje, ponieważ z prawej pada 2. Mam lewę atutową, więc znowu kontruję, ale już nikt nie ma nic do powiedzenia i muszę zawistować. Mam proste zadanie, nie mogę w młody kolor, gdyż nagram lewę, nie mogę w pika do pików, pozostają mi Kiery. Zwykle z wistujemy trzecią spod honoru, ale tym razem chcę coś podegrać w dziadku i nie boję się, jak Werka uzna, iż mam drugą Dziesiątkę. Wykładam 10 i pojawia się stół.














3
K 7 3 2
10 7 3
9 8 6 5 2



W 10 5
10 5 4
D W 2
A D 10 3

Stół mi się podoba, szczególnie puste trefle, co zwiększa wartość moich walorów w tym kolorze. Niespodziewanie biorę lewę, do której padają Dwójka, Ósemka, Szóstka. Dostałem wyraźną markę, więc ponawiam kiery. Werka bierze lewę W i widząc możliwość przebitek pikowych w dziadku, odwraca w atu. Znowu niespodziewanie biorę lewę W i gram trzeci raz kiera. Tym razem Dama Werki jest przebita małym atutem i pojawia się 6. Nie mogę grać w Karo, więc puszczam, Werka bierze Damą i ponownie gra w atu. Rozgrywający bije Asem, przebija pika w dziadku i gra trefla, po namyśle stawiając Waleta. Kątem oka notuję Czwórkę od Werki, co oznacza dubla. Gramy już w widne karty. Biję D, ściągam Asa, na którego spada oczekiwany K. Gram 10, która bierze lewę i wpuszczam Werkę pikiem. Powstaje dwukartowa końcówka.













=
A
8
=
=
K
=
9

K
=
K
=

=
=
D
3

Werka gra A, czym promuje mi lewę na D. +800 jest dobrym zapisem. Nasze potencjalne 3ba nie jest takie proste do gry. Cztery ręce wyglądały następująco:













A D 8 7
A D W 8
9 8 6
7 4
3
K 7 3 2
10 7 3
9 8 6 5 2

K 9 6 4 2
9 6
A K 5 4
K W

W 10 5
10 5 4
D W 2
A D 10 3

Werka jak zwykle zachowała stalowe nerwy. Specjalnie mnie to nie dziwi, ponieważ swego czasu grywaliśmy różnymi podejrzanymi wersjami otwarcia 1BA i musieliśmy zachować zimną krew, gdy przeciwnicy strzelali do nas. Gotowi byliśmy grać każdy kontrakt bez kontry, ale po kontrze licytowaliśmy wyżej lub stosowaliśmy rekontrę SOS.

Brydż maksymalny


25.11.2007 23:01
Wczoraj wieczorkiem zagrałem sobie porcję rozdanek z Werką. To bardzo ambitna kobieta, która lubi uzyskiwać maksymalne wyniki, żyłuje kartę na maksa, a czasem dodaje jedną nadwyżkę w nadziei na moją rozgrywkę. Założyłem słuchawki, włączyłem radio i zrelaksowany oddałem się ulubionej rozrywce. Szło nam dobrze, aż na pierwszym ręku otrzymałem taką skromną kartę.
A 10 7 6 2
6 5
D W 5
K D 7

Nie bardzo mi się podobała, bo mam sam dół forsującego otwarcia na pikach. Tak, otwarcie jest nielimitowane górą. I jeszcze marna jakość pików oraz zgrupowanie honorów w młodszych kolorach. Cóż, będę musiał licytować bardzo ostrożnie. Ależ byłem naiwny. Werka natychmiast zadała mi serię relayów i gdy zalicytowałem 3 zapadła w namysł. Wiedziała, iż mam skład 5233 i jednego Asa. Co ta sadystka kombinuje? Czemu nie uruchamia negatywnego skanowania moich dalszych wartości? Wreszcie pojawia się 5. Uff. Jest to inwit do szlemika, pytający mnie o nadwyżki ponad dół otwarcia. Kusi mnie, żeby podnieść, wszak to miło wygrać szlemika. Ale nie widzę niczego, więc po chwili wahania pasuję. Za chwilę pokazuje się wist i stół.













K D W 3
K 10 9 2
A 6
A W 9

D




A 10 7 6 2
6 5
D W 5
K D 7

Jak dobrze figury leżą, to można wziąć 12 lew, ale wist pokazuje, iż nie leżą dobrze. Lepiej było grać 4, albo chociaż z odwrotnej ręki. Teraz grozi oddanie 2 kierów i kara. Puszczam, licząc naiwnie na powtórzenie ataku. Jest to bezmyślne zagranie standardowe. Następują odwrót atutowy, odbieram zabawki, eliminuję trefle, kończąc w ręku i impasuję kiery Dziewiątką, którą pokrywa As. Powstaje końcówka:













K
K 10
A 6
=
=
W 8
8 7 4
=

=
4
K 10 9
8

A 10
=
D W 5
=

Biedny E został wpuszczony. Nie może wyjść w kolor czerwony, ponieważ wykonam pewny impas. Zagrał szarą Ósemką, na którą wyrzuciłem karo i przebiłem w stole. Na K poleciało kolejne Karo i już nie oddałem lewy.













K D W 3
K 10 9 2
A 6
A W 9
9 8 4
D W 8 3
8 7 4
10 4 3

5
A 7 4
K 10 9 3 2
8 6 5 2

A 10 7 6 2
6 5
D W 5
K D 7

Brydż znowu okazał się niesprawiedliwy. Wypuściłem pewny kontrakt w pierwszej lewie. Wygrywało położenie K,co zabezpieczało przed odwrotem kierowym oraz podegraniem A, a po ściągnięciu czarnych kolorów, zagranie małym kierem do stołu. Werka to na pewno widziała, ale nic nie mówiła, bo udało mi się wygrać. Muszę się jeszcze dużo uczyć.

Polityka systemowa nie chroni początkujących


23.11.2007 18:27
Zarządcy polskiego brydża wprowadzili ostre i mocno restrykcyjne ograniczenia systemowe. Nazwali to polityką systemową, promujące nowe koncepcje licytacyjne. W tym jest ziarno prawdy, ponieważ zakazy stymulują pomysły szukania dziur w zakazach i omijania ich.
Jest to kopia zakazów organizacji światowej i europejskiej. Jednakże jest istotna różnica - tam zalecanymi systemami są systemy z niewielką liczbą sztuczności. U nas - Ozorek. Propaganda mówi, iż ograniczenia systemowe mają chronić początkujących brydżystów. Jest to ewidentna nieprawda. Zakłada się bowiem, iż początkujący mogą grać jakimkolwiek prostym systemem, ale muszą perfekt znać Ozorka. A najcieńsza książeczka opisująca system, którym się od Łaby do Kamczatki, ma ponad sto stron, których zawartość trzeba wykuć na pamięć. I jeszcze trzeba znać podciągnięte pod Ozorek zasady alertowania.
W rzeczywistości polityka systemowa chroni Ozorkowców przed pomysłami początkujących brydżystów. Kiedy zagrałem z Tolkiem pierwsze dwa turnieje, mieliśmy prosty system, który najpierw sprzedawał siłę w dokładnością do 1.5 PC, a potem kolory-ekonomicznie od dołu. Czegoś prostszego, acz skutecznego nie można sobie wyobrazić. Przeciwnicy zachowywali się w większości bardzo tolerancyjnie, przychylnie i poinformowali nas, iż taka licytacja jest w Polsce zakazana, bowiem trzeba jednocześnie pokazywać i siłę i kolor. Znalazły się, niestety, cwaniaczki, które, nie mówiąc nam o tym, z każdą kartą pasowali na pierwszym ręku, w celu utopienia nas.
Polityka systemowa jest protezą, która chroni zawodników przed myśleniem i pracą analityczną. Dobry zawodnik jest gotowy do gry przeciw każdej konwencji, leń żąda zakazów. To tak, jakby w szachach zabronić zaczynania partii pionkiem hetmańskim, ponieważ początkujący mają grać debiuty otwarte. Tylko brakuje dziecka, które jak w bajce Nowe szaty dla króla, zakrzyknie - król jest nagi.

Brydż z dreszczykiem


21.11.2007 19:46
Są takie rozdania, które wywołują różne emocje. Zwykle wywołują je przeciwnicy, ale partner też może podnieść tętno.
Na pierwszym ręku podniosłem całkiem ładną rękę.
A D
A D W 6
D W 10 7
8 6 3

Liczę oczka, żeby Jędrek potem nie wrzeszczał, iż źle otworzyłem. 16. Równo 16. Od 17 otwieramy
1, ale tej ręki nie mogę podciągnąć pod to otwarcie. Na szczęście przeforsowałem otwieranie z czwórek, więc mam do wyboru otwarcia w oba czerwone kolory. Oba są od 11, ale karowe tylko do 14. Myli mi się coś. Kara od 11, a kiery od 9 PC. Ale Jędrek coś mówił, że jak mamy 15-16, to może być czwórka kierów. Po co on to mówił? Nie pamiętam. Ale umówiliśmy się na preferencje kolorów starszych, więc może potem nie pomyśli, iż mam 5 kar. Robię znak krzyża i wybieram 1, co znaczy od 9PC na czwórce, z wyłączeniem pewnych składów. Jak grać ostro to grać. Jędruś 2, co forsuje, od 11 i powinno być na piątce. Mam dobrą odzywkę 2, co też forsuje, ale obiecuje tylko 4 kara. Tak mi się wydaję, bo przecież licytujemy w stylu Canape, więc mogę mieć i 7 kar. Śmieszną odzywką było powtórzenie kierów, ponieważ by oznaczało, iż mam ten kolor powtarzalny. Z lewej budzi się przeciwnik i wtacza się 2. Czemu od razu nie blokował? Dziwne, pewnie na kolor kiepskiej jakości. Jędruś na swobodnej pozycji 3, co według mnie oznacza nadwyżkę, a według niego coś mętnego, nie pamiętam jego tłumaczenia. W każdym razie powinien mięć 5 trefli i 4 kara, więc mamy podwójny fit. Nie wiem, co grać, marnują mi się wartości kierowe, ale jedyną odzywką forsującą jest 3, co pokazuje wyraźnie, iż mam 15-16 i dwie czerwone czwórki, oraz może być zrozumiane, jako pytanie o trzymanie. Chociaż tego nigdy dokładnie nie omawialiśmy i różnie bywało. Przeciwnik z lewej nie wytrzymuje i kontruje. Znowu nie pamiętam odpowiedzi na kontrę, kiedy półtrzymanie, kiedy podwójne. Jędruś zdejmuje ten problem ze mnie, licytując 4. Dla mnie jest to kolejna nadwyżka, czyli conajmniej 16PC, przecież był na pozycji swobodnej. Przecież to nie może być cue bid, uzgadniający kiery. Liczę mu AK i AK to tylko 14 PC, musi mieć jeszcze coś. Już wiem, iż zagramy szlemika karowego (nie treflowego, bo ja jestem zastawiony pikami), ale chcę spróbować szlema. Pytam o Asy 4BA i po 5 doznaję szoku. Już wiem, iż coś zachachmęcił. Odpowiedział bowiem, iż ma dwa Asy i ani jednego Króla. A to drań! On wie, iż muszę mieć dwa Asy, więc mieszczą mi się tylko dwa Króle. Ale ponieważ szlemik już przesądzony, a sam nie mam Króla, daję kolejną odzywkę forsującą 5. Tli mi się nadzieja, iż może pokazał mi 0/3 Asy. Po dłuższej chwili wraca 6, co potwierdza moje najczarniejsze przewidywania. Przenoszę na 6, co kontruje przeciwnik z prawej. Ciekawe z jakiego powodu? Może to kontra karna, a może Teodora Lightnera.
Pojawia się wist i stół.













10 5 3
5
A 5 4 2
A D 10 5 4
K



A D
A D W 6
D W 10 7
8 6 3

Jest źle, ale nie beznadziejnie. Jedno, co wiem, iż to nie mogła być kontra wskazująca renons, bo ten po lewej musiałby mieć 8 pików, a wtedy inaczej by licytował. Więc musi mieć K. Będę musiał dwukrotnie impasować trefle i to może dać mi 12 lew. Wist jest dziwny, chyba W spodziewa się renonsu. Kładę Trójeczkę, z prawej wypada Walet, biorę Damą. Czyli po lewej było 7 pików z Królem, więc po prawej musi być sporo czerwonych kart i miejsca na trefle. Sukces podwójnego impasu trefl maleje. Na razie puszczam w koło D. Z lewej 3, z prawej 6. Co się dzieje? Czyżby stał impas karowy? Impasuję W i znowu udanie. Z prawej Ósemka, ale z lewy mały pik. Ki diabeł? Z prawej ostał się K9. Nie mogę ściągać atutów, nie mogę przebijać. Na razie spróbuję go skrócić. D. Obaj są czujni, z lewej najniższy pik, a z prawej najniższy kier. Albo rzucają od dołu, albo sygnalizują wartości w treflach, co w obu przypadkach nie ma sensu. Ale teraz nie potrzebuję już dwóch impasów treflowych. Impasuję trefle Damą, z lewej Dwójka, z prawej Siódemka. Król musi być po lewej. 10, wyrzucam zmyłkowo Ósemkę, z prawej mały kier. Znowu nie dał się skrócić. Impasuję D, udanie. Teraz już prosto. Obaj dokładają do A., więc skład jest jasny. Przebijam małego kiera w stole, odgrywam A, z lewej Walet. Mały trefl ze stołu promuję moją 10 na jedenastą lewę, As atu daje dwunastą. Uff. Końcowy manewr nazywa się en passant, co w szachach oznacza bicie w przelocie, w brydżu podobnie, chociaż Kelsey i Ottlik używają szerszego pojęcia z ucieczką z atutami i zastępczym kolorem atutowym. Tu była bardzo prosta forma, mam rozdanko grane na żywo, przeciwko arcymistrzom w dużo bardziej skomplikowanej formie. Niedługo je zaprezentuję.













10 5 3
5
A 5 4 2
A D 10 5 4
K 9 8 7 6 4 2
10 3
3
K W 2

W
K 9 8 7 4 2
K 9 8 6
9 7

A D
A D W 6
D W 10 7
8 6 3

Brydż okazał się niesprawiedliwy, można było prosto grać przez trefle. W widne wygrywa się po każdym wiście. A ja musiałem się porządnie spocić, żeby to wygrać.

Brydż dla ludzi bardzo bogatych i znanych


20.11.2007 23:34
Wczoraj odbył się tak zwany turniej przyjaciół brydża. Już szósty. Kiedyś się nazywał pikantną majówką. Do tej pory nie wiem, co tam było pikantnego. Od ktoś palnął jakąś głupotę. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Przyjaciele nie dopisali, niewielu ich przybyło. Opublikowano tylko połowę wyników, ponieważ panuje pogląd, iż nie wolno pokazać, kto nie umie grać w brydża i zajął jedno z ostatnich miejsc. Jest to kolejny przykład obłudy, sprzeczny z zasadą fair play, która mówi, iż nie jest ważne miejsce, nie jest ważne zwycięstwo, liczy się sam udział. Nie wiadomo, po co się utajnia wyniki, które potem będą opublikowane z Cezarze. Ale kto chce już wiedzieć, może sobie pooglądać obrazki. Fotografii zrobiono multum, ale też są wyłącznie dla wtajemniczonych, ponieważ zdjęcia nie są podpisane. Czy jest to możliwe, żeby wprowadzeni e podpisów pod fotografiami przekraczało możliwości twórcze autora strony związku? Przecież gotowe instrukcje można znaleźć w sieci.
Jaki jest sens tajnego przedsięwzięcia związku? Nie wiadomo. Jeśli to ma służyć propagowania naszej ulubionej gry, to powinno się odbywać przy otwartej kurtynie. Należy zaprosić media, kibiców, widzów. A nie chować się w mysiej dziurze.

Jedyna słuszna linia


19.11.2007 13:02
Szaleństwo brydżowe nie ma granic. Po bardzo długiej licytacji, trwającej prawie pięć okrążeń, doszliśmy do kontraktu 3 bez atu. Bez wielkich nadziei, czekałem na pokazanie się dziadka.












9 3
D 10 4
A 9 5
K 8 7 4 3
2



A K
A W 9 7
W 7 4 2
D 6 2

Sytuacja jest beznadziejna. Górnych lew jest tylko cztery, piątą można zyskać w treflach, jest szansa na dodatkowe lewy w kierach, gdy uda się impas Króla. Niestety, jest tylko jedno przejście do stołu, więc nie uda się wszystkiego zrobić.
W sytuacji beznadziejnej, trzeba poszukać jedynego układu, który daje szansę wygrać rozdanie, lub wpaść najniżej. Analiza pierwszego wistu wskazuje, po lewej są 4 piki, a po prawej - pięć. Trzeba szukać czterech lew w treflach, więc zagrać na drugiego Asa. Większa szansa jest na to po prawej, ale problemy komunikacyjne nie pozwalają na to. Dodatkowo pierwszy wist uderzył nas w piki, co wytrąciło nam bezcenne zatrzymanie. Pozostaje zagranie małego trefla do stołu, zamykamy oczy i odmawiamy krótką modlitwę. Z lewej 10, co daje nam nadzieję i kładziemy K, odmawiając kolejną modlitwę. Wziął! Więc As powinien być z lewej. Puszczamy trefla w koło, zamykamy oczy i odmawiamy kolejną modlitwę. Została wysłuchana, ponieważ pojawił się A i kolejny pik. Bierzemy w ręku, odblokowujemy się D i przechodzimy do stołu A i ciągniemy dwie forty treflowe, obserwując zrzutki. Z lewej spadły trzy kiery, z prawej dwa kara. Ponieważ wist pikowy wskazuje, iż kiery W nie są dłuższe od pików, to w jego ręce znajdują się obecnie dwa piki, kier i dwa kara. Wątpliwe, aby był to wysinglowy K, raczej jest to blotka i mariasz karo. Natomiast po prawej zostały trzy piki i drugi K. Dysponujemy więc D, spada Król i zasłużenie inkasujemy dwie nadróbki.













9 3
D 10 4
A 9 5
K 8 7 4 3
D 8 7 2
8 6 3 2
K D 6
A 10

W 10 6 5 4
K 5
10 8 3
W 9 5

A K
A W 9 7
W 7 4 2
D 6 2

Kiedy widzi się cztery ręce, też nie jest łatwo dostrzec drogę do wygranej. 11 lew gwarantuje znakomity zapis.

Brydżowy ranking


17.11.2007 20:38
WK to podstawa brydża. Na wysokie WK to można nawet poderwać panienką, czym wyższe WK, tym łatwiej i tym atrakcyjniejszą. Za tych kilka WK... WK nie oddaje siły gry. To znaczy można wskazać kilku graczy z tym samym WK i łatwo wykazać spore różnice w umiejętnościach i wynikach. To może liczyć PKLe? Też nie. Czas pracuje na ich liczbę. Można powstrzymać kumulację, wprowadzając proste poprawki.
1.Co rok każdy traci 10% wszystkich punktów. Proste do realizacji komputerowo. Wbrew pozorom, po dziesięciu latach nie traci się wszystkich punktów. Jednakże punkty zdobyte w ostatnich latach mają większą moc. Żeby utrzymać swoją zdobycz, trzeba co rok zdobywać 10% swoich punktów. 10% wzięte jest z powietrza, równie dobre może być 12%, 13%, 15%. Zawodnicy posiadają WK przed redukcją. Można wprowadzić zapis, iż liczy się bieżące WK lub maksymalne.
2.Zawodnik ma 100% punktów zdobytych w roku poprzedniem, 90% sprzed 2 lat, 80% sprzed 3 lat, ..., 10% sprzed 10 lat. Reszta uwag taka sama jak w punkcie 1.
Oba pomysły można wprowadzić z marszu, nie zmieniając innych przepisów klasyfikacyjnych. Można wymyślić także podobne rozwiązania. Takie zmiany spowodują, iż do oceny siły gry nie będą wliczane osiągnięcia sprzed 10 i więcej lat.
Osobna sprawa to niezaliczanie punktów osobom, które nie mają zapłaconych składek. Jest to błąd. Są one już skubnięte finansowo, ponieważ płacą wyższe wpisowe. Jeśli zaliczy im się punkty, większość z nich zachęci się do opłacenia składki. Natomiast tytuły daje się wyłącznie osobom, które płacą składki.
I jeszcze sama składka. Warto podzielić ją na dwie części - obowiązkową i dobrowolną, która będzie zniżkową prenumeratą Świata brydża. Wtedy będzie plebiscyt, czy pismo jest dobre czy złe, a redaktorzy będą mogli walczyć o czytelnika. Obecnie miesięcznik nie służy kontaktowi zarządu z graczami, ponieważ nie przekazuje żadnych informacji poza zdjęciami i bałwochwalczymi tekstami propagandowymi. Nie zawiera szczegółowego kalendarza, brak wyników imprez, regulaminów, komentarzy polityki systemowej i przepisów gry.

Czytanie zakrytych rąk


16.11.2007 20:44
Brydż z Jędrkiem przysparza emocji, ale rzadko nam się zdarzało nie zagrać szlemika, który idzie. Nawet, gdy Jędrek przeszkadzał jak mógł, trudno mnie było powstrzymać. Graliśmy rozdanie numer 23, co jest szczęśliwą dla mnie liczbą. Dostałem całkiem ładną rękę:
A 7
A K W 8 7
K W 9 8 4
A

Normalnie w Kaczorku otworzyłbym forsująco na kierach, ale tu system dawał mi możliwość zastosowania wieloznacznego 1, który zawierał wariant silny. Jędrek odpowiada 1, co mi sie nie podoba, ponieważ oznacza siłę 6-14 (dobrze, że nie 0-13, jak drzewiej bywało) i 3+ piki, co mnie smuci, ponieważ oznacza kiery krótsze od pików, czyli najwyżej trzy. Na razie mam prostą odzywkę 1BA, która określa tylko siłę 14+. Cieszę się, że mi coś pokaże, to go kilka razy sforsuję i poszukam fitu. Ale ten drań wybiera 3BA, co oznacza górę siły i skład równy. Domyślnie czuję, iż mam sfitowane dwa czerwone kolory i muszę zdecydować, czy grać szlema czy tylko szlemika. 33 oczka to dosyć, na szczęście mój partner nie wie, iż mam pół talii siły, więc uczciwie pokaże, czy ma Asa, czy go nie ma. Mam na to pewną odzywkę 4, która pyta o Asy. To jedyne, czego jestem pewien z naszego systemu i pierwsze, czego się nauczyłem. Pytamy po staroświecku o 4 Asy. 4 to mnie ucieszyło i powiedziałem radośnie 7, bo wyszło mi, iż musi mieć jedną czerwoną Damę i ze dwa Króle. Przecież kiedyś mi tłumaczył, iż na zalicytowanie BA musi mieć wszędzie po trochu. Poczułem, iż coś jest nie tak, potem nastąpił długi namysł i pojawiło się 7BA. Już wiedziałem, iż pojawi się w dziadku inna karta niż ta, której się spodziewałem. Ciekaw byłem, czy brakuje mu czegoś w kierach, bo zrozumiał, iż sprzedał mi tam wartości, których nie ma, czy po prostu chce mnie ukarać za złą licytację. Przeciwnicy nie skontrowali, co mnie ucieszyło, pojawił się wist i stolik.












K 9 2
9 3
A 6
K D W 9 7 4
3



A 7
A K W 8 7
K W 9 8 4
A

Liczyłem na wist karowy. To by mi rozwiązało problem. Jędrek trochę się zrehabilitował, mając robocze trefle, które nie powinny się źle dzielić, a nawet pozostaje szansa trafienia czerwonej Damy. Zakładając, iż trefle dobrze się dzielą, mam 12 górnych lew. Trzynastą można wziąć impasując czerwoną Damę. Jak trafię, to mnie nie pochwali (bo i po co?), jak nie trafię, to będzie na mnie psy wieszał. I jeszcze pytanie, czy impasować, czy grać górą? Można raz górą, a potem impas. Ale który kolor pociągnąć z góry? Nie można zrobić UNDO, a poza tym, ja nie gram w cofane.
Najpierw analiza pierwszego wistu. Ewidentnie jest to czwarta najlepsza, więc piki dzielą się 4-4. Daje to po 9 miejsc na pozostałe kolory, więc rozkłady nie powinny być dzikie. Przychodzi mi do głowy połączenie szans, czyli ustawienie przymusu złożonego (Love), zwanego też sześciokrotnym. Dodatkowo na końcu mogę wykonać kontrolowany impas. Starannie zagrywam Dwójką, zachowując Dziewiątkę jako obustronną groźbę. Z prawej Ósemka, co oznacza, iż po prawej jest jeszcze 10 i figura.
Odblokowuję A, obserwując, iż rzucają na nieparzyste, co mnie cieszy. Ściągam A, żeby sprawdzić czy nie ma singlowej Damy, ale to przy okazji. Odgrywam w celu uniknięcia niejednoznaczności w końcówce. Rzucają znowu na nieparzyste, albo tak jest, albo jeden oszukuje a drugi ma dubla z honorem. Przechodzą do stołu A i znowu Dama się nie pojawia, i znowu rzucają tak samo jak w kierach i wyciągam analogiczne wnioski. Ściągam dwa trefle i widzę, iż coś sobie sygnalizują, ale nie mogę im ufać. Obaj dokładają, a ja wyrzucam po karze i po kierze.
Bardzo ważna lewa W. Z prawej mały pik, co może oznaczać iż jest to ostatnia swobodna karta i potwierdza posiadanie figury z 10. Z lewej mały kier, co oznacza 4 kiery po lewej i tylko 2 kara. Kolejny trefl, który musi dać mi pełną informację.
Sytuacja jest następująca, czuję przez komputer jak serce Jędrka wali 144 uderzenia na minutę.












K 9
9
6
7
D/W 6
D/10 6
D/10
=
D/W 10
D/10
D/10 7
=

7
K W
K W
=

Teraz trzeba się wykazać precyzją sapera, bo bomba już cyka. Jednakże szlem już jest wygrany. Powstaje przymus typu O w ograniczonej formie, który potem przechodzi w PSL. Muszę ściągnąć lewę w czerwonym kolorze, wrócić pikiem do stołu i odegrać trefla. Ponieważ chcę się dowiedzieć chociaż o położeniu jednej czerwonej Damy, muszę odegrać K. Z prawej Siódemka, z lewej Dziesiątka. Uff, wygrywał impas karowy. Teraz pikiem do stołu i sytuacja jest klarowna.












9
9
=
7
D/W
D/10 6
=
=
D/W
D/10
D
=

=
K W
W
=

E jest w przymusie. Wyrzucił D, co skończyło grę. Tak samo się działo po wyrzuceniu D. Mógł wyrzucić figurę pikową, na co ja bym pozbył zbędnego już W. Teraz w przymusie jest W. Nie może wyrzucić pika, bo wezmę lewę na Dziewiątkę. Wyrzuca małego kiera, na co gram kiery górą, bo wiem, iż honory (D i 10) są rozdzielone.

Pokażę wszystkie 4 ręce.












K 9 2
9 3
A 6
K D W 9 7 4
W 6 4 3
10 6 5 4
10 3
10 5 2
D 10 8 5
D 2
D 7 5 2
8 6 3

A 7
A K W 8 7
K W 9 8 4
A

Brydż nie jest sprawiedliwy, bo wygrywały oba impasy oraz spadała D. Więc szlema wygra każdy. Jędrek też nie był zadowolony z mojej rozgrywki, chyba była dla nie go za bardzo skomplikowana.

Ozorek nie jest taki zły


14.11.2007 22:59
Ktoś mógłby pomyśleć, iż Ozorek jest złym systemem. Nie jest złym, ma wiele pożytecznych mechanizmów w dochodzeniu do końcówki. Ma też swoje wady. Często można zaobserwować, jak Ozorkowcy przed zalicytowaniem patrzą zamyśleni w sufit. W ten sposób, przypominają sobie stosowną sekwencję. I to jest moim zdaniem podstawowa wada systemu - oparty jest na ściśle określonych sekwencjach. Inaczej mówiąc, jest systemem pamięciowym. Ja wolę grać systemem naturalnym, bazującym na kilku regułach i systemie wnioskowania pozytywnego i negatywnego. Jednakże wymaga to ciągłego myślenia, co nie wszyscy lubią, ponieważ myślenie męczy.
W systemach naturalnych, trzeba cały czas pamiętać o tym, w jaki sposób partner widzi naszą ręką i szukać sposobów jak najbardziej dokładnego precyzowania jej zawartości. System naturalny wymaga długiej praktyki, natomiast Ozorka można nauczyć się na pamięć. Właśnie początkujący brydżyści na początku swojej kariery powinni licytować naturalnie. Naturalnie, to znaczy otwierać na wysokości jednego w najdłuższy kolor, czyli czasem czterokartowy. Natomiast otwarcia dwa w kolor powinny być silne. Od razu nasuwa mi się angielski system ACOL, który spełnia te wymagania. Bardzo dobrze mi się zawsze grało Kaczorkiem acolopodobnym. Tym systemem licytowałem długo, uzyskałem nim rekordowy wynik 67% w warszawskich eliminacjach MPP, a grałem wtedy z kobietą.
Wyższość Ozorka nad naturalnymi systemami widoczna jest w rozgrywkach juniorów. Nasza młodzież lekutko bije innostranców, ponieważ ma narzędzie dopadania prawidłowych końcówek. Jednakże jest to brydż pamięciowy i tylko nieliczni juniorzy awansują do krajowej czołówki seniorów. Tylko ci, którzy potem wykonają ciężką pracę.
Ozorków jest wiele, tyle, ile osób nim grających. I to jest prawdziwy problem. Nikt nie gra już standardem opracowanym pół wieku temu przez Henryka Niedźwieckiego, a szkoda, bo to był dobry, kompletny, spójny system. Potem tylko go psuto, psuto, psuto. Ale o tym innym razem.

BTW.Pozdrawiam ciepło Czytelnika z WK=7, przeciwko któremu udało mi się 3 dni temu minimalnie wygrać stół.

Kradzione nie tuczy


13.11.2007 22:47
Grałem w turnieju niepodległości na Bielanach. Miło było, ale trafiliśmy na parę

Andrzej Borewicz (CEZAR 06516 PZBS)
Halina Borewicz (CEZAR 06517 PZBS)
.

Oboje mają po WK=7. Andrzej Borewicz z ręką

A 4 3 6 2 A W 10 9 3 A 10 7

otworzył 1. Moja partnerka weszła 1 . Teraz Halina Borewicz, spojrzała groźnie na męża, uderzyła dłonią w zieloną karteczkę z napisem PASS, przeniosła ją w bok i wyciągnęła czerwoną karteczkę z kontrą. Spasowałem, równie szybko Andrzej Borewicz i po chwili moja partnerka. Jako dziadek spokojnie poczekałem do końca rozdania i zapytałem LHO, jak zrozumiał kontrę partnerki. Odpowiedział szybko karna. Nie mogłem skorzystać z kodeksu honorowego Bohdziewicza, ponieważ nie noszę przy sobie broni palnej. Poprosiłem sędziego i nawet udało mi się opowiedzieć przebieg wydarzeń, chociaż przeciwnicy utrudniali mi, jak mogli. Maciej Czajkowski zadał Borewiczowi pytanie o znaczenie kontry. Tym razem odpowiedź brzmiała siłowa od 13pc. Po chwili została zmieniona na negatywna z czwórką pików. Niestety, sędzia zapomniał o nas i nie poinformował nas o swojej decyzji, natomiast w protokole pojawiło się -11.00.
Przepisy brydża zakazują ukrywania przed nami, iż dotknięcie pasa nakazuje partnerowi pasować bez względu na kartę i jednocześnie oznacza silną zacinkę atutową. Gdybym o tym wiedział, dałbym rekontrę lub zalicytował 2, którego dawało wynik -800 czyli maksa.
A teraz na poważnie. Przeciwnicy wykonali ordynarny kant. I powinni być za to surowo ukarani. Mieli już rozmowy ostrzegawcze, ale jakoś to nie pomaga. Jednakże są marnymi oszustami i kiepsko wyszkolonymi zawodnikami. Alwin Roth, który w 1959 roku wymyślił kontrę sputnik, zwaną negatywną, uczył jak karać przeciwników uczciwie za ryzykowne wejścia. Zawodniczka powinna dwa razy spasować. Najpierw wyczekująco, wciągająco i drugi raz, ukarniając kontrę wznawiającą partnera. Ale wtedy moglibyśmy odejść w trefle, co było niemożliwe przy oszustwie kanciarzy. Przypomniałem sobie, jak oszustka zagrała w turnieju sędziowanym przez oszusta. Zajęła ostatnie miejsce. Potem w tabeli wyników pojawił się niezarejestrowany osobnik Nowak. A tego numeru to już zupełnie nie rozumiem.

Brydż a matematyka


11.11.2007 13:28
Panuje powszechny pogląd, iż brydżyści są dobrymi matematykami. Może i są, ale musimy liczyć w zakresie do 13. Nawet rachunek prawdopodobieństwa wykorzystywany jest w wąskim zakresie i wyłącznie w sytuacjach, w których nie mamy żadnych dodatkowych informacji z licytacji, wistu czy dotychczasowego przebiegu gry. Wystarczy pamiętać kilka prawdopodobieństw podziału koloru u przeciwnika i kilka prostych zasad. Znacznie ważniejsze jest wyciąganie logicznych wniosków. A te cechy są typowe dla różnych zawodów, jak analityk, lekarz, nauczyciel, ekonomista, magazynier, rolnik, krawcowa, szewc, ogrodnik itd.itp.
Brydż jest prostą grą. Wymaga koncentracji i pracy przy stoliku. Trzeba być skupionym, wyciągać wnioski, trzeźwo oceniać sytuację w rozdaniu, nie tracić spokoju ducha. Lenie, którym nie chce się pamiętać jakie karty zeszły, ani oceniać sytuacji oraz ustalać planu gry, przegrywają.

Szlem jest solą brydża


10.11.2007 20:37
Nic tak nie jest przyjemne, jak wygranie wylicytowanego szlemika, chociaż czasem trzeba przeżyć ciężkie chwile. Przecież partner może doprowadzić nas do stanu przedzawałowego. Ale nie uprzedzajmy wydarzeń.
Jest takie jedno miejsce w Polsce - Dzielnicowy Dom Kultury przy ulicy Działdowskiej, w którym we wtorki odbywają się turnieje. Unikalność polega na tym, iż obowiązuje regulamin, chyba z 1991 roku, który zezwala grać dowolnymi systemami. Bogusław Bednarski, który sam grywa klasyczną Lambdą, nie ugiął się naciskom i nie wprowadził zakazów systemowych. Niestety mało par korzysta z prawdziwej wolności.
Otrzymałem ciekawą rękę.
A K D 7 4 3 6 2 8 2 K 10 7
W każdym sztucznym systemie jak Ozorek, czy jemu podobne, otworzyłbym 1, ale tym razem graliśmy systemem ATOS pod zakamufloną nazwą ORKA (od pierwszych liter nazwisk). Przypadkiem użyłem tego samego otwarcia, które oznaczało siłę 8-12 hcp oraz 6 pików lub 0-2 piki i 3-4 kiery. Teraz Jędrek zalicytował 2, co było relayem. Gdy kiedyś tłumaczyłem to jako przejście - wywołuje licytację czynną, pewien reprezentacyjny junior zagroził, iż da mi w mordę. Więc później unikałem tego trudnego języka brydżowego, natomiast juniora postraszyłem, iż mu oddam. Jako ciekawostkę dodam, iż gdyby Jędrek podniósł kolor mego otwarcia (2 pik), znaczyłoby to, iż ma 0-1 lub 6 pików. Tym razem nie mogłem się pomylić, miałem prostą odpowiedź 2, czyli 6 pików bez wskazania przedziału siły. Jakież było moje zdziwienie, gdy Jędrek chwilkę pomyślał i położył cały stos karteczek 6. Po niecałej sekundzie zalicytowałem 7. Siedzący po lewej Pedro radośnie skomentował moją licytację, a Jędrkowi krew napłynęła do głowy. Jednak nikt nie skontrował, za chwilę wyłożyłem karty i obserwowałem twarz partnera. Jak się spodziewałem, uspokoił się o oblizał wargi, co oznaczało, iż jest zadowolony z kontraktu i wie, jak go wygrać. Zresztą nie było to trudne.
Trochę mnie zabolał brak zaufania do mnie, przecież z licytacji Jędrusia wynikało, iż ma rękę typu:
x A K (x) A K (x) A D W 9 8 x (x)
gdzie (x) oznacza blotkę w tym kolorze i brak kart zamiast pozostałych (x). Moja analiza była oczywista, Jędruś chce zagrać szlemika w najgorszym wypadku na impasie K, więc mój Król zamyka mu kolor, AKDxxx w pikach daje co najmniej 4 lewy, które można wyrobić dzięki dojściom w treflach.
Brydż jest bardzo prostą grą.

Potwierdzenie wistu


09.11.2007 23:06
Jest taka konwencja wistowa mająca kilka nazw. Sygnał Smitha, marka zastępcza, potwierdzenie wistu. Polega ona na tym, iż przeciwko kontraktom 3ba, przy pierwszej możliwości (zwykle jest to lewa druga), czyli gdy przeciwnik zagrywa swój kolor sygnalizujemy, czy nam się podoba otwarcie koloru pierwszym wistem czy nie. Mała karta to potwierdzenie, a duża - zniechęcenie. Potrzeba stosowaniu tej konwencji wynika z faktu, iż nie zawsze czytelne jest zagranie w pierwszej lewie, czasem nie możemy też dać sygnału. Zdania naukowców są podzielone, na przykład Michał Lawrence uważa ten powszechny w Polsce pomysł za zbędny.
Dostałem całką kartę, ale byłem na czwartym ręku i nie udało mi się wejść do licytacji.
A K 8 7 6 2 10 9 8 6 3 2 2
Z lewej przeciwnik coś otworzył, Jędrek dziarsko zgłosił piki, z prawej usłyszałem 2ba i przeciwnicy w końcu grali 3ba.
Ku wielkiemu zniesmaczeniu partnera nie zawistowałem w pika, tylko szybko wyciągnąłem 6. Przeciwnik wziął w ręku dziewiątką i wyszedł małego trefla, impasując w stole Damę. Impas się nie udał i Jędrek natychmiast naprawił mój błąd, energicznie rzucając na stół pikową kobietę. Przeciwnik zgrabnie wziął 11 lew, a Jędrek w 12 lewie wyrzucił drugiego kiera. Przeciwnikom dzieliły się one 3-2. Grzecznie spytałem, czy gramy potwierdzeniem wistu, mój partner odpowiedział, iż tak. Za kilka dni, gdy omawialiśmy turniej, spytałem go o to rozdanie, szczególnie dochodziłem, jak zinterpretował moje karty zagrane do pierwszej i drugiej lewy. Udawał, iż nie pamięta, więc dręczyłem go do skutku. W końcu bardzo niechętnie powiedział, iż wist w szóstkę oznaczał, iż w trzech pozostałych rękach są tylko 4 karty starsze od niej (wistujemy3/5, więc zamiast reguły 11, zachodzi reguła 12/10). Pytałem dalej, czy mały trefelek pochwala kiery, czy je neguje. W końcu wydusił z siebie, iż to potwierdza wist. Realizowałem swoje potrzeby sadystyczne, i konsekwentnie pytałem, czemu nie odwrócił w kiera, co kładło bez dwóch. Zamilkł, poszedł sobie zamówić drugą kawę. Ale nie mogłem mu odpuścić, więc jak wrócił, spytałem go, czy pomyślał, czemu nie zagrałem w pierwszej lewie w pika. Znowu nie odpowiedział, więc pomyślałem sobie, iż brydż może być dla niego za trudny.
Potem, już na spokojnie, ponownie przyjrzałem się rozdaniu i zastanowiłem się, co by było, gdybym zamiast dwójeczki treflowej miał ósemkę lub dziewiątkę. Chyba Lawrence może mieć rację.

Brydżowy partner


07.11.2007 23:14
W brydżu jak w życiu - przypadkowy partner to wielkie ryzyko. To oczywiste, brydż jest grą drużynową, drużyna składa się z dwóch osób. Jak każdy sport zespołowy, wymaga dobrania i współpracy partnerów. Napiszę, jak ja rozumiem partnerstwo.
1.Partner jest najlepszym graczem na świecie. Nigdy nie robię mu uwag w czasie turnieju, nigdy nie robię mu uwag publicznie, nigdy nie proszę innych zawodników o ocenę gry mego partnera.
2.Licytujemy z partnerem systemem, który jest zapisany na papierze. Obowiązuje wyłącznie zapisany na papierze system, wszystkie nowe ustalenia muszą być naniesione na papier, umowy ustne się nie liczą.
3.Partnerzy muszą znać podstawy systemu i forsowne sekwencje, ale mają prawo popełniać błędy w sytuacjach decyzyjnych.
4.Partner ma dobrą wolę grać najlepiej jak umie i nigdy nie popełnia błędów świadomie, ani tym bardziej na złość mi.
5.Partner jest równorzędnym partnerem, nigdy nie przeciągam rozgrywki na siebie. Rozgrywać ma ten, kogo wyznacza licytacja.
6.Każde rozdanie grane w sieci musi być dokładnie przeanalizowane, z wyciągnięciem wniosków i dążeniem do redukcji popełnianych błędów.
7.Doskonalenie partnerstwa to zwiększanie liczby sytuacji automatycznych, czyli takich, w których wiemy od razu jak zalicytować lub jak zagrać.
8.Zawartością systemu jest wykucie na pamięć tłumaczeń znaczenia odzywek.
9.W czasie turnieju dążymy do maksymalnego zachowania milczenia, unikania robienia uwag przeciwnikom, redukowania reakcji na ich zaczepki.
10.Partner jest najlepszym brydżystą na świecie.
A Ty, jakim jesteś partnerem?

Przedostatnie rozdanie z Jędrkiem


06.11.2007 22:27
Brydż to gra dwóch osób. Partnerstwo polega na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Gdy to się kończy, znika tolerancja dla partnera. Z Jędrkiem grywałem często, ale z półrocznymi przerwami, wynikającymi z jego braku opanowania przy stoliku. W roku 2007 zaczęliśmy grać w sieci, zacząłem analizować naszą wspólną grę i okazało się, iż Jędrek popełnia sporo błędów, których nie widziałem w turniejach na żywo. Po prostu nie analizuję rozegranych rozdań, lecz skupiam się na nowym bieżącym rozdaniu. Miałem nadzieję, iż Jędrek się poprawi aż do krytycznego dnia. Ależ byłe naiwny. Graliśmy już szóste rozdanie, nabiliśmy mnóstwo impów, z prawej nastąpił pas.
4 A D 8 6 5 2 A K D 8 4 2
Przyjrzałem się swoim kartom i nie miałem wątpliwości, co zalicytować. Systemowo, Jędrek by otworzył jednym treflem, które to otwarcie zawierało ręce bardzo silne. Ale ja wiem, że za chwilę zostanę zablokowany pikami. Muszę więc szybko sprzedać skład. Mówię cichutko 1, z lewej 1, Jędrek pasuje, z prawej 1ba myślę, na jakim poziomie się odezwać: 4, 5? W końcu licytuję 6 i czuję przez komputer, jak Jędrek dyszy wściekłością. Ale z lewej pojawia się 6i cieszę się, iż przy stole nie tylko ja jestem szalony. Jędrek wściekle kontruje, co kończy licytację. Pokażę wszystkie 4 ręce.












K W 7 5 3
4 3
6
A Q 9 7 6
D 10 9 8 6 2
W 10 9
5
K 8 5
A
K 7
W 10 9 7 3
J 10 4 3 2

4
A D 8 6 5 2
A K D 8 4 2
=
Jędrek zawistował 6 Wziąłem czytelnie Damą, czyli najniższą z sekwensu. Odwróciłem najniższym karem, czyli dwójką, która została przebita dwójką i nadbita trójką pik. Jędrek wyszedł trójką kier, co oznaczało dubla, wziąłem Damą i wyszedłem najniższym karem, czyli czwórką.Przebitka dziewiątką, nadbitka Waletem i czwórka kier.Biorę Asem i znowu wychodzę najniższym karem, czyli ósemką. Przebitka ósemką, nadbitka Królem. Czekam na małego trefla, którego pokazałem niezliczoną liczbę razy. Pojawia się piątka pikowa, która zabiera mi bezcennego atuta. Zamiast bez ośmiu, kładziemy tylko bez siedmiu. Sztuka cierpi. Chwytam za telefon i pytam, czemu nie reagował na mój sygnał, żądający wyjścia w trefla. Odpowiada, iż miał lewy treflowe, bo było kłamstwem, a ja brzydzę się kłamstwa. Tętno mi rośnie. Gramy rozdanie siódme, a ta liczba jest dla mnie pechowa. Bronimy się przeciwko 3 pikom. W końcówce sygnalizuję żądanie odwrotu treflowego. Jędrek wpuszcza mnie karem i muszę sam wyjść do wideł treflowych lub pod podwójny renons. Kończę rozdanie. Dziękuję wszystkim za grę. Opuszczam stół. To było ostatnie rozdanie z Jędrkiem.
Za pół godziny dzwoni Jędrek i ma pretensje, czemu nie otworzyłem jednym treflem w szóstym rozdaniu. Po krótkiej rozmowie mówię, iż jeśli nie będzie reagował na moje sygnały, to nie będziemy razem grać, bo to nie ma sensu. Jędrek mówi, nie grajmy i coś tłumaczy. Podziękował, za rozmowę, bo ja potraktowałem poważnie, w przeciwieństwie do niego. Równo po pięciu miesiącach, Jędrek zadzwonił do mnie jak gdyby nic się nie stało i na początek obraził mnie, mówiąc, iż nie mogę pisać tu sobie, bo nie znam się na brydżu, iż mogę uczyć gry w szachy, bo to robię bardzo dobrze. Nie rozmawialiśmy długo i mam nadzieję, iż już do mnie nie zadzwoni.
Może i nieco przesadziłem w licytacji, ale sprowokowałem przeciwnika do błędu i wysoko wygraliśmy rozdanie. Gdy kończy się licytacja, trzeba skupić się na rozgrywce i grze w obronie. A partnera trzeba szanować, bo zawsze można mieć tylko gorszego.

Paradoksy alertowania


05.11.2007 23:14
Zasady alertowania są tak ustawione, aby pomóc Ozorkowcom w grze przeciw początkującym brydżystom. Nie alertuje się tych sztucznych otwarć i niektórych pierwszych odpowiedzi, a powinno. Początkujący musi znać, bo nie może co chwila pytać i pasować. Przejrzyjmy otwarcia i niektóre odpowiedzi, a zobaczymy, iż poniższe otwarcia powinny być alertowane. Podaję przyczyny konieczności alertowania.
1 - wycięcie rąk z pięcioma treflami i inną czwórką, sześciu trefli, sześciu trefli z piątką starszą.
1 -- 1 - dołączenie wariantu 7 - 11 bez starszej czwórki;
1 - dołączenie rąk trójkolorowych, 4 kara i pięć trefli, wycięcie rąk 6 kar z piątką starszą.
1 - wycięcie rąk z młodszą szóstką oraz słabych piątek, które weszły do otwarcia 1ba.
1 - wycięcie rąk z młodszą szóstką oraz słabych piątek, które weszły do otwarcia 1ba.
1ba - włączenie rąk z młodszą szóstką oraz słabych piątek;
I tak dalej, wszystkie otwarcia na wysokości 2 w najnowszym Ozorku trzeba alertować. Można tego doszukać się więcej. Widzimy więc, iż Ozorek jest sztuczny nie tylko bezwzględnie, ale również względnie, względem polityki systemowej i zasada alertowania. Może warto by było dostosować i PS i alerty do prawdziwie naturalnych system, bo nawet wikipedia w polskiej wersji myli się. Ciekawie, czy świadomie, czy z niewiedzy system czerwony kwalifikuje do naturalnych? W praktyce nikt się tym nie przejmuje, nikt niczego nie alertuje, a początkujący, niby tak hołubiony, cierpi. O jego cierpieniach napiszę więcej, bo to bardzo długa opowieść.

test
04.11.2007 21:21

















5 4 3 2
K 4 3
A 6 5
K Q 10
10
Q J 10 8 7 6 5
Q 10 2
6 5
Q J 9
9
8 7 4 3
A J 9 8 7

A K 8 7 6
A 2
K J 9
4 3 2

Naturalnie czy sztucznie?


03.11.2007 13:53
Wczoraj rozpoczął się drugi mecz tak zwanych przedstawicieli brydża naturalnego i sztucznego. Jest to wszystko umowne, jak było i za pierwszym razem. Skład uczestników jest tylko słabszy niż kiedyś. Jak każde przedsięwzięcie komercyjne, nie było żadnych eliminacji, więc skład jest bardziej przypadkowy. Nie sam mecz jest ważny, ale podstawowy problem, czy grać sztucznie czy naturalnie.
Wbrew pozorom, istota problemu polega na czymś innym. Przecież to, co jest sztuczne, a co naturalne, to tylko umowa, która w dodatku zależy od kontekstu, przyzwyczajeń, regionu świata. Polega na prawidłowym bilansowaniu siły połączonych rąk, czyli ustaleniu optymalnego kontraktu za pomocą zaszyfrowanych w odzywkach informacji, a sama metoda jest mniej istotna.
Podstawowy problem licytacji polega na ustaleniu, która odzywka forsuje, a która nie. Czy można spasować, czy trzeba licytować dalej. Są dwa rodzaje otwarć, takie które forsują i takie które nie forsują. Po otwarciu forsującym, jak acolowskie 2 trefl, odpowiadający musi licytować nawet z niczym. Musi pokazać nawet minimalne wartości. Tak samo jest po forsującym treflu. Tu pozornie wszystko jest oczywiste.
Ciekawsza sytuacja jest po otwarciach nieforsujących. Tu należy tak dobrać siłę górnego otwarcia ręki, aby przy górze pasa partnera nie szła końcówka. Jednocześnie dół pierwszej odpowiedzi powinien mniej więcej gwarantować wzięcie 7 lew w bez atu. I tu wiemy, iż większość odpowiedzi po otwarciu jest forsująca i zmusza otwierającego do dalszej licytacji. Praktycznie tylko negatywne bez atu lub podniesienie koloru otwarcia nie forsuje. Wniosek z tego jest prostu, iż otwarcie licytacji musi mieć odpowiedni pułap dolnej granicy siły. Nie może być za słabe.
Tymczasem panuje tendencja do obniżania siły otwarć, zapominamy przy tym, iż ułatwiamy interwencję przeciwnikom, którzy potrzebują mniej siły na wejście, niż na otwarcie. Teoretycznie można by obniżać dolny limit otwarcia kosztem podniesienia dolnego limitu pozytywnej odpowiedzi, ale chwila zastanowienia mówi nam, iż licytacja wtedy jest trudniejsza. Większa grupa rąk kwalifikuje się do dania półpozytywnej i negatywnej odpowiedzi, co utrudnia ustalenie prawidłowego kontraktu częściowego. Dlatego rozsądni brydżyści stosują solidne otwarcia.

Polski brydż traci impet


02.11.2007 22:55
Były takie czasy, gdy polscy brydżyści zdobywali medale w największych imprezach. I jak sobie przypomnimy, to zawsze były one udziałem wąskiej, tej samej grupy zawodników. Z różnych powodów, służbowych, wieku, stopniowo się wykruszali. A młodzi nie robili postępów, nie zastępowali ich. Praktycznie jedyną parą, która weszła do reprezentacji są Skrzypczak Gierulski. A jedynym byłym zdolnym juniorem jest Bartosz Chmurski.
Tyle słyszymy o genialnych juniorach i młodzikach, którzy zdobywają medale w mistrzostwach świata i kontynentu. Wydaje sie na nich ogromne pieniądze. Tylko żaden z nich potem nie trafia do reprezentacji narodowej. Dokładnie to samo dotyczy brydża kobiecego. Nie zaglądam nikomu w metryczki, w brydża można grać na bardzo wysokim poziomie przez wiele lat. Ale narzucają się wnioski.
1.Nie należy rezygnować z zawodniczek i zawodniczek, którzy nie są juniorami i mają więcej niż 30 lat. Do reprezentacji trzeba brać tych, którzy są najlepsi, a nie tych, którym się wydaje, iż mogą być dobrzy za 10 lat.
2.Bezmyślne wydawanie pieniędzy na tak zwaną młodzież, to wyrzucone pieniądze. Związek powinien stwarzać możliwości rozwoju kadrze, a młodzi niech najpierw nauczą się dobrze grać i udowodnią, iż mogą walczyć z czołówką kraju.
3.Totalnym barbarzyństwem jest podnoszenie wpisowego do turniejów o odpis na tak zwany brydż młodzieżowy. Na to są środki z ministerstwa sportu.
4.Z czołówką należy inteligentnie podpisać umowy sponsorskie na stypendia i wysokie premie za wyniki. Najlepsze pary mają grać w barwach naszego kraju.
5.Należy rozliczyć tak zwanych sponsorów PZBS. Ile oni dają pieniędzy, co się z nimi dzieje, czemu brakuje pieniędzy dla reprezentacji? Reklamę otrzymują olbrzymią, wystarczy spojrzeć na stronę związku.
Mamy nowy rząd, no może za jakieś 2-3 tygodnie będzie nowy. Obiecuje nam cuda. Ale bez cudów możemy wygrywać olimpiady.

Brydż a szachy


30.10.2007 23:03
Co jest trudniejszą grą? Oczywiście szachy. W brydża wystarczy znać system licytacji, trochę rozgrywać i wistować i już można grać bardzo silnie. Niezbędna wiedza zamyka się w mniej niż w dziesięciu książkach. Trochę praktyki, analizy gry i postępy są olbrzymie. Właśnie szachiści nauczeni są do analizy swojej gry, co przenoszą na grunt kart. I robią błyskawiczne postępy w przeciwieństwie do graczy, którzy bezmyślnie tłuką rozdania bez wyciągania z nich wniosków.
Nie znam nikogo, kto przerzuciłby się z kart na szachy, a bardzo wielu wykonało drogę w przeciwną stronę. Silnymi szachistami byli Szukszta, Balicki, Skrzypczak, Ilczuk, prenumerowali moje pismo Ciborowski, Araszkiewicz, Ujma, Gardzielewski. Wymieniłem tylko tych najbardziej znanych, którzy uzyskali WK=7 i więcej. Od niedawna grywa w Warszawie także pierwszy polski arcymistrz gry korespondencyjnej Henryk Brzózka.
O sobie nie wspomnę, ani tym bardziej o Tolku. Kiedy nas widzą, albo kiedy mnie widzą z inną partnerką lub partnerem to wołają: przyszli szachiści. Śmieszne to, ale mi nie przeszkadza. Obie gry mają swoją specyfikę, obie też są przeznaczone dla sadystów. Widać to w terminologii, wyrażał to Anatol Karpow, a Robcio Fischer mówił, iż najlepiej lubi moment, w którym przeciwnik się załamuje. A o Czarku Balickim mówią... Ale to innym razem.

Brydż z Witkiem


28.10.2007 23:24
Gdy poznałem Witka Wąsaka był prezesem warszawskiego związku i skarbnikiem krajowego. Bardzo elegancki, miły, kulturalny człowiek, władający biegle chyba 9 językami. Bardzo prężny organizator, animator brydża młodzieżowego. Tolek też go polubił i załatwił dla związku ciężarówkę pięknych książek wydawnictwa Bellona na nagrody dla młodzieży brydżowej. Tyle tego było, iż starczy jeszcze na jakieś 10 lat.
Witek bardzo dobrze grał, pamiętam, iż stosował egzotyczne otwarcie 1 bez atu = słabe bez czwórki pikowej. W czasie turnieju w Opinogórze, dowiedział się, iż pierwszy raz w życiu będę grał turniej na IMPy, więc w przerwie obiadowej udzielił mi szczegółowego instruktaży taktyki w tej formie zawodów. Uczynił to tak znakomicie, iż turniej wygrałem.
Witek miał ideę fix. Chciał udowodnić nieuczciwość Jędrka, jako prezesa PZBS przez poprzednie 10 lat. Zatrudnił nawet firmę consultingową, która zrobił audyt, ale tylko wzięła grube pieniądze, natomiast niczego nie udowodniła. Od tamtej pory zaczęły się trudne czasy dla Witka, pomawiano go, iż pobierał pieniądze PZSB. Jędrek z uśmiechem mówił, iż to jest 90, 100, 110, w końcu 130 tysięcy. Witek się załamał, przestał być skarbnikiem PZBS i prezesem związku warszawskiego. Zniechęcił się też do samej gry, nie widziałem go więcej w turnieju.
Ja nie uwierzyłem nigdy w zarzuty stawiane temu dobremu człowiekowi. To jest bardzo proste. Jeden człowiek nie może brać sam pieniędzy z banku, muszą być dwa podpisy. Jeden Witka i drugi jakiejś osoby z prezydium zarządu. Więc Witek nie mógł tego sam zrobić, a innej osobie nie postawiono zarzutu. To raz. Gdyby było podejrzenie przestępstwa, to przecież skierowano by sprawę do prokuratury, a nie uczyniono tego, to dwa.
W tamtym zarządzie był jeszcze były poseł KLD, Paweł Stanisław Abramski, który tez jakoś wycofał się po angielsku. Z zaciekawieniem zajrzałem do słynnej wikipedii, żeby się czegoś dowiedzieć. Jakież było moje zdumienie, gdy przeczytałem:
W lipcu 2005 Sąd Rejonowy w Olsztynie skazał go na karę 3 lat pozbawienia wolności i grzywnę, uznając byłego senatora za winnego złożenia obietnicy wręczenia łapówki prezydentowi Olsztyna. W 2007 Sąd Najwyższy oddalił jego kasację jako oczywiście bezzasadną. To chyba być nie może. Muszę zweryfikować moje zaufanie do wikipedii.

Chyba nie mam poczucia humoru


26.10.2007 11:33
Lubię odpowiadać adwersarzom, nawet gdy mam słabe zrozumienie, tego co piszą. Zrozumiałem też, iż robię błąd, gdy nie stawiam jakiegoś znaczka, gdy żartuję, czy piszę z przymrużeniem oka. Dziś więc odpowiem śmiertelnie poważnie.
Szanowny Piotrze!
Czemu insynuujesz? Ja też nie byłem w Afryce, Azji, Ameryce, Australii ani w większości krajów Europy. Ostatnio wyjeżdżałem ze swojego zaścianka 10 lat temu (na Bornholm, ładnie tam latem). Domagam się jednoznacznego zdementowania insynuacji zawartej we wpisie z 25.X.2007.

Nie bardzo rozumiem, o co chodzi. Nie rozumiem przyczyny gniewu. Nie napisałem niczego o podróżach Jacka, ale jak sobie życzy, to już każdy wie, gdzie był, a gdzie nie był.
Mam wrażenie, że stosujesz jakąś dziwną metodę dyskusji: najpierw wywołujesz temat (dzwonisz), potem publikujesz zarzut (dopisując swoje interpretacje - na co nie uzyskałeś mojej zgody), następnie nie odpisujesz na mój list tylko publikujesz jego urywki z własnym komentarzem. Być może dziennikarze są przyzwyczajeni do takiej formy dyskusji - ja nie.
Przepraszam, nie wiedziałem, iż potrzebna jest zgoda Jacka na moje interpretacje. Piszę z serca, piszę, co myślę. Z listu wyciąłem dwa małe akapity, jeden o polityce, drugi o szachach, a więc nie związane z tematem. Nie widziałem tez nic złego w telefonie z prośbą o dopisanie łącznika. Więcej tego nie zrobię.
Nie mam czasu na turnieje ani ligę, więc moja zabawa w brydża ogranicza się sporadycznie do BBO i wymyślania sposobów gry agresywnym systemem licytacyjnym w turnieju w którym obowiązuje Polityka Systemowa ; nie widzę sensu publikacji niedojrzałych i niesprawdzonych pomysłów. Moja strona brydżowa była linkowana ze strony PZBS w czasach. gdy odsyłaczy było naprawdę dużo a ja organizowałem Turnieje Dowolnych Systemów, które być może wznowię w przyszłym roku o ile będą chętni, o link ze strony PZBS nie będę zabiegał.
Samokrytykę Jacka przyjmuję z powagą.
W rozmowie telefonicznej wspomniałeś, że masz na stronie jakiś materiał szkoleniowy. Sugerowałem Ci telefonicznie kontakt z Władkiem Izdebskim, który publikuje tego typu materiały w swojej Szkole Brydża lub Prezesem (w sprawie linku). Kopię poprzedniego listu wysłałem do Władka, ponieważ na podstawie publikowanych na Twojej stronie opinii obawiałem się, że jakaś muza poniesie Twoje pióro z dala od moich słów i faktów.
Władek Izdebski (też od kilku lat jesteś po imieniu) jest najpłodniejszym polskim autorem brydżowym, a jego książka Porozmawiajmy o licytacji miała rekordową sprzedaż i niezwykle pochlebne recenzje czytelników. Jest ceniony i cytowany na całym świecie, a Rosji jest traktowany prawie jak ojciec ich brydża. Wydaje mnóstwo literatury szkoleniowej, co może jest nieco niedocenianie. Od kilku dni drukuje książki w drukarni, którą mu poleciłem. Długo można Go chwalić. Nie wiem, czemu jest wciągany w sprawy, które go nie dotyczą. Jest spokojnym, dobrotliwym człowiekiem, cenionym jako trener.
Bezwolny (i przecież nie dożywotni) administrator witryny PZBS może pisać tylko w swoim imieniu. Nie widzę sensu w dostarczaniu tematów do Twojej witryny. Za to chętnie sprawdziłbym, jak Twój system działa w praktyce: Jeśli sobie życzysz, to gotów jestem zaryzykować i zmierzyć się z Tobą w długim meczu (60 lub wiecej rozdań w co najmniej 2 rundach) czy tej samej długości fixie na zapis miltonowy (na razie nie mam partnera, więc jeśli przyjmiesz, to spotkanie najwcześniej w przyszłym roku), oczywiście system licytacyjny - dowolny (z pełnym wyjaśnianiem i wcześniejszym ujawnieniem otwarć systemu ALBO możemy się umówić, że nie ujawniamy żadnych ustaleń), zasłony - koniecznie, sędzia - pożądany. Fajnie byłoby porównać się do butlera 4 lub 3 ligi, ale nie wiem, czy daloby się takie coś zorganizować. W ostatnich latach nie zdobyłem ani jednego pekaela, więc mam niewielkie szanse przeciwko drugiemu Wicemistrzowi Dziennikarzy (i przebierańców), ale zaryzykuję.
Pozdrawiam
Jacek Berkowski

Zgadzam się, nie masz szans. Pięć lat temu dwa takie mecze przegrałeś. Jeden z Panem Łukaszem Lambdą, drugi z Bogdanem. My z Tolkiem licytowaliśmy wtedy Kaczorkiem Saycopodobnym. Nawet pamiętam jedno rozdanie. Miałem:

K1043 109876 53 42

Tolek otworzył 1 kier, Ty pas, ja spasowałem, bo nie graliśmy blokami, tylko zlimitowanym podniesieniami, a 3 kier forsowało do końcówki. Bogdan wznowił kontrą, Tolek pas, Ty z bilansu 3 pik, ja spokojnie 4 kier i Tolek spokojnie wziął 11 lew.
Zasypaliście mnie mnóstwem zarzutów i pytań o licytację. Długo i bezskutecznie tłumaczyłem, czemu z początku nie miałem na podniesienie, a potem mi ręka urosła do końcówki. Pamiętam moje argumenty do dziś - z Waszej licytacji dowiedziałem się, iż Tolek ma najwyżej singla pik i grając na odwróconą rękę weźmie trzy przebitki w ręku. Gdy dodamy do tego trzy moje forty i 4-5 lew honorowych, to wychodzi 10-11 lew.
BTW.Zawsze mam kartę konwencyjną i udzielam pełnych wyjaśnień. Opisu systemu nie dam, bo to moja praca. I tak już się pojawiła dwururka, która zawiera jeden z pomysłów w bardzo złym wykonaniu. Nie chcę, żeby mówiono, że moje pomysły są niedobre. O Witku napiszę innym razem.

Uderz w stół....


25.10.2007 22:24
Dostałem list elektroniczny bardzo szybko. Ponieważ został on rozesłany do kilku osób, w tym do Władysława Izdebskiego, mogę go potraktować jako list otwarty i zacytować.
Szanowny Piotrze!
W nawiązaniu do Twojego telefonu w sprawie umieszczenia odsyłacza na stronie PZBS:
Zajrzałem na Twoją stronę.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to nadinterpretacja moich słów powiedzianych przez telefon (i publikacja tej nadinterpretacji, to niestety znak czasów, np. Korwin, niepełnosprawne dzieci...) - nie podoba mi się to.
Drugie - wiele cennych informacji m. in. o turniejach na które nie należy chodzić i osobach z którymi nie należy grać. (Może dla kontrastu jakaś kryptoreklama dobrego turnieju? Czy nie pasują do linii witryny?) Sporo osobistych wycieczek, które budzą mój niesmak (podobnie jak opisywane sytuacje, niestety...).
(...)
Jako zwolennik swobody systemowej (i systemów słabych otwarć) też czasem wymyślam różne agresywne systemy aby spełnić wymogi Polityki Systemowej i temat jest dla mnie ciekawy, ale na stronie nie dostrzegłem ani jednego opisu (może słabo czytałem). Wartość poznawcza dotychczas publikowanych tekstów brydżowych jest na pierwszy rzut oka niewielka (może się coś pojawi?), ale bardzo dobrze się to czyta.
Moja opinia: gdyby to ode mnie zależało, nie umieściłbym odsyłacza do Twojej strony w linkowni PZBS z uwagi na mnogość osobistych wycieczek, plotek z podaniem nazwisk które dyskwalifikują w moich oczach tę witrynę (do linkowania ze strony PZBS).
Jednak o zawartości linkowni decyduje od kilku miesięcy Prezes PZBS. Masz szansę go przekonać wysyłając maila do biura PZBS (do Radosława Kiełbasińskiego) - może oceni inaczej Twoją stronę ? Ja jej rekomendować nie zamierzam.
Ciekaw jestem, jak osoba krytykująca prawie wszystkich zniesie moją krytykę swojej witryny...
liczę na obiektywizm i życzę sukcesów
Jacek Berkowski

Jest to dla mnie bardzo cenny tekst, ponieważ stwierdziłem, iż piszę w sposób nieczytelny i mało zrozumiały. Wydawało mi się, iż pisałem o jednym turnieju, w którym opary alkoholu i pernamentna wrzawa nie pozwalają grać. A okazuje się, iż Jacek widzi je podwójnie, potrójnie lub nawet więcej.
Słowo kryptoreklama to bardzo trudne słowo.
Nie widziałem nigdy niczego, co wymyślił Jacek, za to wielokrotnie grywał wynalazkami genialnego Łukasza Sławińskiego i to w parze z wynalazcą.
Nie zauważyłem plotek, ale będę ich szukał. Nie znalazłem też nieprawdziwych informacji.
Z prezesem nie będę rozmawiał, nie mam z nim aż tak dobrych stosunków, nie bywałem z nim w północnej Afryce.
Nie wiem, też kim jest osoba krytykująca prawie wszystkich, ja nim nie jestem.
Blokada informacji na stronie związku niczemu dobremu nie służy, jest szkodliwa dla brydża. Podobnie jak nakładanie na zawodników różnego rodzaju haraczy. To zniechęca do gry. Bardzo chętnie będą pisał o związku. Ciekawe, iż na stronie nie można znaleźć żadnego rozliczenia czy sprawozdania finansowego. W periodyku też tego się nie uświadczy. Jutro napiszę coś miłego o sympatycznym Witku Wąsaku ,niedawnym skarbniku związku, którego tak bardzo skrzywdzono.

Cenzor numer 1


24.10.2007 16:30
Próbowałem tę stronę zgłosić do łączników (zwanych linkami) PZSB. Jest pełno różnych żywych i martwych stron. Wybrałem najprostszą drogę, zadzwoniłem do osoby, która robi stronę związku. Okazało się, iż on jest bezwolny, iż o tym, czyj łącznik tam się znajdzie, decyduje sama prezes związku. Ponoć zdenerwował się, iż ludzie wykorzystują swoje strony komercyjnie.
Jest to bardzo ciekawe, ponieważ pozostały wyłącznie strony komercyjne. Czyli takie, które zarabiają. Ciekawego według jakiego klucza prezes wybrał strony? Według ekonomicznego?
Prezes nie lubi krytyki, ale blokując łączniki do stron brydżowych działa sprzecznie ze statutem, który nakazuje mu propagować brydż we wszystkich jego formach. A ja poczekam, aż prezes przeczyta Mitologię,

Mała korekta


23.10.2007 20:20
Miła Czytelniczka zwróciła mi uwagę, iż moje informacje o punktacji za brydżowe rozgrywki ligowe są nieprecyzyjne i odesłała mnie do stosownego regulaminu. Zgadza się, w tym roku wprowadzono nowy. Jeszcze korzystniejszy dla osób grających w ligach.
W trzeciej lidze można zdobyć od 70 do 300 punktów, a 2 czwartej - od 60 do 150. Wystarczy rozegrać 40% rozdań lub połowę w fazie finałowej. Kiedyś punkty liczyło się w każdym meczu i otrzymywali je wyłącznie uczestnicy.

Brydżowa liga


23.10.2007 09:20
Komu potrzebna jest liga? Ktoś by powiedział, iż nikomu. Nie jest to prawdą. Potrzebna jest zarządowi związku, jako wykazanie się podstawową działalnością. Potrzebna jest przeciętnym zawodnikom, którzy chwalą się, iż grają w pierwszej lidze. Potrzebna jest zawodnikom drugiej ligi, którzy chwalą się, iż grają w 2 lidze. Ale pozostali ligowcy także się chwalą.
Poza zawodnikami, którzy grają w brydża dla przyjemności, są tacy, którzy mają ambicje grać w wyższych ligach. Ale są też tacy, którzy grają w 3 i 4 lidze wyłącznie w celu zdobywania punktów klasyfikacyjnych. Każdy mecz daje do podziału 30 punktów zwycięskich, więc średnio otrzymujemy ich 15. Przy 20 rozegranych meczach w sezonie ligowym, można uzbierać łącznie 300 takich punktów. Punkty te, podzielone przez 3 (3 liga) lub 4 (4 liga), czyli 100 lub 75 dają spory zysk. Już po 10, 15, 20 latach pozwalają zdobyć upragnione WK = 2.5, 4, 7.
W ciągu soboty i niedzieli rozgrywa się aż po 6 meczów, więc cala liga trwa 8 dni. Jak przeliczymy wysokość wpisowego podzieloną przez liczbę zdobytych punktów klasyfikacyjnych, to wychodzi nam bardzo pozytywny wskaźnik. Granie w turniejach jest znacznie mniej efektywne.

Brydż z Moskalami


20.10.2007 11:42
Brydż w Polsce był zakazany do 1956 roku. Natomiast w Rosji aż do 1990 roku.Ten wielki kraj, posiadający wielu zdolnych i inteligentnych obywateli nadrabia zaległości. Jeszcze klubów jest mało, turniejów nie za wiele, ale sukcesy systematycznie się pojawiają. Rosjanki wygrały poprzednią olimpiadę brydżową, a mężczyźni byli drudzy w transach.
Zupełnie więc nie dziwi, gdy w drużynie mistrza Polski grają Gromow Dubinin. Przecież grali kiedyś Włosi. Szkoda tylko, iż nasi przyjaciele, jak ich nazywał Adam Mickiewicz, nie opłacili licencji. Ale pewnie to jeszcze zrobią, przecież to taki drobiazg, nie ma się czym przejmować.
Rosjanie w zdecydowanej większości uczyli się brydża od Polaków, więc nie dziwi, iż prawie wszyscy grają najlepszym systemem na świecie, czyli Ozorkiem. Gra nim pół świata, aż do Kamczatki.
Rosjan cenię jeszcze za coś. Mają kilka znakomitych stron brydżowych, na których dostępna jest literatura brydżowa w ich ojczystym języku. Można sobie ściągnąć dokumenty WORDa, wydrukować lub czytać z monitora. Są tam książki polskich autorów jak Izdebski, Sławiński, Rumiński, Matula, Danielewicz, Cichoń, Martens, Klukowski, oraz koryfeuszy światowego brydża jak Kelsey, Mollo, Reese, Goren, Lawrence, Love, Even, Sontag, Zia, Robson, Karpin, Granovetter, Simon. Tylko czytać, czytać, czytać....

Brydż z kolegą


19.10.2007 21:52
Zagrałem sobie turniej i spotkały mnie zdarzenia, na które teraz patrzę z rozbawieniem. Ale początkowo byłem bardzo zmartwiony.
Dwa razy popełniłem fałszywy renons, czyli nie dołożyłem do koloru. Za pierwszym razem zobaczyłem to natychmiast, więc fałszywy renons się nie uprawomocnił. Karą było tylko przygwożdżenie mojej karty, co nie miało wpływu na wynik rozdania. Nie pamiętam, kiedy coś takiego mi się zdarzyło. Nie minęły cztery rozdania, gdy historia mi się przytrafiła ponownie. Sędzia zabrał mi dwie lewy, a pazerne przeciwniczki przez pięć minut liczyły lewy, ponieważ chciały mi zabrać jeszcze jedną. Na szczęście im się nie udało.
Brydż nie jest sprawiedliwy.
Druga sytuacja była mniej przykra. Graliśmy za zasłonami i sobie rozmawiałem z przeciwnikiem o różnych ważnych dla nas sprawach. Po rozdaniu, przeciwnik z drugiej strony, podniósł się i zaczął mnie głośno prosić, bym nie komentował rozdania. Natomiast, gdy spytałem przeciwnika po mojej stronie w co zawistowałeś, poprawił mnie na w co pan zawistował. Roześmiałem się i powiedziałem mu, iż z Markiem znamy się trzydzieści lat i nigdy nie przeszliśmy na per pan. W 1978 roku Marek wygrał mistrzostwo Warszawy juniorów w szachach, a ja byłem drugi.

Brydż z i bez atu


18.10.2007 15:55
Odkąd wymyślono bez atu, powstały nowe problemy. Otóż zaczęto wszystkie ręce pod względem siły dzielić bezatutowe i zrównoważone. Po podzieleniu na przedziały siły, okazało się iż są nowe problemy, bo albo przedziały są za szerokie, albo jest ich za dużo. Gdy przedział siły za szeroki, to trudno jest określić, czy mamy dół czy górę. Gdy przedział jest wąski, to brakuje odzywek.
Zaczęto więc upychać ręce bezautowe w otwarcia 1 Trefl i 1 Karo. I wtedy okazało się, iż problemów jest jeszcze więcej. Powstały problemy ze sprzedawaniem kolorów młodszych. Na przykład Ozorkowcy do otwarcia 1 Karo wepchnęli układ z czterema Karami i pięcioma Treflami. Oczywiście, z tego powodu powinni alertować oba otwarcia w kolory młodsze na wysokości jednego, ale tego nie robią, oni mają przeciwników w nosie. Nie mają też karty konwencyjnej. W rzeczywistości, nie znają polityki systemowej związku brydżowego, bo jest to dla nich za trudne, a z lenistwa nie chciało im się nigdy czytać. Wyznają prostą filozofię, który mówi, iż naturalny jest Ozorek, a wszystko inne jest sztuczne. Do policzenia prawdziwych znawców polityki systemowej w Polsce., wystarczą palce obu dłoni.
Podsumowując - gdy nie rozróżniano tak zwanych rąk bezatutowych - licytacja była prostsza.

Bez atu, naturalne, klasyczne i sztuczne


17.10.2007 22:31
Brydż od swoich początków propagował otwarcia w kolory najdłuższe, czyli z konieczności także z czwórek. W takiej sytuacji nie było powodu używania otwarć bezatutowych. I nie używano. Aliści brydżyści nie lubią marnotrawstwa i wymyślono otwarcie
1ba = 16-18 HCP bez koloru pięciokartowego.
Takie otwarcie dosyć precyzyjnie opisuje rękę. Jednakże z innych otwarć wycina pewną klasę rąk i zaburza licytację. Takie otwarcie uznano za klasyczne. Zaczęto wymyślać różne sztuczne sekwencje, żeby jeszcze bardziej uszczegółowić skład. Ciągle je poprawiano, ale dziś nie o tym. Licytacja po otwarciu 1ba jest praktycznie automatyczna, nie wymaga myślenia, wszystko jest gotowe, więc jest bardzo cenione przez leni i osoby, które niechętnie posługują się swoim mózgiem.
Później szukano możliwości bardziej częstego jego stosowania Poszerzano o młodsze piątki. Potem o starsze piątki, w końcu dopuszcza się młodszą szóstkę. Ale tego było za mało, więc zwiększono przedział siły od ładnych 15 do brzydkich 18. W końcu gra się 15-17.
W polityce systemowej uznano to za otwarcie naturalne, że nawet nie alertuje się po nim sztucznego pytania o starsze czwórki. Ale mówi się o klasycznym 1ba, a takim Ozorkowcy praktycznie nie grają. A taki brydżysta Bartosz Chmurski, bardzo często otwiera z 14 hcp, co powinno być alertowane i wpisane w kartę konwencyjną. Ale nie jest.
Na podstawie bliżej nieokreślonego doświadczenia, zakłada się, iż wszyscy rozumieją, co to są ręce bezatutowe. Więc, kiedy sobie otwieram 1ba = 8-12hcp na dowolnym składzie, lub 1ba = 12-15 na dowolnym składzie, Ozorkowcy krzyczą, iż to jest jest sztuczne. Ot tak sobie krzyczą i wrzeszczą, by sędzia zakazał nam tym gry. Tymczasem na otwarcie 1ba nie ma żadnych restrykcji (czytaj polityka systemowa o nich milczy), więc istnieje wolno amerykanka, chociaż w Czechach kazano nam ograniczyć przedział siły do 4 hcp, czyli na przykład 8-11. W jednym z Kaczorków, jeszcze nie testowanych praktycznie mam otwarcie:
1ba = 8-12 hcp bez rąk bezatutowych.
To by dopiero wywołało szał protestów. Jednocześnie obłudnikom nie przeszkadza otwierać 2ba = na młodych, czy 3ba hazardowe (po hamerykańsku gambling), które z równym skladem nie mają punktów wspólnych. Także wejscia w obronie = czwórka w drugim starszym + piątka w drugim młodszym też odbiegają od definicji rąk bezatutowych.
Tak samo 2ba w licytacji jedno i dwustronnej miewa wiele sztucznych znaczeń. Nie wspomnę o pytaniu o Asy 4ba. Jest ono piekielnie sztuczne i odpowiedzi na niego są takoż sztuczną, co i zarażone kryptografią. Jak wiemy, kryptografia jest zakazana w sygnałach wistowych.
Podsumowując, ustanawianie sobie prawa kaduka do nazewnictwa rąk bez atutowych jest chore. A przecież są jeszcze słabe bez atu, mini, Woodsona, dynamiczne, wiedeńskie, komiczne i wiele, wiele innych.

Brydż dziennikarski


16.10.2007 09:43
Podkusiło mnie kiedyś, żeby zagrać w mistrzostwach Polski dziennikarzy w brydżu. Grało nam się świetnie, nawet wygraliśmy jedno z trzech rozdań przeciwko Renacie Dancewicz i Krzysztofowi Jassemowi, który w trakicie rozgrywki głośno zadziwił się, iż rzeczywiście otworzyłem 2 pik z czwórki pików, jak to Toluś tłumaczył. Siła 0-7 punkcików. Inni też się dziwili, jak można czymś takim grać, więc kibiców nam przybywało. Szczególnie nasze poczynania obserwowali sędziowie, chyba chcieli nas na czymś przyłapać, ale byliśmy niezwykle czujni.
Aż wreszcie przyszło rozdanie numer 25. Po prawej ręce usiadł słynny taksówkarz warszawski, który był chyba nawet mistrzem Polski na impy. Jego partnerem był ówczesny prezes warszawskiego związku, mistrz nad mistrze, Janusz Nowak, odnoszący wielkie sukcesy w reprezentacji kraju. Sędziów było już trzech, rozstawionych co 120 stopni, a za moimi plecami w lewo skos stał sam Apek.
Gdy dostałem takie karty:

AQ AK84 A9865 K10

chciałem od razu otworzyć licytację,ale na szczęście Toluś był szybszy i położył kartonik z napisem 1ba. Alertuję i za chwilę odpowiadam taksówkarzowi, iż otwarcie oznacza siłę 8-12 punkcików w składzie dowolnym. Widzę niedowierzanie w oczach rywali, kątem oka notuję zdumienie taksówkarza i wybieram jedyną odzywkę forsującą 2 trefl, która żąda ekonomicznego, od dołu sprzedawania czwórek. Toluś alertuje i o po chwili licytuje 2 kier, które błyskawicznie podnoszę do 6 kier.
Taksówkarz wypytuje Tolusia, który się szelmowsko uśmiecha i mówi, iż nie wie, co ja mam, iż mogę mieć wszystko, bo tylko pytałem. Oburzony lekko pyta mnie, na co odpowiadam, iż Toluś ma 8-12 oczek, cztery kiery bez czwórki kar. Wistuje w bloteczkę karo, którą Toluś bierze w ręku waletem, gra Asa i Króla kier, na którego jak w cyrku spada od Nowaka Dama, ściąga Króla karo, przechodzi na stół Asem pik, i na trzy kara (przeciwnikom podzieliły się po równo) wynosi z ręki trzy trefle i pokazuje karty, bo na Asa trefl już nie odda lewy. Z punktu widzenia Tolka, rozdanie wyglądało tak:

AQ
AK84
A9865
K10


K1082
J1075
KJ
QJ9

Taksówkarz krzyczy groźnie na Tolka, czemu nie impasował kierów. Mój partner z kamienną twarzą odpowiada skromnie, iż gra w brydża od niedawna, że impasów dopiero się uczy i bał się, ze wykona je jakoś nie tak. Zapadła grobowa cisza, drugie rozdanie przeciwnicy tak wolno licytowali i rozgrywali, iż nie zdążyliśmy zagrać trzeciego. Szlemika wygrały jeszcze dwie party, w tym jedna w bez atu, ale nikt nie wziął kompletu lew, więc mieliśmy czystego maxa.
Ostatecznie zaliczyłem sobie trzecie miejsce, czyli brązowy medal. Oprócz mnie grało 3 dziennikarzy, a jednego z nich wyprzedziłem. Reszta to byli przebierańcy.

PS.Toluś dobrze wie, iż turniej brydżowy nie jest miejscem kształcenia przeciwników, szczególnie, gdy nie płacą za naukę. Nie widział więc sensu tłumaczyć im, iż nie mógł impasować damy atu, ponieważ w przypadku nieudania impasu natychmiast przegrywał po ściągnięciu Asa karo. Wybrany sposób rozgrywki dawał mu szansę wyrzucenia trefli ze stołu na piki z ręki, gdy gracz mający trzecią dame kier, ma także 3 piki. Spotkała go nagroda, za dobrą rozgrywkę, Dama spadła.

Brydżowa biblioteka


15.10.2007 23:08
Mało kto wie, iż w Warszawie istnieje biblioteka, w której można wypożyczać książki brydżowe. W zasadzie nie powinienem o tym pisać, ponieważ jestem jej jedynym czytelnikiem, więc gdy wszyscy się dowiedzą o jej istnieniu, zrobi się prawdziwy tłum i trzeba będzie stać w długich kolejkach. No może nie od razu, bo siedziba jest lekko zakamuflowana, jak to bywa ze związkami. Tak biblioteka znajduje się w siedzibie naszego związku krajowego, a założył ją dawno temu Jędrek, dzięki któremu dowiedziałem się o jej istnieniu.
Miły bibliotekarz cierpliwie pozwala mi w niej grzebać i wyszukiwać prawdziwe perełki brydżowej literatury. Jedną z takich perełek jest znakomita książka Ludwika Watsona z 1934 roku. Jest to prawdziwe kompendium wiedzy o rozgrywce i wiście. Zrozumiała jest dla osób posługujących się językiem angielskim.Książka ma już 70 lat i tylko jedną tak samo dobrą napisano później. Ta druga też jest napisana w językiem angielskim i w związku znajduje się jej kserokopia.
To arcydzieło pochodzi z 1954 roku, a jej autorami są Mikołaj Gardener i Wiktor Mollo. Obaj urodzili się w Rosji, podobnie jak Culbertson. Napisali znakomitą książkę o technice brydżowej, ponieważ uważali, iż nie ma do tej pory dobrej pozycji, więc nie mogli znać książki Watsona. Tytuł ich książki wiele mówi Technika gry kartami, czyli, jak zostać graczem, któremu szczęście sprzyja. Jak łatwo się domyśleć, uczą oni, w jaki sposób wykorzystywać wszystkie, najdrobniejsze szanse, w czasie rozgrywki i wistu. Każdy rozdział podzielony jest na dwie części, opisuje problem widziany oczami rozgrywającego i obrońców.
Szkoda, iż żadna z tych książek, została nigdy przetłumaczona na język polski, a połowa z nich, została wydana w języku naszych przyjaciół Moskali. Może ktoś się na wydanie ich zdecyduje, warto to uczynić.

Chora konwencja


14.10.2007 12:44
Niezwykłe 2ba. Jest to otwarcie konwencyjne, które obiecuje w kolorach młodszych co najmniej po pięć kart. Siła otwarcia od 6 do 10, 11, 12 punktów Freda Karpina. (Podobne te punkty wymyślono w 13 wieku, a Fred tylko je spopularyzował. Jest to zapisane w starej książce poświęconej kartom.)
Gdy początkujący brydżysta zostanie zaskoczony tym otwarciem, to głupieje. I tak mu ono się podoba, że chce je za wszelką cenę włączyć do swojego systemu. A dobry gracz cieszy się, gdy przeciwnicy stosują niezwykłe 2ba. Cieszy się, ponieważ jest to chore otwarcie.
Zbadajmy tę chorobę. Otwarcie 2ba niesie informację, iż prawdopodobnie mały uzgodniony kolor młodszy. I to jest bardzo duże, ponieważ partner w dwóch przypadkach na trzy, ma 3 trefle, a w pozostałej jednej trzeciej przypadków, ma dwa razy 3 kara. Leniwy jestem, nie będę tego liczył. Za to wiem, iż jak my mamy uzgodniony kolor ośmiokartowy, to przeciwnicy mają na 85% uzgodniony jakiś kolor, w tym przypadku prawie na 100% będzie to kolor starszy. A gdy mamy 9 kart w kolorze młodszym, to przeciwnicy mają na 100% 8 kart w jakimś kolorze, raczej w starszym.
Podsumowując, jeśli otwieramy niezwykłym 2ba, dajemy przeciwnikom informację, iż mają prawie pewny sfitowany kolor starszy. Choroba otwarcia 2ba polega na tym, iż korzyść z niego odnoszą przeciwnicy. A jak oni mogą to wykorzystać? A na wiele sposobów. Oto najbardziej popularny:
3 trefle - mam fity w obu starszych, a kiery nie gorsze od pików;
3 kara - mam fity w obu starszych, a piki lepsze od kierów;
3 kiery - naturalne;
3 piki - naturalne.
Konwencja ta bywa także stosowana w obronie po otwarciu przeciwnika kolorem starszym i także w tym przypadku daje wiele wymiernych korzyści przeciwnikom.

Brydż żałuje kobietom pieniędzy


13.10.2007 18:46
Wymieniłem dziś kilka zdań na temat brydża kobiecego z naszą najbardziej utytułowaną gwiazdą Ewą Harasimowicz. Powiedziała mi, iż nasze najlepsze pary zostały w tym roku wykorzystane do sparringów z juniorkami, które dzięki temu zdobyły medale. Poza tym nie miały żadnej pomocy, musiały dofinansowywać udział w reprezentacji.
Powinno być tak. Reprezentacja kobieca ma osobny budżet podzielony podzielony na dwie części: fundusze na starty i zgrupowania oraz na opłacenie analityków, którzy wykonywać będą na bieżąco analizę rozdań reprezentantek oraz doskonalić ich systemy licytacyjne. To jest oczywista oczywistość. Na wynik zawodniczek musi pracować grupa osób. Ponadto 6-8 czołowych zawodniczek powinno otrzymywać stypendium sportowe, jak to się dzieje w innych sportach.
I na koniec sparringi brydżystek. Powinny grać mecze z Holenderkami, Amerykankami, Niemkami, Francuzkami, Rosjankami, Angielkami. Mecze 96 rozdaniowe. Dodatkowo 2-3 razy w roku powinny mieć zgrupowania, głównie kondycyjne w ośrodkach sportowych.

Koń trojański


13.10.2007 18:12
Finał olimpiady brydżowej nie był pasjonujący. Norwegowie systematycznie punktowali nie stawiających im oporu Amerykanów. Ostatecznie pokonali Jankesów 334 - 245.5, co spokojnie można nazwać pogromem. Grali spokojnego brydża, bez jakichkolwiek fajerwerków. Systemy licytacji też jakieś proste mają, bez fajerwerków. Na ciekawostkę zasługuje, iż nie grają Ozorkiem, za to mają otwarcie 2 Karo (czasem 2 Kier) zwane EKREN. To taki norweski ekspert brydżowy jest jej autorem tego otwarcia; grał w mistrzostwach Europy.
Srebro zdobyła w transach reprezentacja Rosji. Nasi przyjaciele Moskale nie nadrobili strat swoich kobitek, ale nie dużo im do szczęścia brakowało. Po przegraniu 40 impów w pierwszej szesnastce, w drugiej odrobili 8, w trzeciej 18 i zabrakło im do szczęścia 4 (mieli 6 impów for). Wszyscy nasi przyjaciele Moskale licytowali Ozorkiem.
Radek Kiełbasiński otrąbi kolejny wielki sukces polskiego brydża. To przykład, jak klapę można przetłumaczyć na sukces. Zresztą Radek jest specjalistą od tłumaczeń. Na przykład angielskie greek gift przetłumaczył w książce brydżowej jako grecki podarek. Już lepiej robią to Moskale, gdy tłumaczą jako dar Danajów. Polacy mówią koń trojański. Chodzi o konia, którego według pomysłu Odyseusza-Ulissesa Danajowie podstawili mieszkańcom Troi. Zalecam Radkowi uzupełnienie swojej wiedzy o Mitologię Jana Parandowskiego.

Brydżowa olimpiada finiszuje


12.10.2007 19:20
Skończyły się dwa pierwsze finały. Zakończyły się, zgodnie z moimi przewidywaniami, łatwymi zwycięstwami drużyn Amerykańskich. Seniorzy z Indonezji rzucili ręcznik przed ostatnią sesją, ponieważ nie widzieli sensu walki przy stanie 127 - 205. Walczyli dzielnie, trzy sesje przegrali tylko dwoma punktami, ale 60 punktów straty w czwartej sesji zdecydowało o wyniku meczu.
Tak, jak przewidywałem, niemieckim brydżystkom starczyło sił tylko na dwie i pół sesji. Potem Sabina Auken i Daniela von Armin opadły z sił. Amerykanki zwyciężyły zdecydowanie. W swoim składzie mają była mieszkankę miasta Lenina, Ireną Lewitiną. Irena Lewitina była świetną szachistką, indywidualną wicemistrzynią świata. Grała kiedyś w arcymistrzowskim turnieju kobiecym w Polsce, w którym zremisowała czarnymi z Barbarą Kaczorowską.
W meczu open wielka niespodzianka. Norwegia systematycznie punktuje Amerykanów po sześciu sesjach prowadzi 242 - 184.5. Należy dodać, iż Amerykanie dostali 16.5 punktu for za wygranie eliminacji. Więc przy stoliku wynik jest jeszcze wyższy i wynosi 242 - 168. Znakomicie gra para Helgemo - Hellnes, która wytrzymuje trudy turnieju. Gra i wynik sugerują, iż Norwegia wygra mecz.
Wszystko wskazuje na to, iż Radosław Kiełbasiński ogłosi wielki sukces polskiego brydża. Oto w transach Polska zdobędzie medal i to co najmniej srebrny. Nikomu w Polsce nie powie, iż drużyna nazywa się Rosja. Na złoto są małe szanse, bo w pierwszej ćwiartce grały dwie kobiety i wynik jest mizerny. Ale dzięki temu, iż grały Gromowa Ponomariowa, dostaną one medale. Jutro do zaciekłej walki ruszą Rosjanie Balicki Dubinin Gromow Żmudziński. Transmisja o piątej rano, zapraszam.

Brydżowy język


11.10.2007 22:22
Tym razem nie będzie o Ozorku, ale o błędach językowych. Najbardziej rozpowszechnionym, zupełnie nie zrozumiałym jest kaleczenie wymowy nazwiska znakomitego amerykańskiego brydżysty, partnera wielkiego Culbertsona Samuela Staymana. Jego nazwisko wymawia się stejmen, a nie jak się powszechnie słyszy sztajman. Wymyślił on najpopularniejszą konwencję (poza pytaniem o asy, o której już pisałem), który polega na tym, iż po otwarciu 1 lub 2 bez atu, zadaje się pytanie o starsze czwórki. Konwencja jest tak niedoskonała, więc mnóstwo razy ją udoskonalano, ale poprawy nie uzyskany. Podobne zdanie wyrażał wielokrotnie Terencjusz Reese, znakomity angielski internacjonał.
Innym błędem jest nazywanie sygnału parzystości ilościówką. Przekazuje on informację partnerowi (przeciwnikom też!), czy w danym kolorze mały parzystą liczbę kart czy nieparzystą. Ewidentnie mamy do czynienia z liczbą a nie z ilością. Ale czy ktoś się nad tym zastanawia poza mną?
O ile oba powyższe błędy pokutują od lat, o tyle zupełnie od niedawna (30 lat) analfabeci mają problem z wistem kombajn. To, iż nie znają jego zasad, jest ewidentną kompromitacją i dyletanctwem. Gorsze jest jest, iż próbują dowcipkować, kojarząc go z maszyną rolniczą. Tymczasem Łukasz Sławiński, znakomity polski teoretyk brydża, utworzył to słowo w zupełnie inny sposób. Analizował statystycznie brydżowe systemy wistowe i znalazł taką kombinację elementów, która daje największą sprawność (skuteczność zrozumienia przez partnera). Nazwał to kombinacją wistów, albo wistem kombinowanym. Następnie przetłumaczył to na język angielski, jako combine lead. Pierwsze słowo wymawia się po angielsku właśnie kombajn. I tak powstała nazwa optymalnego systemu sygnałów brydżowych.

Finisz olimpiady brydżowej


10.10.2007 21:10
Zakończyły się półfinały. W pierwszym z nich trwała bardzo wyrównana walka. Aptekarze z Republiki Południowej Afryki dzielnie walczyli z tytanami z USA1. Przegrali tylko 8 punktami 199 - 207. Ich postawa zadziwiła wszystkich. W drugim półfinale, Norwegowie systematycznie punktowali Grają oni solidnego, znakomicie technicznego brydża i nawet wysoka porażka w ostatniej części nie zagroziła ich wygranej. Pokonali Holendrów 278 - 248. W finale moim faworytem są jednak Amerykanie. Wynika to z prostego faktu, iż mecz jest długi, a Amerykanie mają trzy znakomite pary, natomiast Norwegowie dwie bardzo dobre pary i tylko jedną znakomitą Helgemo - Helness. Statystyka każe wskazać na zwycięstwo Amerykanów.
Podobna sytuacja jest w finale seniorów. Indonezja lekko i wyraźnie, choć niespodziewanie pokonała Brazylię 228 - 167. Jednakże stoją na straconej pozycji w starciu z USA2, którzy wysoko pokonali swoich rodaków z numerem jeden 225 - 169. Tu należy podkreślić, iż USA reprezentują nie najlepsi brydżyści kraju, ale drużyna, która wygrała eliminacje. Czołowi gracze kraju mogą być rozsiani w kilku teamach. Różnice między USA1 i USA2 są niewielkie, ponieważ kraj ten może wystawić 5-6 równie silnych drużyn, które mogą zdobyć mistrzostwo świata.
Zacięta walka była w meczach kobiet. Francuzki, którym kibicowałem, szły równo z Niemkami, lecz w końcu uznały się za pokonane 240 - 248. Do finału weszły także Amerykanki, które z wielkim trudne zwyciężyły Chinki 216 - 200. W finale powinny wygrać brydżystki z USA, ponieważ mają trzy bardzo silne pary, a Niemki tylko jedną.
Wszystko wskazuje na to, iż olimpiada brydżowa może zakończyć naszym sukcesem. W konkurencji TRANS, prowadzą dwie drużyny z polskim komponentem, czyli Rosja przed Markowiczem. Będę kibicował Rosji z Cezarym Balickim i Adam Żmudzińskim.

Brydż z Apolinarym Kowalskim


09.10.2007 20:53
Apolinary Kowalski jest dla mnie uosobieniem dżentelmena i zawodowca przy brydżowym stoliku. Zawsze uśmiechnięty, skupiony, małomówny. Nigdy nie robi uwag ani partnerowi, ani przeciwnikom. Nie wzywa sędziego. Jest bardzo cierpliwy i gra jak... No właśnie, gra wspaniale, nic dziwnego, że nazbierał w Polsce najwięcej punktów. Lista jego sukcesów międzynarodowych jest bardzo długa.
Lubię grać przeciwko niemu, tym razem usiadł po mojej lewej stronie, a po prawej równie sympatyczny i bardzo silnie grający Krzysztof Kobyliński. Na wprost siedzi Jędrek, pomysłodawca systemu ATOS. Miło nam się tym grało, przez pierwszy turniej partner krzyczał a mnie, iż nie pamiętam otwarć, a przez drugi - pierwszych odpowiedzi. PAS był 13 - 16 na dowolnym. Było wesoło.
Otrzymałem:
KD832 A4 AKW973 renons trefl.
Na taką okoliczność mam szwedzki wynalazek zwany marchewkowym treflem = 8-12 skład równy lub 17+ na dowolnym. Jestem szczęśliwy, że pamiętam otwarcie i Jędrek nie będzie ani na mnie krzyczał, ani żalił się przeciwnikom, z jakim debilem musi grać.
Apek pasuje, a Jędrek mówi 1 kier. Znowu mam szczęście, bo znam znaczenie odpowiedzi partnera = 0-13 transfer na 3+ piki, co zaalertowałem. Nikt nie pyta. Z prawej pas. Widzę, iż Jędrek jest niepocieszony, bo widzi błyski w moich oczach i boi się, iż polecę za wysoko. Na razie licytuję 2 karo, co powinno forsować, jako nowy kolor i nawet jest naturalne. Śmieszne jest, że wygląda to jak ozorkowa odwrotka. Jędrek licytuje 2ba, co mi nic nie mówi, a on potem powiedział, że ma wszędzie po trochu. Ciekawe, że tez to wygląda jak odpowiedź na odwrotkę. Ale teraz jestem w doskonałej sytuacji, bo szczęśliwie pamiętam kolejne ustalenie i pytam o Asy przez 4 trefle i brew Jędrka podnosi się wyżej. Gdy słyszę 4 karo, brak Asa w zwykłym klasycznym Blackwoodzie na 4 Asy, kończę licytację, mówiąc 6 pik. O dziwo nikt nie kontruje, co uważam za dobry znak.
Apek wistuje Asem trefl i z miną, przecież nic więcej nie obiecywałem, ciesz się z tego co masz, skoro nabroiłeś, Jędrek wykłada:
10975 K7 104 D943
Gdy przebijam pierwszą lewę, Jędrek nieco się uspokaja. przechodzę do stołu Królem kier i gram małego pika, stawiając Króla na blotkę. Apek bije Asem i ponawia małego trefla, stawiam Damę, którą bije Król, więc przebijam. Od Apka płyną do mnie następujące fluidy. Wpycha mnie do ręki, żebym sobie pomyślał, że chce mi utrudnić impasowanie Waleta pik. Więc liczy na to, iż rzeczywiście wykonam ten impas. Ale ja myślę o krok dalej, gram Damę pik, spada Walet, pokazuję karty, nikt nie protestuje. Jędrek wystawia język, gdy zapisuje wynik, co u niego oznacza radosne podniecenie. Nikt nie zagrał końcówki pikowej, nie mówiąc już o szlemiku.
Na wielką pochwałę zasługuje wstrzemięźliwość Apka, który mając dwa Asy, nie skontrował szlemika. Wiedział, iż jak obłoży, to ma znakomity zapis, a kontra może go pogrzebać, gdy szlemik idzie. Uczmy się od mistrzów.

Brydżowa olimpiada


08.10.2007 17:53
Klęska polskiej ekipy świadczy o stanie polskiego brydża. Taki mamy stan, ale do tego wrócimy.
Dziś skończyły się ćwierćfinały. W turnieju open zdarzyła się nieprawdopodobna sensacja - Włosi przegrali z aptekarzami z Republiki Południowej Afryki.Od początku przegrywali Włosi i rozpoczęli gigantyczny pościg, udało im się objąć prowadzenie na 5 rozdań przed końcem meczu. Niestety zawodnicy tego nie wiedzieli. Końcowy wynik 184,7 - 167 nie oddaje napięcia walki, bo na 2 rozdanie przed końcem Włosi przegrywali ułamkiem punktu.
Amerykanie lekko pokonali Australijczyków 216 - 124. Nie było Pawła Marstona, nie było walki. Holendrzy pogromili Szwedów i prawdopodobnie spotkają się z Norwegami, którzy rozbili Chińczyków 200 - 116. Prawo wyboru przeciwnika mają Amerykanie na na 100% wybiorą sobie aptekarzy.
Wśród seniorów nie było niespodzianek. USA1 przełamało Francję 214,7 - 175, a USA2 zmiotło Włochów 224 - 107,7. Zgodnie z regulaminem, obie drużyny amerykańskie muszą się spotkać w półfinale. O Drugie miejsce w finale będą walczyć Brazylijczycy, którzy zwyciężyli Kanadę 198 - 171. Ich przeciwnikiem będzie Indonezja, która nie miała problemów z ograniem naszych asów 244 - 170. Aż nie chce mi się tego komentować.
Brydżystki walczyły jak lwice.Amerykanki zmiotły Egipcjanki 260 - 85, co było do przewidzenia, podobnie jak wygrana Niemek z Kanadyjkami 224 - 193,9. Angielki zostały znokautowane przez Chinki 218 - 128. Bardzo wyrównany przebieg miał ostatni meczy, wynik ważył się do samego końca. Ostatecznie Francuzki pokonały USA2 179 - 178.
Dziś zaczynają się półfinały i mistrzostwa Trans. Będą startować Polacy.

Impy i maksy


07.10.2007 20:12
Nauka brydża odbywa się wyłącznie na impy. Mało kto sobie zdaje z tego sprawę, iż zdecydowana większość książek brydżowych uczy gry na impy. Autorzy tak tym przesiąknęli, iż nawet o tym nie wspominają. Rozgrywający musi kontrakt wygrać, natomiast obrońcy - obłożyć. Nie gra się na nadróbki i nie broni się na swoje, czy tylko plus jeden. Powyższe uwagi dotyczą także periodyków brydżowych.
Impy są typowe dla gry meczowej, a samych turniejów jest mało. Chyba nawet zlikwidowano mistrzostwa Polski w grze na impy, a kiedy ta impreza się odbywała, to miała trzeciorzędne znaczenie. Tymczasem większość turniejów odbywa się na maksy. A to nie jest taka sama gra.
Różnice widać najwyraźniej w obronie - końcówkę i grę szlemową należy starać się obłożyć za wszelką cenę, bo zysk z położenia kontraktu przeciwników jest nieporównywalnie większy od strat, gdy puścimy nadróbkę. W rozgrywce gramy podobnie jak na impy, gdy mamy bardzo dobry kontrakt, na przykład z kontrą.
W licytacji, w obu rodzajach brydża turniejowego ostrzej licytujemy na impy, gdzie wrzucamy mniej szansowne końcówki. To wszystko są uwagi ogólne. Na szczęście napisano kilka książek o specyfice gry na maksy. Generalna nauka każe nam wistować pasywnie i grać solidnie. Maksów nie zdobędziemy ani grą genialną, ani szaleńczą. Przeciwnicy muszą zrobić grube błędy.

Nauka brydża


06.10.2007 11:44
Kilka dni temu, na BB zaprosiłem do gry sympatyczną parę mieszaną. Po 4 rozdaniach, mężczyzna bardzo grzecznie podziękował za grę, co uzasadnił, iż uczy partnerkę Ozorka, a nasz system jest niezrozumiały i to nie ma sensu. Zanim opuścili nas stolik, zapytałem kobietę, czy nie lepiej uczyć się systemu z książki. W odpowiedzi usłyszałem, iż nie ma książki i lubi grać.
I tu się różnimy w metodyce nauki licytacji. Uważam, iż najpierw należy przeczytać kilka razy streszczenie systemu, potem cały system i omówić go kilka razy z partnerem. Następnie dobrze jest grać w sieci, trzymając książkę na zgrabnych kolankach. Wspieranie się książką jest dopuszczalne w czasie treningu, uczy typowych sekwencji, a wkrótce zaglądanie do książki okaże się zbyteczne.
Dużą pomocą na BB jest pokój do treningu licytacji w parze. Oczywiście można losowo ustawić rozdania, ale dużo lepiej jest potrenować tematycznie. Na przykład rękę N ustawia się na otwarcie 1ba, a ręce S na texasy, Staymany, inwity, szlemiki. Możemy wybrać aż 6 możliwych rąk S. Następnie wstajemy i zamieniamy się miejscami.
Nauka brydża w ten sposób, a szczególnie licytacji, daje znakomite wyniki. Trzeba ją tylko robić systematycznie i szczegółowo omawiać każdą rękę. Gdy sekwencje się powtórzą, okaże się, iż to co było początkowo trudne, jest jednak bardzo łatwe. Natomiast nauka systemu licytacji wyłącznie przez grę daje niewiele. Nawet, gdy kobieta coś zapamięta, to szybko zapomni, nie dlatego, iż jest głupia (jak mawiają męscy szowiniści), ale dlatego, że nie było powtórek utrwalających. Należy też pamiętać, iż kobieta wyrywa takie wskazówki z kontekstu. Wniosek, trzeba podkreślać wszystkie aspekty każdego rozdania.

Brydżowa tragedia


05.10.2007 16:02
Coś bardzo niedobrego dzieje się w naszej drużynie. Przez pół turniej szli jak burza, a ostatnie dwa dni są tragiczne. Przegrywamy mecz za meczem, polecieliśmy z drugiego miejsca na 13. Zostały trzy mecze, mamy jeszcze szanse teoretyczne. Ale poziom gry budzi przerażenie.
Na swoim normalnym poziomie gra tylko para Gierulski - Skrzypczak. Wynik ich nieco zmalał, ale nadal jest przyzwoity. Obecnie wynosi 0.21, ale cztery ostatnie mecze były ujemne. Wzięli na siebie ciężar gry i być może nie wytrzymali napięcia.
0.04 impa na rozdanie ma para Jassem - Martens. Grają oni muzykalnym systemem drugiego z Krzysztofów, który lepszy jest na turnieje, niż na mecze. Jego wady i zalety omówię innym razem. Dziś jedno rozdanie było szczególnie charakterystyczne. Jassem dwa razy pytał o zatrzymanie pikowe (tak się zdawało komentatorom), a potem przeniósł 3ba w 5 trefli. 3ba rozgrywało się na luzie, natomiast końcówka treflowa wymaga trafienia Damy karo. I chociaż Helgemo zrzucał inteligentnie, to Martens powinien był trafić ją właśnie u niego. Ale nie trafił. Rozgrywkę Martens ma na najwyższym światowym poziomie, ale tym razem popełnił błąd. Jassem po rozstaniu się z Tuszyński, terminował u Gawrysia, Kwietnia, próbował z Dariuszem Kowalskim, ale z Martensem gra niestabilnie. Obok wielkich wyników są słabe.
Najsłabiej gra para Chmurski - Gawryś. Piotr Gawryś jest genialnym brydżystą, ale nie może znaleźć odpowiedniego dla siebie partnera. Takiego, który będzie grał na zbliżonym do niego poziomie. Dużo nauczył Pszczołę, próbował z Jassemem, a teraz chyba skończy partnerstwo z Chmurskim. Znalazł się bowiem w roli Syzyfa. Trochę nauczył go nauczył, ale Bartek siebie nie przeskoczy, ponieważ złe nawyki pozostają. Za tydzień Piotr Gawryś zacznie poszukiwania nowego partnera brydżowego.
Seniorzy grają bardzo zmiennie, ale mają jeszcze szanse na awans do ćwierćfinału. Słabiutko gra para Jezioro - Klukowski. Jak jutro odpoczną, to przejdziemy do fazy pucharowej.

Brydżowe anegdoty


04.10.2007 07:15
Starzy brydżyści opowiadają o Połciu dwie anegdoty.
Pierwsza z nich mówi o tym, iż swoje sposoby przekazywania nielegalnych informacji partnerowi uporządkował,usystematyzował i zapisał w zeszycie, ponieważ wszystko miał opracowane detalicznie i było to trudne do spamiętania.Tak on rozumiał partnerstwo brydżowe. Niestety, przez swoje roztargnienie, ciągle uczył się systemu cynkowania, nosił zeszyt przy sobie i ... zgubił go. Trafił on w ręce przestawicieli drużyny zagranicznej, którzy poradzili sobie z trudnym językiem polskim i rozszyfrowali zawartość zeszytu.
Druga anegdota mówi o tym, iż Połeć radził sobie dobrze w grze z zasłonami. Gdy kontakt wzrokowy był zablokowany w czasie licytacji, nielegalne informacje były przekazywane sygnałami dźwiękowymi. Połeć ze swoim partnerem stosownie chrząkali. Ale na każdą broń zawsze wymyślano antybroń. W czasie bardzo ważnego meczu międzynarodowego, przeciwnik siedzący po drugiej stronie zasłony, w odpowiednim momencie licytacji chrząknął. Połeć odczytał to jako informację od partnera i źle zalicytował, co doprowadziło do straty wielu punktów w tym rozdaniu.
Ile jest prawdy w obu anegdotach, jeden Połeć wie. Opowiadają je ludzi bardzo poważni, którzy są godni zaufania.

Brydż w spelunce


03.10.2007 21:06
Dom kultury na Mokotowie. Niedługo zacznie się turniej brydżowy. Część graczy i sędzia siedzą sobie na dole w bufecie, kawiarni, czy jak ktoś woli w punkcie gastronomicznym. Przygotowywują sie do turnieju. Za chwilę turniej rusza.
Sala jest słabo oświetlona, ale karty i zapisy widać. Po rozpoczęciu turnieju podnosi się wielka wrzawa, cały czas poziom hałasu oscyluje między 80 a 120 decybelami. Kilka razy probowano uzyskać ciszę, młody zawodnik, student lub licealista prosił głośno sędziego o uciszenie grających. Sędzia klubowy, Andrzej Borewicz (CEZAR 06516 PZBS) spokojnie odpowiedział, że nikogo nie będzie uciszał.
Przed turniejem sędzia się skarżył, że chociaż w środy i piątki nie ma w Warszawie innych turniejów, to przychodzi mu co raz mniej par. Wkrótce ja też się przestałem dziwić i podjąłem decyzję, iż to mój ostatni turniej w tym przybytku. Przypuszczam, iż do końca roku turnieje na Mokotowie zanikną.
Rozpoczyna się trzecia runda, przeciwników jak zwykle nie ma, w końcu wolnym krokiem przychodzą z dołu i zajmują miejsca. Po lewej stronie siada Janusz Połeć (CEZAR 08945 PZBS), a po prawej Wiesław Sycz (CEZAR 08431 PZBS). Nie mówią dobry wieczór, nie przepraszają za spóźnienie. Nie mają kart konwencyjnych, szybko zapoznają się z naszymi, które przed nimi leżą. O nic nie pytają, przecież grają przeciwko nam nie pierwszy raz.
Pasuję, zawodnik Połeć także. Moja Partnerka otwiera 1 trefl, co alertuję i po chwili tłumaczę na pytanie zawodnika Sycza Otwarcie co najmniej na 4 kierach w sile 12 - 37 HCP. Obaj zawodnicy wygłaszają głupie komentarze o sile 37 HCP, dywagują o odrzuceniu trzech waletów. Oczywiście zawodnik Połeć ma tej chwili jedyne prawo milczeć. Zawodnik Sycz licytuje niealertowane 1ba, po czym następują dwa pasy. Moja partnerka, na pozycji wygasającej, licytuje niealertowane 2 kier, po czym następują dwa pasy.
Realnie licytacja wygląda następująco: 1kier - 1ba - pas - pas - 2kier - pas - pas. Wszyscy są tego świadomi.
Zawodnik Połeć wykonuje kolejny ordynarny faul, wskazując na karteczkę z napisem 2kier mówi ostrym, agresywnym, prokuratorskim głosem i co to teraz. Nie ma powodu pytać, a taka forma pytania jest zakazana, ponieważ może przekazywać nielegalne informacje partnerowi. Ponieważ ślubowałem nie reagować na chamskie zachowanie przeciwników, to nawet powieka mi nie drgnęła. Po trzydziestu sekundach zawodnik Połeć zadaje pytanie poprawnie jak pan rozumie licytację partnerki. Odpowiadam zgodnie z prawdą,iż nie omawialiśmy tej sekwencji.
Zawodnik Połeć ryczy na całe gardło sędzia i żąda, abym mu podał dokładnie siłę i skład ręki partnerki. Mówię, iż nie wiem. Oczywiście, iż pytania zawodnika Połcia nie mają sensu, a jedynie służą stworzeniu tak zwanego przypadku sędziowskiego. Chodzi o to, abym powiedział dużo więcej niż wiem, i żeby stwierdzić jakąś niezgodność z rzeczywistą ręką partnerki lub kartą konwencyjną.
Odpowiadam spokojnie, iż za każdym razem powiem to i nic więcej nie dodam, podobnie jak Włodzimierz Czarzasty 11 razie odczytał z kartki odpowiedź na to samo pytanie Jana Marii Władysława Piotra Rokity przed komisją sejmową. Gdy próbuję coś powiedzieć do sędziego, zawodnik Połeć przerywa i mówi, iż jeszcze nie skończył. Sędzia klubowy nie chce wysłuchać mojej wersji i każe podać mi informacje o ręce partnerki, mówiąc iż mam powiedzieć, jak to rozumiem w świetle licytacji. Tłumaczę kolejny raz, że ja mogę podać wyłącznie nasze ustalenia, a nie wnioski. Sędzia robi kolejny błąd, gdy mówi, iż 2 kier oznacza wariant od 19 HCP. Tego sędziemu nie wolno robić, tym bardziej iż nie zna systemu, a takiego wariantu nie ma.
Zawodnik Połeć wykonuje kolejny faul, chowając karty do pudełka i mówiąc, iż nie będzie grał. Bez przerwy mówi i nie daje zabrać głosu mojej partnerce. Powtarzam, iż 2 kier jest nieforsujące i do gry, co wie każde dziecko, które czytało książki dla początkujących. Wyrażam to inaczej, iż partnerka nie chce, aby przeciwnicy grali 1ba i sama chce zagrać 2 kier. Nikt tego nie słucha. To są rzeczy oczywiste, wynikają z elementarnej wiedzy ogólnobrydzowej.
W tym momencie, mówiąc sejmowym językiem Janusza Korwina Mikke, zawodnik Sycz rżnie głupa i stawia zarzut, iż karta konwencyjna mówi, iż otwarcie jest czwórki, więc sztywno oznacza cztery kiery. Ręce opadają same, ale gdy go pytam, czy jego zdaniem mamy osobne otwarcia także na kolory 5, 6, 7 i 8 kartowe, milczy. Podchwytuje to sędzia. Mam subiektywne wrażenie, iż cała trójka jest w zmowie. Sędzia każe grać i patrzy w karty mojej partnerki. Po wiście i wyłożeniu dziadka, przerywa rozdanie, bo moja partnerka miała 6 kierów, zdejmuje i odchodzi. Dopiero potem się dowiedziałem z wyników, że ukarał nas 40%.Mówiąc sejmowym językiem JKM, sędzia strugał wariata.
Gramy drugie rozdanie, zawodnik Połeć cały czas mówi podniesionym głosem, a gdy moja partnerka próbuje coś powiedzieć, ryczy na całą salę, iż jest obrażany. Zawodnik Połeć pasuje, moja partner otwiera, ja odpowiadam pozytywnie. Zawodnik Połeć wchodzi 2 karo, a po moich 4 kierach, przy milczeniu w licytacji partnera, kończy 5 karami z kontrą. W dziadku pojawiają się cztery kara i dwa króle. Jednak zawodnik Połeć rozgrywa niczym nocny stróż i kompresuje dwie lewy. Mamy czystego maksa.
Trzeciego rozdania nie gramy; przy ciągłym wrzasku zawodnika Połcia, sędzia zdejmuje rozdanie z powodu braku czasu, ale tym razem już nas nie karze. Powstrzymam się z oceną zachowań zawodnika Połcia i zawodnika Sycza.

Brydżyści grają na medal


02.10.2007 20:49
Znakomicie gra nasza drużyna. Po 9 meczach prowadzi drużyna USA 1 z 181 punktami. Nasza reprezentacja zajmuje drugie miejsce 166 punktów, o pięć punktów za nami Norwegia, a Włosi mają 158 punktów. Te cztery drużyny dominują w turnieju kołowym i raczej powinny awansować do fazy pucharowej.
W zasadzie tylko w jednym meczu przeciw Egiptowi nasi brydżyści grali słabiej i przegrywali. Wygrali natomiast dwa prestiżowe spotkania przeciw USA1 i Włochom w tym samym stosunku 16-14. Mała przewaga, ale cieszy wygrana. Rewelacyjnie gra para Bogusław GIERULSKI - Jerzy SKRZYPCZAK, który zdobyła w każdym rozdaniu średnio 1.08 impa, co daje im pierwsze miejsce w punktacji Butlera. 0.53 impa na rozdanie zdobyli Krzysztof MARTENS - Krzysztof JASSEM. Nieco mniej niż zero, czyli -0.06 mają Piotr GAWRYŚ - Bartosz CHMURSKI.
Nieco słabiej spisują się seniorzy, którzy zajmują ósme miejsce, ale powinni jeszcze awansować. Ich udział w dorobku drużyny jest następujący:
0.69 Krzysztof LASOCKI - Jerzy RUSSYAN
0.36 Józef POCHROŃ - Kazimierz OMERNIK
-0.12 Aleksander JEZIORO - Julian KLUKOWSKI.

Brydż totalny


01.10.2007 14:41
Rosną młode kadry brydża totalnego.Niedawno poznałem dwóch nowych adeptów. Na pierwszy rzut oka, obaj nie wyglądają na więcej niż 30 lat. Razem, jak się zsumuje ich wiek. Michał Wieteska numer ewidencyjny PZBS 12499 i Wojciech Racz numer ewidencyjny PZBS 11211 prawdopodobnie są gimnazjalistami. W mistrzostwach Mokotowa, 28 września 2007 zrobili 65.39 i zajęli drugie miejsce. Zdobyli nagrodę.
Grali przeciwko mnie na pierwszym stole i trzy razy bronili kontraktu. Szybko zwróciłem uwagę na ich zachowanie. Przed pierwszym wistem, ten niższy długo patrzył na kolegę, natomiast ten wyższy, przebierał palcami wzdłuż swego sweterka. Po 30 sekundach nastąpił wist. Ten drugi bardzo długo wpatrywał się w dziadka zanim dołożył kartę do pierwszej lewy. Wistujący nie zakrył karty, ale trzymał ją w prawej dłoni i wykonywał różne ruchy. Obracał ją, a palcem wskazującym dotykał obrazka króla kier i cofał paluszek. Patrzył cały czas na partnera. W końcu zagrał drugą lewę. Ten wyższy myślał dłuższy czas, po czym wykonał ręką duży łuk i z fantazją zabił Asem. Ale też karty nie odkładał, tylko wykonywał nią różne do opisania akrobacje. Następnie zawistował w karo i .... z lewej pojawił się Król. Specjalnie się tym nie przejmowałem, ponieważ i powinien wziąć lewej. Przez pierwsze pół rozdania wyczyniali akrobacje kartami i myśleli średnio po 30 sekund.Poprosiłem ich, aby jednolicie i w równym tempie dokładali i zakrywali karty. Ten niższy powiedział no o co panu chodzi. Poprosiłem sędziego, by wyegzekwował od nich jednolitość. Andrzej Borewicz podszedł do stolika, popatrzył, zasępił się i powiedział, żebym spokojnie grał. Po akceptacji sędziego, dzieciaczki dalej wycinali kartami hołubce, nawet mieli więcej fantazji, kładli je obrazkiem góry, obracali na wszystkie strony, etc., etc.
Gdy zacząłem rozgrywać drugie rozdanie, sytuacja się powtórzyła. Wyższy wielokrotnie przebierał palcami wzdłuż swoich kart, co uważnie obserwował niższy, który po długim namyśle wistował. Gdy sędziował poganiał nas byśmy szybkiej grali, wyższy cynicznie się uśmiechał i kłamał, iż oni grają szybko.
W trzecim rozdaniu byłem dziadkiem i po wiście wyższego w Asa atu, niższy szybko zakręcił kartą, która spadła dostojnie na stół, kończąc obrót. Przyszła mi do głowy myśli, iż to był singleton, co szybko się potwierdziło. W dalszym ciągu symulowali myślenie przy dokładaniu kart.
Nie byłem dobrego zdania o ich grze, bo kto wistuje w czwartego Asa atu, a potem zmienia kolor ataku? Toteż, gdy następnego dnia zobaczyłem wyniki, zdumiałem się. Ale po chwili zrozumiałem, iż nauka brydża totalnego stoi na wysokim poziomie. To jak z kieszonkowcami, sztuka tajemna jest przekazywana z pokolenia na pokolenia i trzeba wychować przynajmniej jednego swojego następcę.
Nie wróżę im jednak dużych sukcesów.Trochę pograją, trochę powygrywają, ale prędzej czy później dostaną po buzi i będą mieli szczęście, gdy nie stracą zębów.
Na dłuższą metę, brydż totalny prowadzi do zaniku myślenia, zaniku gry. Przestaje się myśleć, czeka się na tak zwany znak z nieba. Szkoda czasu, bo przyjemności z tego uczciwy człowiek mieć nie może.

Olimpiada brydżowa - dobry start Polaków


30.09.2007 22:55
Rozpoczęła się olimpiada brydżowa. Obie nasze reprezentacje, w kategorii OPEN i Seniorów wygrały trzy pierwsze mecze, zdobywając tyle samo punktów 25, 16 i 16 w kolejnych rundach. Nic dziwnego, iż oba Teamy mają po 57 punktów i pewnie zajmują trzecie miejsca w tabeli. Można obstawiać, iż pewnie wyjdą z fazy grupowej. Co potem zobaczymy.
Rozgrywki odbywają się daleko, więc możemy je śledzić wcześnie rano. Transmisje na BB są od 5.00 i właśnie jutro zobaczymy jak Polacy walczą z Egiptem. Nie będzie wcale łatwo, bo nas ograli w meczu treningowym tuż przed Bermuda Bowl. Niestety, dwóch następnych meczów nie zobaczymy na żywo. Może, jak nasi będą grali dobrze, to będziemy kibicować na żywo częściej. Od ćwierćfinałów powinno to być normą.

Brydż amatorski


28.09.2007 15:22
Polityka systemowa mówi, iż chroni początkujących brydżystów przed trudnymi problemami. Ale czy powinna ochraniać i jak jest w rzeczywistości? Ano, gdy turniej jest oficjalnym, zdobywa się w nim tytuły klasyfikacyjne poprzez system punktacji, to nie można nikogo ochraniać. Po prostu zawodnik słabiej wyszkolony zajmuje dalsze miejsce.
Wmawia się nam, iż gdy zawodnik początkujący trafi na nową konwencję, to sobie z nią nie poradzi. I co z tego? Może sobie poradzić następnym razem, gdy się do niej przygotuje. A jeśli jest leniem i nie będzie mu się chciało, to zawsze będzie przegranym. Bo w brydża przegrywają lenie, o czym piszą największe autorytety z Kelseyem na czele.
Obłuda polega też na tym, iż każe się początkującym grać Ozorkiem, który oprócz licznych wad, wymaga bezmyślnego wykucia na pamięć wielu długich sekwencji. I to nie prowadzi do zrozumienia brydża, a wręcz przeciwnie - zniechęca. Śmieszne jest także, gdy Ozorkowcy nie alertują sztuczności drugiego i dalszych okrążeń licytacji, ponieważ twierdzą, iż wszyscy tak grają.
To samo dotyczy wistu. Jeśli ktoś gra innym wistem, zmuszany jest do długiego tłumaczenia zasad swojego wistu. A przecież przepisy gry tego nie wymagają. Wymagają tylko pełnego wytłumaczenia zasad wistu, więc wystarczy powiedzieć klasyczny lub kombajn i... wszystko jasne. I każdy powinien wiedzieć. Jeśli ktoś jest leniem i ograniczył swoją wiedzę do wistu odmiennego, powinien ponosić z tytułu swego lenistwa straty, bo jest źle wyszkolonym graczem. Sam, skrócony opis wistu odmiennego zajął kiedyś w Świecie brydża dwie strony formatu A4. W czasie rozdania jest siedem minut na wszystkie czynności, nie można lenia uczyć dobrego brydża.

Olimpiada brydżowa


27.09.2007 19:32
Rusza za dwa dni. Polska zapewniła sobie miejsce rzutem na taśmę zeszłorocznych mistrzostw Europy. Jak oceniam nasze szanse? Ano bardzo pozytywnie. Najpierw będzie faza grupowa powinniśmy bez problemu awansować do rozgrywek pucharowych. Gdyby tak się nie stało, byłaby wielka katastrofa. Potem nie powinno być, bo nikt nie będzie chciał nas wybrać, więc awansujemy do czwórki drużyn. I tam trafimy na Włochów, ponieważ w drugim półfinale zagrają obie drużyny amerykańskie, czego wymaga regulamin.
Z Włochami mamy małe szanse, ale nie musimy przegrać.Zależy to od kondycji fizycznej pary Martens - Jassem. Jeśli będą oszczędzani w fazie grupowej, to mamy 40% szans na pokonanie Włochów. Ta para i Gawryś z Chmurskim, mogą wygrać mecz z każdą drużyną na świecie. Bardzo solidnie grają też Skrzypczak z Gierulskim.
Wielkim osłabieniem drużyny będzie brak najlepszej polskiej pary Balicki - Żmudziński. Związek nie potrafił znaleźć z nimi wspólnego języka i nie zmotywował ich do gry w drużynie narodowej. Szkoda, z Cezarym Balickim i Adamem Żmudzińskim, można było nawet wygrać brydżową olimpiadę.

Brydż w obronie? Ależ to proste


26.09.2007 09:03
Jakiś czas temu, grałem sobie z partnerem na Kłopotowskiego, czas szedł wyjątkowo spokojnie. Na dwie rundy przed końcem przybiega z protokołem kolega partnera i krzyczy zaaferowany Co się stało w tym rozdaniu? Wszyscy brali 11 lew na 3 bez atu, a Wy położyliście bez czterech. Patrzę na kontrolkę, miałem oddać wist z kartą:

K2 10742 107432 K2

Przypomniałem sobie licytację. Z prawej ozorkowe 1 trefl. Wchodzę 1 pik, co alertuję po swojej stronie deski jako 6 trefli lub 54 w czerwonych. Z lewej kontra, tłumaczona, jako tolerancja do gry w piki. Partner pas, co zinterpretowałem potem jako niechęć do gry w moje kolory, czyli możliwość posiadania pików i brak fitu treflowego. Z prawej 1ba, a ja spokojnie, z pewnością siebie 2 karo, co znaczy dokładnie 5 kar i 4 kiery. Z lewej 3 trefle, co oznacza ten kolor, partner PAS, co wytłumaczyłem, iż nie ma ani 3 kar, ani 4 kierów, bo nie podniósł żadnego mego koloru. Czyli ma najwyżej pięć kart czerwonych. Wniosek, musi mieć co najmniej 8 kart czarnych. Z prawej kończy 3 bez atu, co przekonuje mnie, iż on trzyma moje longery.
Trzeba w coś zawistować, pozostają kolory czarne, a świetle licytacji jest silne wskazanie na wist pikowy. Z K2 wistuje się Królem, żeby nie zablokować koloru. Wziąłem lewkę, notując prawym okiem lekko przyjemne zaskoczenie partnera, natomiast lewym dorzuconą przez niego zachęcającą trójczynę. Powtórzyłem pika, bo co miałem robić. Partner miał chyba siódmą Damę z Waletem pik i Asa kier na dojście. Wziąłem jeszcze lewkę na Króla trefl.
Sami widzicie, iż brydż jest niezwykle prosty. Szczególnie po takiej czytelnej licytacji. Przecież nigdy nie zawistuję w koloru, żeby wyrabiać w nim piątą dziesiątkę. Ani tym bardziej czwartą. A czemu przy innych stolikach wypuszczono z dwiema nadróbkami, czyli dokonano kompresji 6 lew? Pewnie nikt tak precyzyjnie (niektórzy powiedzą szaleńczo) nie licytował. Co ciekawe, wybitna arcymistrzyni, Ewa Miszewska, chciała mi tej obrony zakazać. Ale i tak ją bardzo lubię.

Brydż kolorowy


25.09.2007 12:00
Wiadomo, iż brydż jest grą w cztery kolory. Ale nie o to tym razem chodzi. Zajmiemy się dziś kolorem brązowym, którym oznaczone są sztuczne i zakazane konwencje. Od razu powiem, iż konwencje brązowe są zakazane, a można nimi grać wyłącznie w długich meczach. Jest szansa zagrać w turnieju, ale muszą się na to zgodzić przeciwnicy. Trudno znaleźć takich, co się zgodzą, bo głupich nie ma.
Konwencją brązową jest każde otwarcie licytacji od poziomu 2 trefl do 3 pik, które nie przyrzeka co najmniej 4 kart we wskazanym(czyli niekoniecznie licytowanym, kolorze). To uproszczona definicja. Czyli otwarcia ze wściekłego Kaczorka dwa w kolor, obiecujące co najmniej 4 karty w tym kolorze w łącznej sile ręki 0-7 hcp nie są brązowe. Można tym grać na własne ryzyko i przynosi to sukcesy, o ile przeciwnicy nie kantują, zmawiając się na pasowanie każdej ręki i kontrowanie każdego takiego otwarcia.
Prostym wnioskiem jest, iż popularne u nas otwarcie Wilkosza 2 karo, obiecujące w sile 6-12 (lub podobnej) hcp dwa kolory pięciokartowe, w tym co najmniej jeden starszy jest brązowe.Tym samym jest zakazane na całym świecie. W Polsce zamącono dokumentnie, pozwalając tym grac we wszystkich turniejach brydżowych z wyjątkiem mistrzostw Polski, które muszą być rozgrywane według przepisów międzynarodowych. Wmawia sie naiwnym, iż konwencja Wilkosza jest naturalna. Nie jest i nigdy nie będzie.
Co sprytniejsi zarzucili Wilkosza i przerzucili się na konwencje Multi. Konwencja Multi tez jest sztuczna jak cholera, bo nie wskazuje żadnego koloru. Ale została przez międzynarodowe władze brydża wyłączona z konwencji brązowych. Co ciekawsze, można grać także 2 trefl Multi o tym tym samym znaczeniu, co 2 karo. Mozna, ale nie w Polsce, bo tłumacz Chłobowski, albo tego nie zauważył, albo przeoczył, albo świadomie wykreślił z polskiej wersji zakazów systemowych, zwanych polityką systemową, służącą rozwojowi systemów. Multi jest w rzeczywistości konwencją mini Multi, wskazuje kolor sześciokartowy starszy w sile 6-12(lub podobnie) hcp. Ale nie wiadomo jaki kolor i dlatego konwencja jest brązowa. Oryginalne Multi, zawiera w sobie wariant silnego bez atu (stosownie do układu otwarć bezatuwowych) zwykle 20-21 hcp oraz silną trójkolorówkę lub silną rękę na kolorze młodszym.
Zakazane są także Tutti Frutti, czy dwukolorówki Zdzisia, a także pomysł Krzysztofa Martensa - 2ba = dwukolorówki starsze lub młodsze. Ale można otwierać obroną Landy po 1ba, czyli 2 trefl = kolory starsze 4+4+ lub nawet 4+5+. Tego jeszcze nie zakazano.
W ogóle zakazy (czytaj polityka systemowa) jest już tak skomplikowana, że nie rozumieją jej nawet czołowi interpretatorzy i zawzięcie kłócą się na forum sędziowskim Miałem tam mały wkład, wprowadzając pojęcie systemu licytacji w ataku w odróżnieniu od systemu licytacji w obronie. Otóż zakazy systemowe w większości punktów dotyczą właśnie licytacji w ataku. Kolory żółty, niebieski, brązowy, zielony, czerwony dotyczą właśnie licytacji w ataku. W obronie nie obowiązują. Mój pomysł został życzliwie zaakceptowany.

Brydż sztuczny i naturalny


24.09.2007 21:10
Śmieszy mnie, gdy Ozorkowcy krzyczą, na moje Kaczorki (systemy licytacji), iż są sztuczne, a naturalny jest Ozorek.Tymczasem Ozorek jest systemem wysoce sztucznym, oznakowanym przez WBF i EBL kolorem czerwonym. Zaklasywikowanie wynika z trojznacznego otwarcia 1 trefl, które zawiera ręce treflowe, silne(+17hcp) na dowolnym składzie i slabobezatutowe<11-14hcp).Cała reszta Ozorka jest naturalna. Te same uwagi dotyczą mutacji Ozorka zwanej Naszym Systemem lub Strefą.
Tymczasem w polskiej polityce systemowej zlikwidowano systemy czerwone. Tak, po prostu ich nie ma. Co więc się stało z systemami czerwowymi? Wypchnięto je do grupy niebieskiej. Poza Ozorkiem i jego mutantem, które zostały przesunięte do grupy zielonej. Zrobiono to niezwykle pomysłowo, ponieważ zapis brzmi do grupy zielonej należą systemy naturalne oraz Ozorek i NS. Każdy myślący człowiek, jednoznacznie odczyta, iż polskie trefle nie są systemami naturalnymi, bo zostały z nich wyodrębnione. Ale, niestety, dużo jest ludzi, którzy uważają, iż Ozorek jest systemem naturalnym. I uważają tak od zawsze. Dla nich świat jest prosty - wszystko, co nie jest Ozorkiem - jest sztuczne.
Powszechność tego zabobonu jest ogromna. Do systemów niebieskich, należą głównie systemy grupy Precision (1 trefl od 15/16hcp na dowolnym składzie) i silnego Kara. Systemy zielone, niebieskie i czerwone są dopuszczone do wszystkich zawodów na całym świecie, więc nie wiadomo, po co ta cała heca. Zakazane są natomiast systemy żółte, do których najczęściej są zaliczane systemy słabych otwarć (inna nazwa silnopasowe).Wolno nimi grać tylko w rozgrywkach drużynowych, a w olimpiadzie, tylko od szczebla ćwierćfinału. Żeby było ciekawiej, są jeszcze konwencje brązowe, które też są zakazane, chyba, że przeciwnik pozwoli nimi grać. Ale o tym innym razem.
Rzecz jasne, wszystkie Kaczorki są zielone i dopuszczone do wszystkich zawodów brydża sportowego.

Brydż odmienny


22.09.2007 14:20
W Polsce odgórnie narzuconym jest Ozorek.Muszą nim wszyscy grać od 33 lat. Wszystkie inne systemy są tępione, poza odmianą Ozorka zwaną Strefą lub pieszczotliwie Naszym Systemem. Jakiś czas temu (3-4 lata) Władysław Izdebski wymyślił Nasz system zielony. Oczywiście nie był on wcale zielony tylko czerwony (zgodnie z polityką systemową WBF i EBL) i nawet znałem jedną juniorkę, która chciała nim licytować na Cronixie. Ale poza mną nikt nie chciał się w to bawić, więc dziewczę rzuciło brydża.
Ale nie o tym chciałem dziś pisać. Otóż panuje powszechne przekonanie, iż nieodłączną częścią Ozorka, wręcz integralną jest tak zwany wist odmienny. Bardzo delikatnie mówiąc jest to bzdura, ale boję się napisać, co o tym myśleć, ze względu na powszechność powyższego sądu. Nie chcę być pobity. Więc jak ktoś myśli, iż licytując Ozorkiem musi wistować odmiennie, to niech tak sobie myśli i będzie z tym szczęśliwy. Ja pozostanę przy swoim zdaniu, iż system wistowy nie ma niczego wspólnego z licytacją.
Powróćmy do wistu odmiennego. Już sama nazwa jest infantylna i zadziwiająca. Czasem, jak przeciwnicy odpowiadają im, iż wistują odmiennie, to pytam się ich, czy każdy inaczej, i czy by nie mogli w ten sam sposób. Można zadać pytanie, od czego odmienny jest wist odmienny? Można, prościej jest napisać, iż istnieje klasyczny system wistowania, który jest podstawą sygnałów obronnych. Jego zanegowanie tworzy wist odwrotny, zwany tez wistem Rusinoffa, of nazwiska brydżysty, który go wymyślił. Przykład zanegowania to wist K z KDx, a zanegowanie, to wist D z KDx.
Kiedyś wist odwrotny był propagowany przez Zbigniewa Szuriga. I sporo osób nim grało. Ale jednak wybrano coś pośredniego - z figur wist klasyczny, natomiast z blotek - odwrotny. Zrzutki też odwrotne. To cudo, co powstało, nazywane jest właśnie wistem odmiennym. Jak wyliczył Łukasz Sławiński, wist odmienny ma sprawność około 67%, czy średnio dwa razy na trzy, odczytamy bezbłędnie sygnał partnera. Jest to najmniej czytelny system sygnałów ze wszystkich znanych. Czemu najgorszy system wistu jest praktycznie monopolistą w Polsce? Jego zwolennicy podkreślają, iż przekazuje najmniej informacji przeciwnikom i nie będą mogli ich zdyskontować. Pozornie brzmi to logicznie, tylko że sygnały wistowe wymyślono właśnie po to, żeby przekazywać wiadomości partnerowi.
Stanisław Rumiński, w materiałach szkoleniowych PZBS, wysunął 22 lat temu śmiałą hipotezę, iż wistem odmiennym grywają zwolennicy brydża totalnego. Oni potrafią dołożeniem jednej karty przekazać informację o singlu. Jednakże nie wierzę, by brydż totalny miał aż tylu wyznawców w Polsce. Raczej popularność wistu odmiennego wynika z bezmyślnego naśladownictwa.

Brydż kobiecy


21.09.2007 19:55
Brydż kobiecy w Polsce stoi słabiutko. I chociaż juniorki i młodziczki odnoszą olśniewające sukcesy, to jednak dorosłe zawodniczki generalnie grają słabo. I chociaż związek bardzo wspiera finansowo kobiety, organizuje im mecze z Holenderkami, Francuzkami, chociaż trener Roman Krzemień dwoi się i troi w szkoleniach, to właściwie mamy tylko jedną znakomitą parę i jedną bardzo dobrą. Reszta odstaje, mimo iż zawodniczkom pozornie niczego nie brakuje do doskonałej gry.
Najbardziej klasycznym przykładem jest Ewa Miszewska, która ma wielkie zrozumienie brydża, ale współpraca z kobietami jakoś jej nie wychodzi. A przecież grała już ze wszystkimi czołowymi brydżystkami w Polsce, a z niektórymi nawet po kilka razy.
Ale powróćmy do fenomenu dwóch czołowych par Brewiak - Sarniak i Harasymowicz - Pasternak. Skąd on się wziął? Odpowiedź jest prosta i banalna - z systematycznej pracy, jaką te pary wykonują. Prawie co wieczór, grają na BB ze sobą w brydża, a liczni kibice (silni męscy eksperci) wytykają nieliczne błędy. Błędów jest co raz mniej, pogłębia się wzajemne zrozumienie, doskonali się system licytacji. To powinien być wzór dla młodzieży, iż tylko ciężka i systematyczna praca daje efekty.

Talent do brydża to chęć do pracy, czas do pracy i sprzyjająca atmosfera w domu

Brydż z kobietą


20.09.2007 20:58
Ach kobietą być nareszcie, a najczęściej o tym marzę, kiedy piorę ci koszule, oraz naleśniki smażę.

Są takie dni w roku, w których mężczyźni zabijają się o to, żeby zagrać miksty. Czemu tak nieroztropnie postępują? Odpowiedź jest prosta - dla kasy. Prawie że wyłącznie. Otóż turnieje mieszane rozgrywane są niezwykle rzadko, zwykle podczas największych kongresów. A każdy kongres prowadzi punktację długofalową, do której wliczane są miksty. I kto nie zagra w takim turnieju, leci na łeb, na szyję w punktacji długofalowej. Kobiety szczęśliwe, że grają sobie w parze z silnym partnerem, gotowe są grać każdym systemem, który narzuci im partner. Ale sam system nie gra. Mężczyzna powinien dopasować do systemu, którym kobieta gra na bieżąco. To da jej komfort pewności, spokoju, wyniki będą lepsze.
Lubię grać z kobietami, to takie wdzięczne istoty. Nie krzyczą na mnie, jak źle zagram. Często mnie chwalą i pozwalają mi się wymądrzać do woli. Od czasu do czasu zgodzą się zagrać Kaczorkiem lub jakimś innym moim pomysłem licytacyjnym. Ale przyznam się, iż najprzyjemniej gra mi się na żywo, gdy mogę do przez cały turniej wpatrywać w piękne oczy. Lubię tę pewność siebie i zaciśnięte wargi, gdy właśnie podjęła decyzję, lubię gdy się zasępia, gdy przeciwnicy dorzucają inne karty, niż by sobie życzyła. Lubię....
Kobiety są najlepszym przykładem, ze nie ma bezpośredniego przełożenia między zdolnościami matematycznymi, logicznym myśleniem, a wynikami w brydżu. Moimi partnerkami były kobiety wykonujące ważne, odpowiedzialne funkcje, wymagające logicznego myślenia. Były wśród nich:
hodowca rasowych psów;
prezes dużej spółdzielni mieszkaniowej;
pediatra;
inżynier sanitarny;
chirurg od żył;
wzięty architekt;
weterynarz;
skoczkini wzwyż;
siatkarka;
tłumaczka;
inna tłumaczka;
inna lekarka;
bankier;
jeszcze inna tłumaczka;

Ale najlepiej z nich wszystkich grała skromna kasjerka z supermarketu w niedużej miejscowości pod francuską granicą. Jaki z tego morał? Liczy się osobowość partnerki, jej dobra wola i zaangażowanie, a nie wykonywana praca. Brydż wymaga pracy przy stoliku. Ciężkiej pracy. Lenie przegrywają od razu na starcie.

Brydż z Blackwoodem


19.09.2007 08:36
Jeśli ktoś myśli, że pytanie o Asy jest zbędne, to bardzo się zdziwi, gdy przegląda karty konwencyjne lub opisy konwencji stosowanych przez sieciowych brydżystów.Pytanie o Asy występuje wszędzie, bardzo często na pierwszym miejscu. I co my widzimy? RKCB, czyli rzymskie pytanie o karty kluczowe (w domyśle jest ich pięć, bo za asa uważa się Króla atutowego), ale to nie wszystko. Od kilku lat niektórzy dodają 1430. To prawie jak przepis na grunwaldzką wódkę(kilogram cukru, 4 litry wody, 10 dekagramów drożdży). Oznacza, że pierwszym szczeblem odpowiedzi jest nie zero lub trzy, ale jedna lub cztery wartości z pięciu. Kiedyś Ed Kantar zauważył, iż przy treflowych atutach, można znaleźć się za wysoko (mało kto widzi tu istotną wadę pytania o Asy) i warto zmienić kolejność odpowiedzi. Dla większości brydżystów zapamiętanie tego faktu okazało się za trudne. Leniwi nie chcieli się umawiać, więc ustalono, iż zawsze obowiązuje 1430. I wierzą, iż tak jest lepiej. Przy RKCB, przy dwóch Asach chwalimy się posiadaniem Damy atutowej.
Konwencja dobrze działa, gdy mamy 4 Asy, Króla i Damę atu, a źle, gdy czegoś nam brakuje. Wniosek jest prosty - pytanie o Asy jest zbędne. Zobaczmy taki przykład. Mamy następującą typową rękę:
Kxxxx Axx xx Axx
Naciągamy otwarcie 1 pik. No bo przecież mamy jedenaście punktów Freda Karpina. Za chwilę partner nas forsuje, nie ważne jak. Sposobów tez jest kilka i wchodzimy w sferę szalonego ciubidowania, pokazujemy nasze Asy i króliczka, co się uda. Następnie partner pyta nas słynnym RKCB (może nawet być 1403). Pokazujemy 0/3 wartości z pięciu. STOP! W teorii informacji nazywa się to redundancją, tę samą informację sprzedaliśmy TRZY razy. Gdzie tu sens, gdzie logika?
Jak każda kiepska brydżowa konwencja, Blackwood jest ciągle ulepszany, poprawiany, przykład RKCB1430 jest extremalny. Włosi kiedyś pokazywali kolory Asów, gdy mieli ich dwa. Jest jeszcze pytanie z wyłączeniem jednego koloru, obniżone i wiele innych. Jest też bliźniacze pytanie Gerbera. A i tak trzeba podjąć kluczową decyzję, czy bez Asa grać szlemika czy nie? A przecież, gdy mamy siłę na grę premiową, to zwykle mamy co najmniej trzy Asy. To po co o nie pytać?

Brydż bez Easlaya Blakwooda


18.09.2007 20:47
Znakomity brydżysta Easlay Blackwood wymyślił kiedyś konwencję polegającą na tym, iż odzywka 4ba pyta partnera o liczbę posiadanych asów. Potem żałował, że dokonał takiego wynalazku, ponieważ uważał, iż jest to konwencja zbędna. Jeśli mamy stosowną siłę, to nie brakuje nam dwóch asów, a jeśli brakuje, to przeciwnicy nie zawsze muszą je ściągnąć.
Podobnego zdania są polscy teoretycy brydża Roman Krzemień, Stanisław Rumiński, Łukasz Sławiński.
Niektórzy twierdzą, iż pytanie o Asy jest zabawką dla dominujących kobiet, które zadają mężczyźnie pytanie i ten nie ma wyjścia, musi zrobić to, co chce kobieta, czyli podać liczbę Asów. Następnie kobieta zadaje kolejne pytanie, tym razem o Króle i znowu mężczyzna musi być jej posłuszny. Na koniec, kobieta podejmuje decyzję, jaki kontrakt ma być grany, a mężczyzna nie ma nic do powiedzenia.

Nietypowa obrona


16.09.2007 14:08
Na trzecim ręku podnoszę:
AD10983 K93 K3 A4
Partner pasuje, z prawej 1ba. Na razie daję kontrę, z lewej 3b, które do mnie dobiega. Bez chwili wahania daję kolejną kontrę, co jest wielkim błędem i kończy licytację. Niepotrzebnie ostrzegłem rozgrywającego, że mój partner ma plażę.
Brydż powinien być łatwy i tak jest tym razem. Wist mam prosty - Dama pik, bo przecież na stole wyjedzie singlowy lub drugi walet.
wyjechało:
W45 D96 W4 KD986
Król wziął, a walet pozostał drugi na stole. Gorzej być nie mogło, ale każdy inny wist pikowy niczego nie zmieniał. Z prawej walet trefl i jest ostatnia sytuacja, w której wolno myśleć, potem już trzeba grać szybko.
Szkoda, że rozgrywający nie zaczął wyrabiać kolorów czerwonych. Trzeba znaleźć aż trzy wyrzutki na trefle. Widać, że jestem w przymusie oczyszczającym w trzech kolorach. Po prawej siedzi amerykański ekspert więc muszę być średnio subtelny. Wyrzucam więc małego kiera, potem szybko drugiego kiera i na koniec pika. Rozgrywający impasuje kara więc kładę bez jednej.Gdyby policzył, że mam 5 kart, dwa piki i jakieś trzy czerwone, to by wiedział, że któregoś króla wysinglowałem i trzeba pociągnąć dwa asy górą.
Przeciw silniejszemu przeciwnikowi muszę wysinglować oba króle, rzucając kolejno kiera, kiera i karo. Ale to może być skuteczne, gdy nie dam kontry. Taka kontra nazywa się kontrą debila, bo zdradza nierównomierny podział honorów. Zresztą odrzucenie pika też musi mieć swoją przyczynę, czyli trzymanie zatrzymań w czerwonych kolorach. Mój błąd w postaci kontry polegał na tym, że nie pomyślałem, iż ciągnięcie trefli zrujnuje moją kartę.
Tym razem wszystko skończyło się szczęśliwie. Kontra miałaby sens, gdyby wistował partner. Taka kontra znaczy, że sam obkładam 3ba pod warunkiem, iż partner zawistuje w mojego silnego longera. Z punktu widzenia partnera, jest to jego najsłabszy kolor, czyli wist w singla pik był łatwy do znalezienia. Wist z ręki partnera obkładał bez wielu, co dawało piękny zapis i na maksy i na impy.

Serwery brydżowe


15.09.2007 13:47
Brydż na serwerze to coś wspaniałego. Serwer jest znakomitym miejscem do zabawy w brydża. Umawiamy się ze znajomymi, z przyjaciółmi i gramy 24 godziny na dobę. Jak zabraknie znajomych, przyjdą gracze z całego świata. Najlepszy do tego celu jest Brigde Base. Tam nigdy nie brakuje przeciwników i chętnych do gry.
Ten serwer ma jeszcze wielką zaletę, ponieważ wszystkie grane rozdania są zapisywane w komputerze grającego z możliwością odtwarzania w dowolnym momencie. Nic nie ma takich wartości szkoleniowych, jak możliwość analizy każdego rozdania, każdej odzywki, każdej dołożonej karty. Dodatkowo możemy zapuścić program analizujący GiB. Dzięki temu, robimy szybkie postępy i gramy co raz lepiej.
BB ma jeszcze możliwość treningu licytacji w parze i nie tylko, poprzez generowanie, wcześniej ustalonych typów rozdań. Na przykład po naszym otwarciu 1ba. Całość dopełniają bezpośrednie transmisje wszystkich istotnych turniejów na świecie.
Są osoby, które wyłącznie grają i grają, nawet nie przejmując się z kim w parze, ani przeciw komu. One grają ciągle tak samo, nie robią żadnych postępów. Niby lubią wygrywać, ale nie robią niczego, by sobie w tym pomóc.

Brydżowe głupoty


14.09.2007 13:52
Brydż jest grą dla ludzi myślących. Ale niektórzy z nas mają zaniżoną samoocenę i uważają, iż myślenie nie jest dla nich. Inni są leniwi. Jedni i drudzy szukają gotowców, czyli zachowań automatycznych, dających im dobre efekty. Często zostają ofiarami różnych przesądów, zabobonów. Oto niektóre z nich.

Na wysokości jednego nie pokazujemy czwórek. Jest to smutne, pochodzące z Kurnika powiedzenie. Powstało wiele systemów licytacji, które dążą do jak najszybszego uzgodnienia koloru starszego, rozłożonego 4-4. Przecież jest prosta zasada, która mówi, iż powtórzenie koloru oznacza posiadanie w nim jednej karty więcej. Więc na poziomie jednego spokojnie możemy zgłaszać kolory 4-kartowe.

Gram Wilkoszem 2ba na młodych. To już bardzie powszechne. Ludzie są tak zaufani w tej wierze, że kilka razy o mało mnie pobili tylko dlatego, że siedzieliśmy przy własnych komputerach daleko od siebie. Ale wiązanki pod moim adresem poleciały. Nie pomagały moje tłumaczenia, iż niezwykłe 2ba to anglosaski wynalazek, nie mający niczego wspólnego z naszym wybitnym brydżystą. Konwencja Andrzeja Wilkosza ogranicza się do podlimitowego otwarcia 2 Karo, zawierającego przynajmniej jedna starszą piątką. Inna sprawa, iż tworzy z niezwykłym 2ba kompletny sposób wskazywania wszystkich słabych dwukolorówek.

Gram Jassemem. To jest najpowszechniejszy błąd, za który odpowiada Krzysztof Jassem. Otóż w swoich dwóch książkach zaproponował, aby po otwarciu przeciwnika 1ba, bronić się w sposób, który wymyślił Kit Woolsey. Tylko Krzysztof Jassem nie podał nazwiska autora popularnej w Polsce konwencji. Kit, autor wielu znakomitych książek i wybitny brydżysta, jest stałym bywalcem BBO, gdzie gra i komentuje przekazy.

O zachowaniu przy stole brydżowym


13.09.2007 21:27
Brydż jest grą dla ludzi myślących i powinna odbywać się w stosownych warunkach. Jednym z takich warunków jest cisza. Jakież było moje zdumienie, gdy podczas GP Warszawy usiadło do stolika małżeństwo, które omyłkowo wziąłem za Amerykanów. Ten akcent... Okazało się, iż są mieszkańcy Wrocławia i każde z nich ma WK = 12.

Otworzyłem na trzecim ręku 2 karo = podlimitowe na karach i za chwilę grałem 3 kara. Wist Waletem trefl, wykłada się stolik i zaczynam myśleć jak grać. W tym czasie jegomość z prawej zaczyna coś mówić do mnie podniesionym głosem. Grzecznie proszę go, by mi nie przeszkadzał, a on dalej peroruje nerwowym podniesionym głosem. Ponownie mu zwracam uwagę, że mi przeszkadza, a on na to, że ma prawo mnie pytać o znaczenia licytacji. Kolejny raz grzecznie proszę, ale on co raz głośniej krzyczy i ryczy na całą salę sędzia. Przychodzi przemiły sędzia, a jegomość zaczyna na mnie skarżyć i powtarza licytację, mówiąc, że mu nie chce jej wytłumaczyć. W końcu dopuszczony do głosu, tłumaczę, że właśnie jestem na posunięciu, że to ja myślę nad zagraniem i przeciwnik przeszkadza mi w grze. Sędzia przyznał mi rację, że przeciwnik robi karczemną awanturę, ale nagany mu nie udzielił.

Za chwilę pytam przeciwnika, jakim wistem grają i pada odpowiedź trzecia-piąta. Spokojnie tłumaczę, że to jeden z ośmiu elementów wistu i interesuje mnie kompletny opis wistu. Usłyszałem jeszcze kilka razy, iż ich wist to właśnie trzecia-piąta. Jak się potem okazało, małżonka jegomościa zawistowała odwrotnie czyli z DWxx.

Jak to możliwe, iż bardzo dorosły człowiek, grający w brydża od lat, nie potrafi zachować się przy stole? Czy braki w kulturze ogólnej czy brydżowej? A może to świadome działanie na zahukanie przeciwnika, czyli niesportowy nacisk psychologiczny? Co by to nie było, poczułem niesmak.

Przy innym stoliku trafiliśmy na parę mieszaną juniorów. Dziewczyna otworzyła 1 kier, spokojnie wszedłem niealertowanym 2 pik. Młodzian najpierw popadł w namysł, następnie nieprawidłowo (wskazując na piki) zapytał co ta odzywka znaczy, a gdy usłyszał odpowiedź podlimitowe na 6 pikach, ostentacyjnie i z lekkim przytupem rzucił czerwoną karteczkę.

Miał pecha, bo partnerka miała renons pik i nie zrozumiała go. Zalicytowała 3 karo, na które on spasował. Szła im końcówka. Jak mogłem się domyślić z mojej karty i jego niesportowego zachowania, młodzian miał w pikach AK10xx.

Przykłady nieprawidłowych zapytań o znaczenie licytacji zdarzają się moim przeciwnikom bardzo często. Moim zdaniem, sędziowie powinni być w takich sytuacjach bezwzględni i nakładać kary minimalne. To powinno oduczyć niesportowej gry i młodych i starych.

brydż - nowy dział
02.04.2007 16:17
Strona wreszcie ruszyła i stopniowo będzie się wypełniać treścią. Planuję dodawać coś nowego przynajmniej raz w tygodniu. Założyłem nowy dział Felietony . Jest to miejsce na różne ciekawe teksty, zwykle humoreski na temat brydża. Wstawiam moją humoreskę, która została wydrukowana w Świecie brydża w 2001 roku.




©2006 Piotr Kaczorowski. All rights reserved. login